Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Stargate SG-1 » Odcinki » Sezon 10 » 10x06 200
< Poprzedni odcinek < --- > Następny odcinek >

Dane (powrót)
Numer:
200
Scenariusz
: Brad Wright, Robet C. Cooper, Joseph Mallozzi, Paul Mullie, Damian Kindler, Martin Gero, Aan McCullough
Reżyseria:
Występują: Richard Dean Anderson (General Jack O'Neill), Willie Garson (Martin Lloyd), Pierre Bernard (Zombie)
Oglądalność na SciFi: 1,9
Opis (powrót)
Martin Lloyd prosi o pomoc SG-1 w produkcji filmu opartego na podstawie jego serialu telewizyjnego który oparty był na programie Stargate.
Streszczenie (powrót)
   
Recenzja SGTokar'a
(powrót)
Dwusetka musiała być wyjątkowa. Jak Brad Wright to ujął - odcinek ten „fani albo pokochają, albo znienawidzą”. Tak też się stało. Odcinek nie tylko ośmiesza zaplecze i metody produkcyjne serialu, ale i tworzy wyimaginowane koncepty które krążyły wśród fanów od bardzo dawna sprowadzając je do żartu. Mnie te kawały dosłownie rozłożyły na łopatki i jestem z tej grupy osób która teraz wygłosi „Odę do dwóch setek”, a właściwie chwalebną epopeje.

Scenki fanów

Na początek weźmy przeróżne historie w większości wymyślone w serialu w głowach SG-1.


1. Czemu Furlingowie zniknęli?

Na start. Od drugiego sezonu istniał nieustający krzyk fanów z zapytaniem: "kim są Furlingowie, gdzie są, czy w tym sezonie ich zobaczymy?". I ostatecznie satysfakcjonującej odpowiedzi dalej nie ma, a ich los leży w sferze domysłów (osobiście wierze że podobnie jak Pradawni i Noxowie próbowali ascendować i Furlingom się to udało). Od dawna krążyło też wśród fanów skojarzenie nazwy rasy z Ewokami ze Star Wars. Zostało to już zaznaczone w „Paradise Lost”, teraz pod pozorem faktu że naprawdę kiedyś spotkaliśmy Furlingów przedstawieni są oni jako takie miśki i jak się okazuje SG-1 powoduje ich zniszczenie. Na starcie widz zostaje zbombardowany zaskakującą scenę gdzie SG-1 spotyka Furlingów i na dodatek stoi za ich zniszczeniem, czyż to nie idealny start parodii SG-1?  


2. SGC pełne żywych trupów.

Wyraźnie nawiązanie do wysypu żywych trupów. Scena natychmiastowo po intrze dynamizuje wydarzenia. Mamy tutaj czystą akcję z pięknym ujęciem reżyserskim z którymi się już spotkaliśmy w dobrym pod tym względem odcinku „Avatar” gdzie Teal’c pojedynkował się z superżołnierzami Anubisa. Dodatkowym kąskiem jest tutaj fakt że w scenie jako zombie występuje Pierre, którego gra ten sam gość co naśmiewał się w talk-show „Late Night with Conan O’Brien” że serial SG-1 był o wiele lepszy bez Daniela Jacksona.


3. Niewidzialność Jack'a

Motyw niewidzialnego O’Neill’a jest prawdziwą retrospekcją z wydarzeń SG-1, chociaż obarczony oczywistym błędem, że wtedy Teal’c nie miał włosów. Jakby na złość by zbagatelizować ten fakt twórcy pod koniec odcinka przebierają w jednej chwili Waltera w odpowiedni strój do przejścia przez wrota. Jednak do rzeczy. Ta scena rozwala totalnie. Na starcie oczywisty motyw ucieczki Jacka przed techno-gadką Carter. Rozbrajający motyw psa podjeżdżającego do strażnika. Potem zostaliśmy pożywieni tourne Jack'a po członkach SG-1 z tym co jest najbardziej wyraziste w postaciach. Przy Danielu Jack zasypia i co więcej chrapie podczas jego badań w pokoju odpraw co zmusza zebranych do macanie ręką po okolicy. O’Neill postanowił podglądać Carter, co Sam wyczuła i ładnie spytała czy Jack jest w okolicy, na co rozbrajająco zaprzeczył. Teal’cowi natomiast dał możliwość na dwa sarkastyczne żarty z „przejrzeniem go na wylot”, duże osiągnięcie po nie wypalonym dawno temu żarcie w „Message In a Bottle”. No i oczywiście misja na ha'taku i Carter wysadzająca prąd w bazie, czyli standardowo scenka przeciążenia energetycznego. 


4. Wielka konfrontacja

Następna scena ponownie jest sceną akcji gdzie SG-1 umieszczają w konfrontacji z Replikatorami i Goa’uld’ami. Materiale który byłby bardzo dobry. Pochwalę w tym miejscu tylko efekty w scenie, bo głównym jej celem było co innego (problem nagłych zakończeń).


5. Czarnoksiężnik z krainy Oz

Pierwszy z pomysłów Vali nawiązujący do kolejnego nierozłącznego porównania SG-1 istniejącego od lat - do przygód z „Czarnoksiężnika z krainy Oz”. Do których to Richard Dean Anderson po prostu uwielbiał się odnosić w swoich tekstach. Oczywiście ciekawe dopasowanie postaci do wydarzeń z tej bajki jest rozbrajające. Mamy ładną Tok’Ra Sam, ascendata generała Landry’ego, no i trójka z „własnymi problemami”. Zniewalająca scena gdy przeprowadzono zbliżenie na Teal’ca, Daniela i Camerona. Nie wspominając o fakcie że Vala potrąciła lokalnego Goa’uld’a lądując statkiem już na samym początku.


6. Wybuch SGC

Scena wybuchu bazy Cheyeen była tak wprowadzona w odcinek by można było nabrać widza że w realnym świecie SG-1 coś się dzieje. Oczywiście to się udawało do pewnego momentu. Tym razem ponownie scena przeskakuje z humoru na akcję, ale tym razem takiej typowej co nieraz widzieliśmy w serialu. Piękny wewnętrzny żart czemu „to zawsze Siler obrywa”. Cóż koordynator od spraw kaskaderskich już tak ma. Wybuch bazy cud – miód. Piękne oddalenie od głównego wejścia w trzech ujęciach. A po zakończeniu sceny tylko śmiech że udało się im mnie tak nabrać.


7. Star Trek i młodsza wersja SG-1.
Padały zarzuty że wraz z coraz częstym pojawieniem się naszych kosmicznych lotniskowców serial zaczyna nabierać charakter Star Treka. Scena z tym właśnie serialem ponownie wywołuje śmiech i komentarze do niej ze strony SG-1 tylko to potęgują.

Wyobrażenie młodszej wersji SG-1 było taki wyraźną odmianą od wszystkiego. Tu muszę zauważyć że strasznie podoba mi się to jak reżyser żonglował w każdym takiej scenie typem ujęć i dynamiką odpowiadającą danemu gatunkowi sceny. Tak samo mamy tutaj z odpowiednią muzyką, odpowiednimi ujęciami i tekstami mamy typowy serial młodzieżowy. Joł.


8. Frel

Po dołączeniu do obsady dwóch głównych postaci z serialu Farscape krążyły żądania jakiegoś crossoveru. No i scena z takim połączeniem, jest rozwalająca. Głównie na końcu gdy widzimy Thor’a jako Rygel’a. Tutaj potrzebowałem przerwy w oglądaniu z powodu nie możności w spokoju dalej oglądania. Tak samo linijka dren, tazmada, frel, hezmot jest pięknym importem z Farka najbardziej klasycznych powiedzonek. Scena ma minus! Mogli już zapomnieć w tej scenie że trzeba Daniela z Valą łączyć jak to wątki SG1 przewidują i na John’a usadowić właściwą tam osobę go grającą. Cóż, takie malutkie zażalenie z sentymentu do aktora i Farscape’a.


9. Jack jest ojcem

Dziewiąty sezon SG-1 był sezonem odejścia Jack’a i pojawienia się Mitcheall’a. Wielu zarzucało i dalej zarzuca że nowa postać próbuje nam zastąpić starego O’Neill’a. Co więksi fani co nie tylko samą krytyką żyją wymyślili szaloną teorię, którą mieliśmy okazję usłyszeć z ust Daniela i Sam w prawdziwej sytuacji w SG-1. Chodzi oczywiście o raport 30185 dotyczący tego że Jack wybrał się do roku 1969 na dziewięć miesięcy przed narodzeniem się Camerona. To by tłumaczyło wszystkie podobieństwa.


10. Team SG-1

Kukiełkowy film „Team America” był parodią sytuacji politycznej. Wersja Stargate’owa w tym odcinku była parodią samych podstaw na których SG1 powstało. Generał jak to generał rzuca tu i tam swoje zachcianki i mają one być spełnione. Na problemy naukowe przychodzi Carter napędzana feminizmem na początku na której słowa inni naukowcy patrzą ze zdziwieniem. Jackson zawsze się ekscytuje gdy chodzi tylko o to że „wykopali wrota z piasku”. Poruszana jest głupota SGC gdy „mieli symbol cały czas przed sobą” oraz gdy sznurki ku ich zaskoczeniu zostały zniszczone. Śmieszna scena z O’Neill’em gdy Hammond mówi że „myślał że jest zmęczony” (gra angielskich słówek are tired – retired). Fakt spotkania istot na innych planetach no i śmiech zwycięstwa Teal’ca na innej planecie. Sama scena w pewnej chwili wydawała się ciut przydługa.


11. Teal'c PI i rybki

Krótka scena z Teal’c jako detektyw. Przypomina to odcinek „Affinity” w którym Teal’c zaczął mieszkać na Ziemi i robić w okolicy porządek. Moment gdy Teal’c po wyrzuceniu gościa przez drzwi mówi „indeed” po prostu rozwala.

Druga z rzędu scenka będąca repley’em prawdziwego zakończenia SG-1 w ósmym sezonie, gdzie nagle obok pojawia się Vala i Mitcheall. I taki oburzony komentarz że „nie było was tam”. No LOL.


12. Thor udziela ślubu

I na koniec, na finał, jeden z największych problemów i dyskusyjnych spraw w świecie fanów. Ślub, który został tak przedstawiony że ponownie można spaść z krzesła ze śmiechu. Asgardczyk udzielający ślubu po prostu rządzi. Sam fakt że to Jack&Sam, oczywiście jak zwykle w fantazji, ale mimo wszystko plus. Przybycie na ślub Sam teleportem no i ukłon dla tych "innych" ludzi co chcieliby Jack'a i Daniela. 


 


W pokoju odpraw na temat produkcji
Teraz zajmę się analizą tej rzeczywistej części odcinka w której Marty dzieli się i komentuje prace tworzenia filmu, co jest czystą aluzją do serialu SG-1. Mamy tutaj więc do czynienia niemal ze swoistą spowiedzią producentów na częste zarzuty niedopatrzeń w serialu i krzyki zawiedzionych widzów. Przedstawiając to w świetle humorystycznym wyszło to bardzo dobrze.


Na start Carter zauważa że spowodowanie przez drużynę zniszczenia Furlingów robi z bohaterów głupków. Nie trzeba daleko sięgać pamięcią by przypomnieć jak Sam wydaje w głupi sposób informacje z bazy Pradawnych Baal’owi. Narzekania że w ogóle za tyle kasy takie cienki scenariusze powstają. Dźwięk z komórki Marty’ego jest jakże odwzorowaniem niemal każdego fana gdy jak ktoś dzwoni słyszy się intro SG-1 lub Atlantis.


Problem wymiany głównego bohatera oczywiście jak wiadomo odnosi do Andersona. Ciekawe czy taka sama była pierwsza reakcja słowna prawdziwego producenta jak Marty’ego gdy skończył rozmawiać przez telefon. Cała dyskusja w SG-1 o tym jak można byłoby postać zastąpić ma drugiego dno, a szczególnie gdy sam Mitcheall mówi by stworzyć nową postać która przejmie role starej. Wtedy widz myśli „i kto to mówi”, a mina Carter jest po prostu genialna. Czy propozycja rozmów przez telefon i nie wspominanie go nie jest nam dobrze znana. Ile razy w ostatnim czasie było rozmów z postaciami które odeszły przez telefon i nie wiadomo co z nimi dalej. W serialu oficjalnie chyba jeszcze nie powiedziano kim jest O’Neill i czym się zajmuje, tak samo Hammond. Oficjalnie możemy się dowiedzieć tylko z oficjalnej strony internetowej.


Odnośnie niewidzialności bohatera, Marty dzieli się faktem że nie można postaciom dawać zbyt wielkich mocy. Stąd przy urządzeniach Sodan w ostatnim odcinku pojawiła się przeszkoda w możliwości ich dalszego użytkowania. Stąd też w nie pamięć odeszły między innymi pamiętne opaski z „Upgrades” która Anise nam przytransportowała jak i wiele innych przydatnych gadżetów Superman'a.


Inny mankament przedstawiono przy okazji niewidzialnej potyczki z Replikatorami i Jaffa jednocześnie. Nagłe rozwiązanie które nie jest przedstawiane. Czyli sytuacja podobna do tego z odcinka „Morpheus”, gdzie problem rozwiązywany jest przez medyków w SGC i pozostaje on w sferze domysłów i uznawane jest przez producenta za oczywiste. No i temat odliczającego zegara jako klucza do dobrej akcji, te odliczające zegarki i zazwyczaj kończące się na jedynce są dobrze nam znane i potrafią w nadmiarze irytować.


Ciekawe czy scenarzyści tak samo reagują gdy usłyszą gdzieś jakąś techno-gadkę. Piękna odmowa Carter i wycofanie się z powrotem do pomieszczenia kontrolnego. Miłe też było przyznanie się w sprawie dogodność z użyciem teleporteru. Nieraz w SG-1, a już notorycznie po wszczepieniu lokalizatorów i uruchomieniu Odysei fakt ten był i pewnie będzie wykorzystywany. To jest właśnie jeden z tym elementów typu „niewidzialność” który może z naszych bohaterów zrobić zupełnie niepokonanych. Szczęśliwie jesteśmy tutaj ograniczeni jesteśmy zasięgiem.


Kolejna sprawa odnosi się do wybuchów. To jest to co robi dobre zwiastuny, a to one przyciągają więcej widzów. Jak widać producent też się musi choć trochę martwić o oglądalność. I poinformowanie o bankructwie jednego z inwestorów przez SMS. Genialne. Ciekawe czy o przejęciu MGM przez Sony nasi się tak dowiedzieli, że to teraz tak pokazują.


Problem aktorów i tego że chcą coraz więcej pieniędzy i metodami zastępczymi był bardzo wyzywający. Dwoista reakcja naszych bohaterów, którzy są w końcu tymi aktorami o których mowa, którzy chcą większych przyczep, a jako że pieniądze trzeba oszczędzać to pozwalają im nieraz reżyserować i pisać scenariusze jak to nieraz miało miejsce w przeciągu ostatnich lat.


Ciekawy był też jeden z ostatnich telefonów które otrzymał Marty przewidujący trochę przyszłość że grupą nie podoba się zakończenie. Proszę, powrót widma Wormhole X-treme mi się nie podoba, szczęśliwie nie było na planie żadnych wielkich statków kosmicznych. Mimo to dla mnie niesmak Wormhole X-treme pozostał. Ale… tym razem jest kilka perełek w wypowiedziach tamtej fałszywej obsady odnoszących się do rzeczywistości i zagadnień kulis serialu SG-1.


Pierwsza sprawa to nieraz poruszany temat cukierkowości dla planie, a szczególnie w wypowiedziach o rodzinnej atmosferze na planie. Tutaj ekipa to wyśmiała, owszem nie ma wątpliwości że ekipa zżyła się przez tyle lat. Jednak moment gdy podczas wywiadu Marty opowiada właśnie jak to jest miło i przyjemnie wszystkim pracować i w trakcie otrzymuje telefon z pewnie żądaniem o podwyżkę i jego odpowiedzią jest po prostu groźba zwolnienia z pracy. Mocna scenka. Podobnie zostały chyba obalony fakt braku przekleństw na planie - „gdzie moja pii kanapka”.


W wypowiedziach tego serialowego aktora Shanksa też wdarło się wytłumaczenie nieobecności Michael'a w siódmym sezonie, że chciał trochę odpocząć itd. I jego komentarz: „jak ta strona ma? Aa, właśnie savedoktorX.com” (chodzi w rzeczywistości o savedanieljackson.com).


Wypowiedzi serialowej aktorki Amandy odnośnie pragnienia napisania scenariusza no i posiadania dziecka, które prawdziwa Amanda jak wiemy niedawno urodziła jakże odnoszą się do niej.


 


Projekt filmu przywrócony!!! (… a serial anulowany)

Zastanawia mnie jeden aspekt odcinka. W kilka dni po premierze fani dowiedzieli się o anulowaniu przez ScfFi Chanel serialu, co oznacza że się skończy na dziesiątym sezonie. Tekst Marty’ego z bodajże 2016 roku o tym że została przywrócona koncepcja stworzenia filmu daje do myślenia. Czy już wiedzieli? Lepiej sobie tłumaczyć że tak, bo w innym wypadku może kanał telewizyjny obraził się na słowa Marty’ego na samym początku „że to banda idiotów która przejmuje się tylko oglądalnością” (co zresztą można traktować też pół żartem pół serio, zależy jakie się ma podejście). Ciekawe czy też to SciFi sugerował całkowite odmłodzenie obsady na młodszą, jak to było widoczne w jednej z fantazji.


Krótka historia struktury odcinka

Wraz z odcinkiem komentowane były jego krytyczne momenty i struktura. Trzeba mieć mocne wejście (było w postaci Furlingów). Dobrą czołówkę i tutaj wraca dyskusja na temat intra, Marty zauważa że teraz wystarcza rzucić tytuł i leci się dalej. Nawet tak samo SG-1 eksperymentowało w dziewiątym sezonie naśladując w tej sprawie między innymi Losta, a protesty fanów przywróciły pełne intro. Każdy niemal akt jest odczuwany (nie tylko dzięki reklamom), ale i komentarzom. Wielki koniec aktu 2 z wybuchem, akt 3 kończy się bo były cięcia finansowe, akt 4 to nagły zwrot czyli pojawienie Jack’a. Którego to pojawienie SG-1 beztrosko skomentowało że na pewno było w spoilerach, a co więcej w zapowiedzi. LOL

Rzeczywistość
Warto wspomnieć o rzeczywistości serialowej. SGC zauważyło że taki film Marty'ego mógłby być dobrym wybiegiem w razie jakiegoś przecieku. SG-1 nie rwie się do pomocy oczekując na swoją misję, jednak jak się potem okazuje ta misja była jakaś ustawiona i w grę tu wchodzą serpentyny i widelce. Czyżby jakaś impreza na innej planecie, cóż… szkoda że nie została przedstawiona odpowiedź na to pytanie. Oczywiście miło widzieć że Jack z tej okazji przybył i szczególnie miło gdy Walter został zaproszony także na tą wycieczkę (w specjalnym dodatku aktor go grający rozpaczliwie prosił o wystąpienie w dwusetnym odcinku).

Podsumowanie
Za wydarzeniami w odcinku i fantazjami SG-1 stoi wachlarz nieomal wszystkich aspektów produkcji serialu który właśnie się doczekał swojego dwusetnego odcinka. W sposób nieraz wyzywający wyśmiewane jest tu wszystko. Zaczynając od scenarzystów, producentów, przez aktorów, sponsorów, nawet fanów, aż do samych pomysłów na wątki. Przykładowo sytuacja fantastyczna ślubu tak upragniona przez jedną grupę przedstawiona jest z dużą dawką humoru i na koniec sprowadzona do parteru że mogłoby to być udręczeniem widowni. Nic dziwnego że niektórym się mogło nie podobać, może nawet tak bardzo że za karę dać anulowanie. Jednak mnie ten humor, a co więcej odwaga w jego przedstawieniu się mocno spodobała. Co więcej odcinek jest realnie przedstawiony, oprócz sceny z przebraniem Waltera, której nierealność na szczęście się umywa do odcinka setnego i statku kosmicznego nad ekipą filmową. Zasiadając do odcinka miałem przed sobą upiorne widmo „Wormhole X-treme” jednak humor tego odcinka, który dorównuje „Window of Opportunity” mnie po prostu oszołomił. 9.5/10 i nie dałem 10 tylko dlatego że w pamięci pozostaje właśnie ta pierwsza setka. Druga setka już o wiele lepiej smakuje.

Login:
Hasło: