Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Stargate SG-1 » Odcinki » Sezon 10 » 10x20 Unending
< Poprzedni odcinek < ---> Następny odcinek >

Dane (powrót)
Numer:
214
Scenariusz
: Robert C. Cooper
Reżyseria
: Robert C. Cooper
Występują
: Gary Jones (Walter Harriman), Martin Christopher (Marks), Michael Shanks (Voice of Thor)
Oglądalność na SciFi:
Opis (powrót)
Uwięzieni na pokładzie Odysei by ją uratować członkowie SG-1 przeżywają większość swojego życia.
Streszczenie (powrót)

Recenzja SGTokar'a
(powrót)
10 sezonów SG-1. 214 odcinków. 60,5 godzin. 9630 minut. 10 lat z serialem SG-1. To dla wielu oznacza znaczącą część czasu spędzanego w Internecie - na stronach i forach internetowych, znacząca część życia. Dla sporej grupki osób SG-1 było też sposobem na spotkanie wielu nowych znajomych na zlotach. Teraz nadchodzi czas na recenzję finałowego odcinka serialu SG-1. Jednocześnie nie możemy zapomnieć o tym że to nie jest koniec sagi SG-1. Przygody legendarnej drużyny zostaną zwieńczone jeszcze dwoma filmami, a ten ostatni odcinek serialu SG-1 jest interesującym sposobem na zakończenie jednego z ostatnich rozdziałów legendarnej SG-1 w takim składzie.

Czwarty do piątego: przyszłość jest Wasza!
Po pierwsze - Asgard ratując się tworzy śmiertelną dla własnej rasy chorobę. Po drugie - oddaje nam całą wiedzę i technologię. Po trzecie - popełnia zbiorowe samobójstwo! Trzy nowinki ze scenariusza z pierwszych kilkunastu minut wbijające w fotel. Miłym akcentem była przyjacielska rozmowa Thora z Sam na temat prób ocalenia i o przyjaźni ich łączących. Dodatkowo powrót do rzadko powracającego motywu, ale bardzo znaczącego. Tytułowy motyw piątej rasy z odcinka „The Fifth Race”. Przyjacielski uścisk Sam przywołuje na myśl odcinek „Small Victories” gdzie w ten sposób Carter ucieszyła się z pierwszego zwycięstwa nad replkatorami. Śmierć Asgardu nie wzięła się z nikąd. Wiemy że od lat Asgard prowadzi badania nad ich niewydolnością genetyczna. Prowadzili badania na jednej z planet w naszej galaktyce, Loki prowadził nawet na własną rękę nie do końca moralne badania nad ludzkimi klonami. Oddanie nam całej wiedzy jest wielkim zaskoczeniem wspominając oporność w tej dziedzinie wszystkich innych zaawansowanych ras w tym i Asgardu. Docenienie nas i powierzenie losu galaktyki jako piątej rasy jest naprawdę budujące, mimo że niesie dużą odpowiedzialność. Los Asgard i ostatnie pożegnanie z Thorem z perspektywy widza połączone z losem serialu wywołuje wyraźny smutek.

Ori są wszędzie.
W życiu się w tym odcinku Ori nie spodziewałem (chociaż powinienem bo to w końcu ostatni, jednak spoilery na to nie wskazywały). Nie odpuszczają nam nawet w innej galaktyce. Może to znak że teraz zajmą się Ziemią. Faktem jest że od momentu przybycia Ori mamy kolejne kilka minut nieustającej akcji, aż do momentu włączenia pola dylatacji czasu. Pojawienie się Ori, pościg, wybuch planety. Pierwsza próba wykorzystania nowych broni Asgardu – dosłownie szczęka opada. Kolejne atrakcje to walki w wyniku których rozwaliliśmy dwa z trzech statków. Muzyka motywu Ori dalej rządzi, efekty jak zawsze coraz lepsze, akcja fantastyczna.

Życie na statku
Teraz zajmiemy się drugim motywem (drugim po śmierci Asgardu) godnym ostatniego odcinka. Drużyna SG-1 wraz z Landrym zostaje skazana na siebie na wiele lat. Dzieje się tak z powodu załączenia pola dylatacji czasowej, która chroni Odyseję przed otrzymaniem ostatecznego ciosu ze strony Ori. Oczywiście SG-1 może robić to co chce, a poważnym ograniczeniem jest pokład statku i możliwość kontaktu tylko między sobą. Stąd mamy dwa obrazy. Jeden, ten dobry w której SG-1 siedzi rozbawione przy stole, urządza zabawę świąteczną, Mitchell biega, a Vala jeździ na wrotkach. Drugi obraz - coraz większego zdenerwowania i irytacji pojawiający się z coraz większą ilością czasu jaką SG-1 musiało męczyć się z tymi ograniczeniami. Mitchell rozwala pokój, Sam odnajduje spokój w nauce gry na wiolonczeli, Daniel i Vala zajmują się sobą, a Landry uprawia kwiatki. Fakt, faktem przeżyli każdy dzień przez wiele lat ze sobą i się nie pozabijali, a na dodatek byli jeszcze w stanie wprowadzić w życie plan który uratował ich nie tylko przed Ori, ale także przed kompletna stratą wielkiej części swojego życia. Szukając filozofii można tu się dopatrzeć kosmicznego „Dnia Świra” gdzie człowiek stawia czoła wyzwaniom dnia codziennego znajdując ukojenie w miłości, hobby i wybrykach.

Vala i Daniel
Teraz mamy nową dyżurną parkę SG-1 między którymi iskrzy. Oczywiście ponownie coś „wybucha” w warunkach sci-fi. Tutaj mamy podróż w czasie, pytanie teraz kiedy alternatywna rzeczywistość, pętla czasowa i wpływ wirusów na organizm. Monolog Daniela do Vali na temat jaka to ona nie jest był mocno przesadzony, bo już sam Daniel wcześniej zaprosił Vale na obiad (o właśnie, jeszcze do wyliczanki nie dodałem – „przerywanie spotkań we dwoje przez [Thora/Atene]”).

Teal’c jest stary
Rozwiązanie akcji, zaskakujące przez to że Teal’c pozostał stary było bardzo dobre. Oczywiście paradoksy i filozofie kręcenia z czasem dają dużo materiału na rozmyślania na temat fizyki czasoprzestrzeni i wywołują obawy czy na pewno scenarzyści do końca profesjonalnie (naukowo) do tego podeszli. Nie raz w dyskusji na forum gubiłem się w swoich przemyśleniach. Pisząc nawet jeden z postów okazało się że zaczynając post stwierdzeniem że Teal’c cofnął się w czasie skończyłem na tym że jednak się nie cofnął (to drugie jest prawdą – tylko Odyseja i reszta załogi się cofnęła). Nawet więc tutaj nie próbuje przedstawiać przemyśleń. Zrobi się to w jakiejś potężniejszej pracy na ten temat.

Ostatnia, ale nie ostatnia podróż
Łezka się w oku kręci gdy serial SG-1 się kończy. Mówiąc matematycznie ten koniec dąży do nieskończoności gdyż przez wrota po raz kolejny elitarna jednostka wyrusza przez wrota w celu ocalenia galaktyki. Powtórzona zostaje nam legendarna już scena załączania kolejnych chevronów. I standardowe hasła – „chevron1 incoded… chevron 7 locked, indeed, God speed”. Szczególnie “indeed” w słowach całej ekipy SG-1 wobec Teal’ca było bardzo miłe.

Podsumowanie
Serial zakończono w rewelacyjny sposób. Główne wątki nie zostały rozwiązane, jednak trudno nie odczuć w odcinku atmosfery przełomowości - śmierci Asgardu, podarowania nam całej technologii, rozwalenia kilku statków Ori. Na dodatek idealne formuły na zakończenie serialu w postaci pokazania drużyny SG-1 jak przeżywają razem swoje życie. 10 jak nic.

I wanna know, have you ever seen the rain
SG-1 to przede wszystkim serial który ma sprawiać przyjemność z ogromną dawką humoru i akcji, który w przyswajalny sposób porusza istotne problemy z którymi my jako ludzie się spotykamy. Jest to mieszanka akcji, humoru i dramatu osadzona w danym klimacie wydarzeń który mnie przyciągnął. Na ten klimat składa się emocjonujący przebieg wydarzeń. Poza paroma pewniakami nie zawsze dana seria wydarzeń kończy się happy end’em. Wielkiego smaku dodają występujące postacie, każda ze swoimi wyjątkowymi cechami i ich wzajemne interakcje pozwoliły im stworzyć zgraną drużynę bez względu na spore różnice osobowości. Prawdziwy sukces SG-1 zawdzięcza swoim fanom, który wykreowali tak fantastyczny fandom, który pomimo paru sprzeczek dalej prężnie działa. „Stargate: SG-1” niewątpliwie jest najlepszym serialem sci-fi z jakim wkroczyliśmy w XXI wiek!
Login:
Hasło: