Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Star Gate - Kolejne zagrożenie
PROLOG ...W wiosce było słychać tylko krzyki. Zapach palonej słomy i ludzkich ciał spowijał okolice jak złowroga mgła. Ogromne oddziały złowrogo wyglądających Tok'ra wyłapywały pozostałych mieszkańców. Jeden z najeźdźców, ubrany w szczerozłote szaty, kierował się w stronę wielkiego pałacu. Obok niego szedł stary mieszkaniec wioski i ochoczo wskazywał mu drogę. Straże próbowały bronić dojścia do głównej komnaty zamku, na próżno. Oddziały najeźdźców były zbyt silne. W największej komnacie na tronie siedziała królowa. Perłowo biała suknia pokrywała jej stare zniszczone wiekiem ciało. Spojrzała z politowaniem na najeźdźców i nie odezwała się. - Brać ją- rozkazał Goa'uld. Grupa żołnierzy podbiegła do niej i związała jej ręce. Niski stary człowieczek szepnął coś na ucho jednemu z żołnierzy. - Kaa, ten staruch mówi, że skarbiec jest pod gobelinem, ale nie ma tam nic, co by cię uszczęśliwiło, panie- rzekł jeden z grupy. Banda rozwalił ściany komnaty. Ze skarbca wysypały się drobne złote monety a także pamiątki rodziny królewskiej. Monety zostały zebrane a pamiątki podpalono. W tym momencie po raz pierwszy odezwała się królowa. - Barant, jak mogłeś nas zdradzić?? Tak źle cię traktowałam?? - Są ważniejsze rzeczy od dobrego traktowania, wielki Kaa obdarzy mnie długowiecznością i uczyni jednym ze swoich poddanych. - On cię zabije tak jak nas wszystkich!!!- krzyknęła królowa. - Zamknij pysk starucho!!- Kaa nie wytrzymał i uderzył ją z całej siły w twarz. Jego szczerozłota rękawica naznaczyła na policzku damy dwie wielkie, podłużne, głębokie rany. – A teraz odpowiedz, gdzie reszta Twojej rodziny?? - Wszystkich zabiłeś, nie ma już nikogo, zabiłeś mój lud, zabiłeś mojego męża i synów.... - Panie, została jeszcze..... - Zamknij się Barant, zaklinam Cię!!!- królowa zaczęła się wyrywać, ale drugie uderzenie Kaa uspokoiło ją. - Królowa ma jeszcze córkę- jedyną córkę. - Córkę??- zainteresowanie Kaa wzrosło.- Ile ma lat?? - 16 - Gdzie jest?? - Barant, nie.... - Zamknij się stara krowo!!!!! Powiedz mi, gdzie jest córka- Kaa zwrócił się do staruszka. - Ukrywa się w lesie... - Zabić go, a stara idzie ze mną! - Ależ Panie, Wielki Kaa!!!!!!!!- Barant zawył.- Przecież byłem lojalny, służyłem Ci... - Zdradziłeś swoją panią, a wiec równie dobrze możesz zdradzić mnie... Ogromny snop strumienia elektrycznego uderzył w starucha i ten w bolesnych drgawkach oddał życie. Następnie dowódca zabrał królową i wraz z oddziałami udał się do lasu. Królowa przez całą drogę milczała, tylko łzy spływały jej po policzkach. Widziała stosy spalonych poddanych i obcięte głowy swoich synów i męża. Przecież mieli być bezpieczni, przecież Kaa chciał dziś zawrzeć z nimi sojusz! Została jej tylko Nephi. Muszę ją chronić za wszelką cenę- pomyślała. Nagle oddział zatrzymał się. - Dobra.- rzekł Kaa.- A teraz zawołaj swoją córkę. Królowa milczała. - Zawołaj córkę albo cię zabiję. - Zrób to, a nigdy jej nie zobaczysz!!- syknęła królowa.- Po co mam ją wołać?? Lepiej niech zginie z głodu niż z twoich rąk. - Ależ ja jej nie zamierzam zabić. Będzie idealnym nosicielem dla żony mojego syna. - Nie!!!- krzyknęła królowa. - Właściwie, to wcale nie musisz jej wołać... Podszedł do królowej, zatkał jej usta, przyłożył nóż do gardła i krzyknął - Wyłaź mała!!! Nikt już żywy nie został oprócz Ciebie i matki. Jak chcesz oszczędzić jej życie, to przyjdź. My i tak cię znajdziemy. A tak, twoja mamuśka jeszcze trochę pożyje. Cisza, nie było słychać nawet wiatru w gałęziach, który jakby przeżywał żałobę po tragedii jaka się tu rozegrała. Kaa przyciskał nóż coraz mocniej, aż zaczęły się na nim pojawiać krople krwi. Nagle coś zaszeleściło w krzakach. Zza wielkich drzew wyszła drobna postać o długich, prawie do ziemi włosach. Kaa oniemiał. Dziewczyna była piękna. Na sobie miała skromną, płócienną szatę a w ręce trzymała długi, dwumetrowy kij. Twarz jej przepełniona była smutkiem, tylko w oczach czaił się gniew. - Puść moją matkę- wycedziła. - Oczywiście, puszczę ją- Kaa odepchnął starszą kobietę na ziemię i zaczął zbliżać się do dziewczyny. – Brać ją!! Najbliższy z żołnierzy podbiegł do dziewczyny i chwycił ją za rękę. Wtedy stało się coś niesamowitego. Zamiast związać pojmaną, stracił przytomność. Reszta załogi zatrzymała się a Goa'uld oniemiał. Dziewczyna stała nieruchomo, wpatrując się prosto w oczy dowódcy. - Co tak stoicie!!!- krzyknął. – Brać ją!! Żołnierze przez chwilę wpatrywali się w dziewczynę, w końcu jeden z nich podbiegł do niej. Lecz ona tylko wyciągnęła rękę. Mężczyzna zatrzymał się. Chwycił za gardło i zaczął krzyczeć. Z uszu, ust i nosa zaczęła mu lecieć krew. Potworne drgawki zaczęły wstrząsać jego ciałem. Wszyscy patrzyli na to przerażeni. W końcu nieszczęśnik padł nieżywy. Dziewczyna opuściła rękę. Widać było, że jest wykończona. Ale trzymała się. Nie chciała dać po sobie poznać jak bardzo się boi. Po policzku spłynęła jej kropelka potu. Serce łomotało zawzięcie. Modliła się w duchu, żeby nie zaczęli atakować znowu. Nie dałaby rady odpowiedzieć na kolejny atak. - Przecież....to...ale....jak???- Kaa niedowierzał.- Przecież tę sztukę posiadają tylko mężczyźni. - Nie tylko- odezwała się królowa.- Tę sztukę trzeba umieć wytrenować. Każdy Selenianin ją posiada. Kaa pochwycił królową za włosy i przytknął jej ogromny sztylet do gardła. Spojrzał na przerażoną dziewczynę i mruknął - Albo się poddasz albo obetnę jej głowę. - Nie...- z ust Nephi wydobył się błagalny szept. Łzy pociekły jej po policzkach, upuściła kij. - Kochanie, nie słuchaj go!!! Uciekaj!!!!! Dowódca przytknął nóż mocniej do szyi kobiety i wykonał energiczny ruch. Głowa opadła, po chwili osunęła się reszta ciała. Dziewczynę zamurowało. Było jej obojętne, co się teraz stanie. Nie ma już nikogo. Po co ma żyć. Nagle w jej umyśle zaświtała myśl- zemsta. Otarła spływające łzy i , gdy żołnierze byli już na wyciągnięcie ręki. Podniosła szybko kij, uderzyła nim tylną obławę, torując sobie drogę i zaczęła uciekać w stronę zamku. - Łapcie ją kretyni.- krzyknął Kaa. Żołnierze pobiegli za nią. Co chwila strzelali z elektrozerów i ogniogromów. Dziewczyna była na tyle zwinna, ze unikała ich z niezwykłą łatwością. Wybiegła z lasu. Niestety, do zamku był spory kawałek, a ona znajdowała się teraz na otwartej przestrzeni. Wykorzystał to Goa'uld. Chwycił jeden z ogniogromów i wystrzelił prosto w Nephi. Dziewczyna poczuła palący ból w prawym boku. Upadła twarzą na ziemię. - Podnieś się, głupia- szepnęła do siebie. Wstała. Ból był rwący, a ogromna rana krwawiła strasznie. Jednak dziewczyna nie dała za wygraną. Dobiegła do dziedzińca i zaczęła krzyczeć z przerażenia. Pod lewą basztą piętrzył się stos zwęglonych kości, na prawo na palach były wbite głowy jej braci i ojca. Nephi padła na kolana. Nie miała już sił. Czuła, że straci przytomność. Wtedy obejrzała się. Żołnierze Kaa byli już bardzo blisko. - Nie dam rady- rozpłakała się. – Gdzie mam się ukryć?? Wtedy w głowie zaświtała jej myśl- brama. W podziemiach ukryta jest brama pozwalająca na podróże na inne planety. Tylko raz widziała jak ojciec przechodził przez nią. Ale zawsze wracał. Wiedziała, że to jest jedyny ratunek. Z trudem podniosła się. Straciła dużo krwi. Wiedziała jednak, że w zamku będzie mieć przewagę, wśród tysiąca zakamarków nie są wstanie jej szybko wytropić. Wbiegła do budynku. Słyszała za sobą strzały i krzyki Kaa. Udała się na dół. Po piętnastu minutach morderczego biegu, dotarła do właściwego pomieszczenia. Stała tam. Wielka, srebrna brama. Trzymając się kurczowo za prawy bok, podeszła do konsoli z symbolami. Wybrała sekwencję: 嗩夙メアテ i położyła rękę na wielkiej, bordowej kuli. Brama zaczęła się otwierać i w środku pojawiła się dziwna szaro-srebrna maź. Dziewczyna ostatkami sił weszła do środka. Brama się zamknęła... *** ROZDZIAŁ 1 - Jack wstawaj szybko- pułkownika ze snu wyrwał głos major Sam. - Co się dzieje?? - Mamy alarm, ktoś przechodzi przez bramę. - Co??? - Z jakiegoś nieznanego adresu, szybko. Generał O'Neill wstał i ruszył szybkim krokiem w stronę pomieszczenia z wrotami. Na mostku był prawdziwy kocioł. Generał Hammond stał i załamywał ręce. Brama była na pół otwarta. Dziesięć osób spierało się o to, co w tej sytuacji zrobić. Jack wskoczył na krzesło i krzyknął: - Uspokójcie się do cholery!!! To jest alarm a nie ćwiczenia. Możemy mieć do czynienia z wojskami Goa'uld'ów. Niech wrota się otworzą, przygotujcie wszelkie działa obronne i skierujcie ku wejściu bramy. W razie ataku, odłączamy strumień!! - Dzięki Jack- szepnął Hammond.- Chyba robię się za stary do tej roboty. -A śluza?- spytał jeden z żołnierzy. -Zostawić otwartą!- wtrącił się Tealc. - Mam dziwne przeczucie, że to nie jest oddział Tok'ra. Brama otwarła się na oścież, działa były w pogotowiu. Nastała cisza. Przez kilka chwil nic się nie działo. Załoga zaczęła domniemywać, że to może być fałszywy alarm, aż nagle z bramy wyszła drobna postać, o długich jasnych włosach. Gdy tylko przekroczyła wrota, upadła bez życia na ziemię. - Wezwać medyka- z ciszy wyrwał się głos generała. Nerwowa krzątanina rozpoczęła się na nowo. Lekarz przybiegł ze swego bloku i pod eskortą żołnierzy wszedł do pomieszczenia SG-0 na poziomie 28. Jack szedł przodem. Za nim major Sam oraz Teal'c. Sam podeszła do leżącej postaci i delikatnie odwróciła ją na plecy. Wszyscy oniemieli. Przed nimi leżała młoda dziewczyna z ogromną krwawiącą raną w prawym boku. Lekarka chwyciła ją za rękę. - Puls bardzo słaby, ledwo wyczuwalny. Dziwny kolor krwi, jakby niebieski- mówiła sanitariuszy. - Paskudna rana na prawym boku. - Wygląda jak rana po broni faraonów- mruknął Teal'c i podszedł bliżej. Nagle dziewczyna otworzyła oczy. Zacisnęła mocniej rękę wokół nadgarstka lekarki, która nagle zbladła i upadła. - Co się stało??- Samanta podbiegła do pani doktor, ale ta szybko zbagatelizowała sprawę. - To pewnie duszne powietrze.- po czym mruknęła do żołnierzy.- Odsuńcie się, tu nie ma czym oddychać. Przecież ta dziewczyna nie jest wstanie zabić muchy. Wynocha stąd. Zostaje tylko załoga SG-1. Teal'c podszedł bliżej. Ranna natychmiast zaczęła się odsuwać, bełkocząc coś. Kurczowo trzymając się za prawy bok, powoli zaczęła wstawać. Strach i przerażenie malowało się na jej twarzy. - To niewiarygodne- szepnęła lekarka.- W tym stanie powinna już nie żyć, a ona chodzi.- po czym starała się zwrócić do dziewczyny.- Nie bój się. My cię nie skrzywdzimy. - Nie da rady- wtrącił się Teal'c. – Nawet nasz poliglota, Daniel, nie porozumiałby się z nią. Słyszałem już ten język. O ile się nie mylę, to język Selenian. Zrozumiałem tylko dwa słowa: Goa'uld i morderca. Dziewczyna odsuwała się coraz bardziej. Wiedziała, że nie ucieknie. Oparła się o ścianę. Nie chciała, aby Jaffa się do niej zbliżał. Bała się. Chciała uciec, a tymczasem trafiła prosto w ręce sprzymierzeńców Kaa. Myśli kłębiły się w głowie jak oszalałe. Tealc zaczął się do niej zbliżać. Próbował sobie przypomnieć jakieś zwroty seleniańskie, ale na próżno. Dziewczyna w pewnym momencie wyciągnęła w jego stronę rękę i upadła na ziemię. Lekarka podbiegła do niej i natychmiast wezwała sanitariuszy z noszami. - Puls jest coraz słabszy, musimy zabrać ją do skrzydła szpitalnego. Czworo żołnierzy ze mną. Ktoś musi jej pilnować!! Ranną wyniesiono na noszach. Tymczasem załoga SG-1 nadal była w szoku. Teal'c przerwał milczenie. - Kaa musiał zaatakować. - Co??- spytali chórem. - Ona się wyraźnie mnie bała. Selenianie nigdy nie przepadali za faraonami. Ale te słowa: Goa'uld, morderca... - To dlaczego miałaby się ciebie bać?- spytała Sam - Selenianie z pozoru przypominają ludzi. Jednak posiadają nadzwyczajne zdolności. Potrafią na przykład wykryć pasożyta. Mężczyźni natomiast posiadali wspaniałą moc, potrafili, nie dotykając przedmiotu, zamienić go w popiół za pomocą strumienia energii pochodzącego z ich ciała, który koncentrowali w jednym miejscu.- tłumaczył. Po dwóch godzinach pułkownik wraz z załogą zostali wezwani do poziomu 21. Na łóżku leżała dziewczyna, poprzyłączana do miliarda rureczek i wężyków. Lekarka podeszła do nich z wynikami badań. Jej twarz nie wyrażała zbytniego entuzjazmu. - Sytuacja jest tragiczna.- zaczęła.- Zacznę od tego, ze potrzebna jest transfuzja krwi. Pacjentka straciła jej ponad 60% a rana nie chce się zagoić i mimo iż ja pozszywaliśmy, to nadal krwawi. - Co za problem, przecież można zabrać krew z bazy... - Nie pani major. Bowiem jej krew różni się trochę od naszej. Oprócz standardowych budulców ma też dziwne ciałka, nazwałabym je, krwinki niebieskie i nie wiem jak zareagują w kontakcie z naszą krwią. Nie wiem co zrobić, ona umiera. - Nie można spróbować?- spytał Jack. - Panie pułkowniku, to ryzykowne.. - To co, mamy jej dać umrzeć do cholery?? - Jack, uspokój się!- mruknął Teal'c.- To nie wina lekarza. - Przepraszam- Jack podszedł do łóżka. - Jest jedna zastanawiająca rzecz- ciągnęła lekarka. – Zrobiliśmy tomografię i proszę popatrzeć. Na dwóch zdjęciach były obrazy mózgu człowieka. Na pierwszym, prawie cały obraz był pomarańczowy. Na drugim, tylko niektóre, drobne partie. - O mój Boże, czy to znaczy....- Sam zakryła ręką usta. - Tak, ona wykorzystuje prawie 90% powierzchni mózgu, podczas gdy my tylko zaledwie 5%. - Przetoczmy jej litr pół litra krwi- rozkazał generał. – Przecież i tak jest skazana na śmierć. Wóz albo przewóz..... Lekarka wydała rozkazy sanitariuszom i przyłączyli dziewczynie kolejne wężyki. Dwa dni później lekarka wezwała pułkownika do siebie. Jack wszedł do gabinetu i usiadł. Lekarka uśmiechnęła się nieśmiało i rzekła: - Muszę przyznać, że miał pan rację generale. Warto ryzykować. Dziewczyna czuje się o wiele lepiej. Rana goi się w tempie żółwim, ale się goi!!! To najważniejsze. - Wie pani, że nie chciałem źle. A co to za monitory?? - Obserwujemy pacjentkę cały czas. Pomimo pary mundurowych oraz trójki sanitariuszy, wolę mieć dodatkowe zabezpieczenie. - Rozumiem, to gdzie jest teraz dziewczyna??- spytał. - Co??- lekarka zamarła. Spojrzała na monitory. Na wszystkich było widać puste łóżko a obok leżące dwa ciała żołnierzy. Pani doktor nacisnęła guzik alarmowy i razem z O'Neill'em wybiegli z sali… Obudziła się. Ogromny ból głowy i prawego boku przeszył ją na wylot. Rozejrzała się. Mnóstwo rurek i przyrządów, których nigdy nie widziała na oczy. Próbowała się podnieść. Na nic. Była zbyt słaba. Powoli zaczęła odłączać od ciała rurki i wężyki. Nagle usłyszała głosy. Dwóch ubranych na zielono mężczyzn mówiło coś do niej w niezrozumiałym języku. Zaczęli się zbliżać. Zamarła. Podeszli spokojnie i z uśmiechem złapali ją za ręce. Wykorzystała to. Chwyciła ich obu za dłonie i zamknęła oczy. Po chwili leżeli na ziemi, a ona czuła się jak nowo narodzona. Ból głowy i boku minął. Zerwała resztę kabelków i wybiegła z sali… - Alarm, intruz w pomieszczeniu SG-0 – z głośników dało się słyszeć głos generała. W mgnieniu oka załoga SG-1 znalazła się na mostku. - Ktoś wybrał sekwencję planety P45-O93. - Tylko kto??- Sam była przerażona. - Zamknąć wrota śluzą. Uszykować działa obronne- Jack wydawał rozkazy. Nagle zamarli, w pomieszczeniu SG-0 zobaczyli tę dziewczynę. Powoli ale stanowczo zbliżała się do zamkniętej śluzą bramy. - Stój!! Bo będziemy strzelać!!- generał powiedział do mikrofonu. Ona nawet się tym nie przejęła. Na chwilę zatrzymała się, jakby szukała źródła głosu, ale potem ruszyła dalej . - Ja spróbuję- mruknął Teal'c i odezwał się w języku Goa'uld'ów.- Nie przejdziesz przez wrota.- Podziałało. Zatrzymała się przerażona.- Dookoła jest pełno broni a brama zamknięta jest śluzą. Nic ci nie zrobimy. - Akurat- odpowiedziała z sarkazmem. Wyciągnęła ręce w stronę dział i zamknęła oczy. Załoga zaniemówiła. Działa po prostu stopiły się jak świeczka pod wpływem ognia. Dziewczyna podeszła do śluzy i przyłożyła rękę. Ku zdumieniu wszystkich śluza zaczęła się topić. Dziewczyna chwyciła się za bok i na szpitalnej szacie pojawiła się wielka plama krwi. - Szybko, Teal'c musimy ją powstrzymać, a wy starajcie się przerwać strumień- Jack wziął pistolet i razem z Tealcem pobiegli do pomieszczenia SG-0. Śluza była już do połowy stopiona. Dziewczyna nie czekała dłużej i przygotowała się do przejścia. Bardzo osłabiona, zachwiała się i wtedy usłyszała głos Teal'ca. Mówił w tym znienawidzonym przez nią języku. - Poddaj się, nie masz szans, nie zrobimy ci krzywdy. Wyciągnęła rękę. Tealc złapał się za głowę i upadł. Z nosa pociekła mu krew. Dziewczyna opuściła rękę i odwróciła się. Zakręciło jej się w głowie, upadła na kolana i zaczęła się czołgać. Robiło się jej czarno przed oczyma. Była tak blisko, gdy nagle poczuła na sobie czyjś ciężar. Prawego policzka dotknęło coś lodowato zimnego. W tym momencie strumień został przerwany. Jack odwrócił dziewczynę na plecy. Ostatkami sił odsunęła się od niego. - Teal'c nic ci nie jest?- spojrzał w stronę przyjaciela, który z trudem podniósł się z ziemi. Dziewczyna rozpłakała się. Rana zaczęła krwawić coraz mocniej. Chwyciła się za głowę i zaczęła coś mówić w swoim języku. Jack zawahał się. - Kim ty do cholery jesteś?- spytał. Po czym wykonał coś, z czego sam się zdziwił. Podszedł do dziewczyny i przytulił ją do siebie. Spojrzała na niego, po bladych policzkach spływały łzy. Jack zaczął ją gładzić po włosach. Podszedł Teal'c, dziewczyna mocniej wtuliła się w Jack’a. Tealc ukucnął. Z nosa nadal leciała mu krew. Wyciągnął do dziewczyny rękę. Spojrzała na niego ze zdziwieniem, podała mu rękę i spytała. - Ty przyjaciel? - Tak, on jest przyjacielem. Wszyscy jesteśmy twoimi przyjaciółmi- rzekł Jack.- Nie bój się. *** ROZDZIAŁ 2 Jak się czuje??- Jack zajrzał na salę, gdzie leżała dziewczyna. - Nie najgorzej, ale rana cały czas krwawi. Nie umiemy sobie z tym poradzić- lekarka załamała ręce. – Szwy niby przytrzymują skórę, ale to była bardzo głęboka rana. Jesteśmy bezradni. - Czy mogę z nią porozmawiać??? - Ależ oczywiście. - Muszę tylko znaleźć Teal'ca. Po pół godzinie obaj panowie udali się do sali, w której leżała przybyszka. Dziewczyna spała, Jack delikatnie dotknął jej ramienia. Otworzyła oczy. Początkowo nieprzytomnie rozglądnęła się po sali, jednak po chwili z trudem uśmiechnęła się do nich. Jack odezwał się do Teal'ca. - Ja będę pytał, a ty tłumacz. - Ok., dawaj.- po czym rzekł kilka zdań w języku Goa'uld'ów a dziewczyna kiwnęła na zgodę. - Jak masz imię???- Tealc błyskawicznie tłumaczył pytania. - Nephi. - Skąd znasz język Goa'uld'ów. - Mój ojciec z nimi handlował- odparła.- Naturalną rzeczą było, że kazał nam się uczyć tego języka. - Nam?? - Miałam siedmiu braci. Byłam najmłodszą i jedyną dziewczyna w rodzinie. Rodzice ukrywali mnie przed przybyszami z zewnątrz a szczególnie przed Goa'uld'ami. Nie wolno mi było opuszczać zamku w wyznaczonych godzinach. Wiedzieli, że Kaa szuka kobiet, bali się, że mnie zbierze. Zresztą jak przybywał, to wyrażał chęć zabrania kobiet z naszej planety. Ojciec nigdy się nie zgadzał. - Kim był twój......... - Generale- do sali wpadła Sam. – Daniel wrócił. Jack i Teal'c wybiegli czym prędzej z sali, pożegnawszy się pospiesznie z Nephi. Daniel rozpromieniony i opalony wrócił z Wysp Kanaryjskich. Badania prowadzone przez niego odniosły ogromną sławę. Oddział SG-1 przywitał się z badaczem i pospiesznie udali się na powitalny posiłek. - Miło, że wreszcie do nas zawitałeś- rzekła Sam, przegryzając marchewkę. - Mam akurat przerwę. Zostanę tu jakieś pół roku, chyba że nie wytrzymam zniecierpliwienia- opowiadał.- Ale mówię wam. Język rodzimy tamtejszych tubylców jest niesamowicie rozbudowany i bogaty w ... - A propos języka- wtrącił Jack.- Będziesz miał posadę nauczyciela. Musisz nauczyć angielskiego naszego gościa. - Gościa???- zdziwił się. - Uhm, musimy ci coś pokazać- wtrącił Teal'c. Po posiłku udali się do magazynu broni zepsutej. Jack pokazał Danielowi stopioną broń automatyczną, która jeszcze tydzień temu chroniła poziom SG- 0. Mężczyzna zaniemówił. Oglądał broń w milczeniu. Po dłuższej chwili odezwał się. - To jakiś nowy kwas, czy co?? - Nie, to zrobił nasz gość- odezwała się Sam.- Że tak powiem, jedną ręką . - Co.... - Chodź i zobacz to!!!- wtrącił Teal'c. Przeszli na sam koniec magazynu. Tam stała oparta śluza zamykająca wrota z wielką wytopioną dziurą o średnicy dwóch metrów. - Co to u diabła jest????- zakrzyknął Daniel.- Musiałyby leżeć w kwasie, żeby wyżarło taką dziurę. - Najlepsze jest to, że powaliła Teal'ca na kolana, nawet się do niego nie zbliżając- dodała kobieta. - Ona.....- Daniel był w szoku. - Chodź, to właśnie ją masz uczyć angielskiego. Dotarli do poziomu szpitalnego. Tam w odległej sali odnaleźli Nephi. Miała akurat robione badania krwi, ale młody sanitariusz uśmiechnął się i pospiesznie wyszedł. Daniel pełen obaw i zaciekawienia, został niemalże wepchnięty do pomieszczenia. Dziewczyna spojrzała ze strachem na nieznajomego. - Nie bój się- rzekł Tealc.- On nauczy cię naszego języka. - Po co- głos dziewczyny był stanowczy i podejrzliwy. - Dlaczego on mówi do niej w języku Goa'uld'ów???- spytał Daniel ale został uciszony przez Jack’a, który zauważył, że coś jest nie tak. - Nephi, nie denerwuj się..... - Ja po prostu chcę, żeby mnie przestało boleć!!!!- krzyknęła.- Nie chce się uczyć niczego!!!! Chcę wyzdrowieć i zabić Kaa!!!!!! W sali zapadła grobowa cisza. Było słychać szum aparatury i dźwięk kropelek spływających w wężyku kroplówki. Sam i Jack nie wiedzieli co się działo. Teal'c i Daniel spoglądali na siebie. Daniel się odezwał. - Ja nic nie rozumiem.... - Ale ja powoli zaczynam- wydukał Teal'c, po czym zwrócił się do dziewczyny. – Czy tą ranę zadał ci Kaa??? - Tak- odparła sucho. - Jaką ranę- Daniel przyłączył się do rozmowy. Wtedy Nephi odsłoniła swój prawy bok i zerwała opatrunek. Ich oczom ukazała się paskudnie krwawiąca, głęboka rana, której szwy nie pomagały się zagoić a wyglądały wręcz komicznie. - Jak mamy ci pomóc- Daniel nie poznał swojego głosu. Wydobył się on z gdzieś daleka. Dziewczyna wyciągnęła rękę. Mężczyzna powoli podał jej swoją. Poczuł ból głowy i lekkie osłabienie. Zachwiał się, wtedy puściła jego dłoń. Spojrzała na ranę, przestała krwawić. Pozostali również to zauważyli. - Co to było???- spytał Daniel trzymając się za głowę. - Zabrałam ci energię- odparła cicho. – Nic ci nie będzie. Za godzinę poczujesz się lepiej, a moja rana dzięki tobie nie krwawi. Poczuła w swojej ręce dłoń Teal'ca, ale szybko ją odepchnęła. - Ty nie!!!- powiedziała stanowczo.- Mogę zabić pasożyta. - Podajcie jej ręce- rozkazał Teal'c Jack’owi i Sam.- Nic wam się nie stanie, a ona będzie zdrowa. - Co tu się stało. Nie rozumiem- kobieta była lekko zdezorientowana. - Zabierze wam część energii, nie wiem jak ona to robi, ale rana przestała krwawić- Daniel powoli dochodził do siebie. Ból głowy był coraz słabszy. Jack pospiesznie podszedł do dziewczyny i dał jej rękę. Po dwóch sekundach poczuł ogromny ból w skroniach, a następnie zachwiał się. Nephi puściła jego rękę. Spojrzała na ranę. Była o połowę mniejsza. Sam podeszła do niej i podała swoją dłoń. Odczuła to samo co pozostali, ale rana stała się tylko czterema wielkimi leciutko krwawiącymi zadrapaniami. - Muszę się położyć- Nephi odwróciła się na rugi bok i zasnęła. Cała czwórka pospiesznie wyszła z sali i udała się do lekarki. Ta, nie mogąc uwierzyć, poszła zbadać pacjentkę. Widząc to, o czym opowiedziała jej załoga SG- 1, szybko założyła opatrunek na ranę i zmniejszyła ilość leków i kroplówki. Nephi spała snem kamiennym. Co jakiś czas na twarzy pojawiał się grymas smutku a z oka popłynęła łza. *** ROZDZIAŁ 3 Dwa miesiące minęły w oka mgnieniu. Nephi zdążyła się nauczyć biegle mówić po angielsku, ku wielkiemu zdumieniu Daniela. Mężczyzna zrozumiał nadzwyczajne zdolności dziewczyny dopiero po obejrzeniu wyników tomografii. Toteż nauka jej stała się dla niego przyjemnością. W końcu nadszedł upragniony przez Nephi dzień. Mogła opuścić szpitalną salę i przenieść się na poziom 25, gdzie tymczasowo otrzymała swój pokój. W tym samym czasie, w sali konferencyjnej trwała zagorzała dyskusja. - .....Jest naprawdę nieszkodliwa- tłumaczył Daniel.- Szybko się uczy, wykorzystuje praktycznie 90% swojego mózgu. Z badań, które przeprowadziła obecna tu pani doktor Karpinsky wynika, że pod względem budowy zewnętrznej i wewnętrznej tylko nieznacznie różni się od człowieka. Angielski załapała w dwa miesiące. Jej ogromne zdolności można wykorzystać. Popracuję z nią nad fizyką, matematyką i chemią. Może pomoże nam wyjaśnić parę spraw.... - Czyli ma tu zostać?- spytał generał Hammond. - Chyba nie ma innej możliwości- wtrącił się Teal'c.- Wydaje nam się, że jej gatunek został całkowicie wybity przez Kaa. Ale musimy to sprawdzić. - Poza tym- wtrąciła Sam.- Ma nadzwyczajną i niespotykaną moc. Potrafi zbierać energię i wysyłać ją na inne przedmioty bądź ludzi. Także w celach leczniczych. Może pomagać dr Karpinsky w leczeniu rannych.... - Nie zgadzam się!!!- krzyknął pułkownik Newton.- Znów mamy przyjmować jakiegoś mieszańca pod swój dach, niech sobie sami radzą!!! A jak jest jakim szpiegiem??? - Uważaj żebyś nie przeholował- Jack wstał i uderzył pięścią w stół. Rzucił w kierunkiu dowódcy oddziału SG-2 mordercze spojrzenie. Obaj stali w ciszy przez pięć minut zabijając się wzrokiem. Ich wzajemna nienawiść była dziś aż za bardzo widoczna. Hammond powiedział spokojnym głosem. - Panowie, proszę usiądźcie i musimy głosować. Wszystkie siedemnaście oddziałów poszukiwawczych spojrzało na generała. I już po chwili zaczęło się głosowanie. Tylko oddział SG-2 zagłosował na NIE, a jedna osoba wstrzymała się od głosu. - Czyli zostaje- ogłosił generał. – SG-1, ona jest pod waszą opieką. Jesteście odpowiedzialni za wszystko, co zrobi. Reszta może już iść, a ja przekażę SG-1 instrukcje misji. Gdy wszyscy wyszli generał chwilę milczał, po czym zwrócił się do pułkownika: - Idziecie na jej planetę. Chcę mieć o niej jak najwięcej informacji. - Dobrze, wyruszamy za godzinę- zwrócił się Jack do załogi. Piętnaście minut przed wyjściem na misję Teal'c wszedł do pokoju Nephi. W pomieszczeniu paliła się tylko maleńka lampka. Oczom żołnierza ukazała się dziewczyna w pozie jednej ze sztuk walki. Wokół niej widoczna była aura emanująca niezwykłym ciepłem. Dziewczyna kontynuowała ćwiczenia, nie wiedząc o tym, że ktoś jest w pokoju. W pewnym momencie wykonała zwrot w stronę drzwi i zamarła. - Cześć Teal'c- uśmiechnęła się i nagle ta przedziwna aura znikła. - Hej- mężczyzna usiadł koło niej. – Słuchaj, nie będzie nas przez jakiś czas. Wyruszamy na planetę P45-O93, dlatego proszę abyś zwracała się w pewnych sprawach do dr Karpinsky. - Co to za planeta? - ......... - Co to za planeta!- dziewczyna podniosła głos, gdy Tealc zwlekał z odpowiedzią. - Twoja.........-z jego ust wybrzmiał ledwie słyszalny szept.- Co robisz?- spytał, kiedy zobaczył, że dziewczyna ubiera buty. - Idę z wami. - Nie możesz......... - Jak to nie mogę???!!! To był mój dom, chcę zobaczyć ile Kaa zrabował, muszę pochować moją rodzinę. - Nie możemy Cię zabrać- w głosie Teal'c dało się słyszeć nutę przerażenia. - To mnie powstrzymaj- tym razem jej głos brzmiał bojowo. W międzyczasie dziewczyna ubierała mundur khaki, ku zdumieniu Teal'ca, gdyż nie wiadomo było skąd go ma. Zrezygnowany wyjął małe radio i rzekł: - Jack, chodź na poziom 25, mamy mały problem. Po dziesięciu minutach reszta oddziału znalazła się w pokoju dziewczyny, która właśnie założyła ostatnią część munduru. - Co się..........skąd masz mój mundur, do cholery!!!- Jack zaczął się wkurzać. - Twój mundur???- reszta załogi nie kryła zdziwienia. - Z twojej szafy, przecież muszę w czymś chodzić- tłumaczyła dziewczyna beztrosko.- Miałeś ich tyle.....a poza tym był chyba jedyny, który w miarę n mnie pasował. Oczywiście po drobnych poprawkach......... - Poprawkach?!!!!!!- Jack prawie krzyczał.- To był mój najlepszy mundur!!! A ty... - Jack, chyba mamy większy problem niż twój mundur- przerwał Teal'c.- Ona chce iść z nami. - Chyba oszalałaś!!! Zresztą nie ja o tym decyduję. - A kto?? - Generał Hammond. - To porozmawiaj z nim. - Nephi- po raz pierwszy wtrącił się Daniel.- to nie jest takie proste. Zanim kogoś wyślemy na misję, musi mieć zrobiony szereg badań oraz przejść testy sprawnościowe i bojowe, a także psychologiczne. - Ale ja chcę iść tylko na moją planetę....- spojrzała błagalnym wzrokiem. - No nie wiem......- Teal'c spojrzał wymownie na Jack’a. - Czego na mnie patrzysz???- mruknął zły, nadal bolała go sprawa munduru. - Ty tu jesteś szefem- Daniel z trudem powstrzymywał śmiech. Jack wyszedł trzaskając drzwiami. Daniel parsknął śmiechem. Nephi skończyła zawiązywać sznurówki, przejrzała się w lustrze i mruknęła coś do siebie. Po chwili dało się słyszeć kroki. Drzwi otwarły się z impetem a do pokoju wparował już trochę mniej wściekły Jack, który mruknął tylko „DALEJ”. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję i pobiegła przodem. Wrota otwarły się, ukazując przed nimi szaro-srebrna maź. Załoga SG-1 dziarsko ruszyła do przodu, tylko Nephi zawahała się. Na jej twarzy nie było już widać cienia wcześniejszego entuzjazmu. Jack wyczuł, ze coś jest nie tak, po czym rzekł z ironią w głosie: - Nikt cię do niczego nie zmusza... Podziałało to na nią jak płachta na byka, odepchnęła go i weszła pierwsza............. Sala była ciemna i wilgotna. Cisza niemiłosiernie doskwierała, a w powietrzu nadal czuć było zapach spalonych ciał. Dziewczyna miała kamienną twarz, tylko jej szare oczy krzyczały o pomoc. Teal'c sprawdził okolicę. Weszli po schodach na dziedziniec. Był pusty. Tylko ogromna kupa popiołu leżała na środku. Dziewczyna zamknęła oczy, hamując łzy. Szła przodem, nie chciała żeby Jack to widział. Przeszła obojętnie. Przed zamkiem na ośmiu palach wbite były ludzkie czaszki, prawie objedzone z mięsa. Dziewczyna zwymiotowała. Daniel podszedł do niej i posadził na ziemi. Była blada, zauważył jej łzy, które już płynęły ciurkiem po twarzy. Teal'c zblizył się do pali i dostrzegł naszyjnik zawieszony na jednym z nich. - To symbol królewski..... - To naszyjnik mojego ojca- przerwała mu Nephi. Teal'c zamarł. Znów nastała ponura cisza. Jakiś stwór ptakopodobny próbował podejść do jednego z drągów, ale Sam go odpędziła. Jack podszedł do dziewczyny, był wyraźnie poirytowany. - Czyli jesteś księżniczką, królewską córką, tak???- kiwnęła głową, a on ciągnął dalej, prawie krzycząc.- Super!! - Jack...- syknęła Sam. - Czy Kaa wie o tym, że masz taką moc?- spytał Teal'c, znów tylko przytaknęła głową. - Nie no po prostu bajka!!- Jack krzyczał. – Dlaczego nie raczyłaś nas uprzedzić??!! Przecież mógł tu zostawić straż!! On nie przepuści takiej okazji. Teraz już będzie wiedział, gdzie cię szukać. Mało z nim mieliśmy dotąd problemów?? Trzeba było cię zostawić w bazie i nie wystawiać na światło dzienne!!! - Jak się tak będziesz darł, to na pewno szybciej nas znajdą- rzekł Daniel i podszedł do pułkownika.- Nie denerwuj się. Ona nie jest niczemu winna. - A gdzie ona właściwie jest?- wtrącił Teal'c. Wszyscy odwrócili się do tyłu. Kamień na którym powinna siedzieć był pusty. Dostrzegli tylko skrawek munduru, znikający za drzewami. Bez zastanowienia ruszyli za nią. Wpadli do lasu. Śpiew stworzeń latających i szum wiatru uniemożliwił usłyszenie czegokolwiek. Sam wskazała na ślady butów prowadzące na prawo. Zagłębiali się coraz bardziej. Gęstwina powiększała się, a dziewczyny widać nie było. Nagle usłyszeli ciche łkanie. Powoli udali się w stronę źródła dźwięku. Była tam. Klęczała obok ciała. Daniel podszedł pierwszy, spojrzał na trupa. Po włosach poznał, że była to kobieta. Reszta była totalnie poszarpana i zmasakrowana. Mężczyzna podszedł do dziewczyny przytulił ją do siebie. Była jakby bezwładna. Reszta załogi także zbliżyła się do nich. Sam pogłaskała Nephi po głowie i szepnęła: - Nic nie mów, wszystko rozumiemy.... - Proszę, proszę- drwiący głos wyrwał ich zadumy. Odwrócili się pospiesznie i zamarli. Dookoła nich stał Kaa z dziesięcioosobowym oddziałem. Dziewczyna podniosła głowę i nagle jej twarz zamarła. Oczy stały się ni to smutne, ni to gniewne. Załoga wyciągnęła broń, a Faraon zaśmiał się i rzekł z satysfakcją: - Tyle czasu jej szukałem i proszę, ty mi ją odnalazłeś. Prawda panie O’ Neill............ ******************************* www.kombajnik.blog.onet.pl To na razie pierwsze trzy rozdziały, bo reszta będzie powstawać na bierząca :)
Login:
Hasło: