Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Stargate SG-1 » Odcinki » Sezon 9 » 9x13 Ripple Effect
< Poprzedni odcinek < --- > Następny odcinek >

Dane (powrót)
Numer:
187
Scenariusz
: Brad Wright & Joseph Mallozzi & Paul Mullie
Reżyseria: Peter DeLuise
Występują: Teryl Rothery (Janet Fraiser), JR Bourne (Martouf), Gary Jones (Sierżant Harriman), Bill Dow (Dr. Lee), Lexa Doig (Dr. Lam)
Oglądalność na SciFi: 1,8
Opis (powrót)
Kilkanaście różnych SG-1 z różnych rzeczywistości pojawia się bazie, wraz z swoimi odpowiednikami nasza SG-1 próbuje rozwiązać problem i znaleźć przyczyny tego zajścia.
Streszczenie (powrót)
   
Recenzja SGTokar'a
(powrót)

Wstępniak
„Jestem ojcem dyrektorem!” – tak powiedziałby alternatywny SGTokar na alternatywnym forum. Dla mnie teoria multiświatów to bzdura zważając na możliwości takich tekstów jak ten z pierwszego zdania, jednak jakże kuszący jest to materiał na kolejną opowieść scf-fi, gdzie bohatera można zestawić z nim sobą i przywrócić do życia paru umarlaków.

Intryga czarnego SG-1
Na starcie, trzeba przyznać jedno! Nieźle wymyśli sobie scenarzyści tę intrygę z drugim, czarnym SG-1. Czarnym nie tylko pod względem ubioru, ale także charakteru. Ta niezauważalna gra która była cały czas prowadzona przez nich sprawiła że wyrolowali całe SGC. Motyw zaskakujący, ale jakże dobry. Na dodatek cała otoczka różnych punktów widzenia w odcinku. To, że czarne SG-1 podejrzewało (ba! udawało że podejrzewa) SGC że mogą są złymi obcymi, którzy chcą od nich informacji. Jeszcze lepszy motyw był z przewidzeniem, że inni przewidzą i zastawieniem pułapki na pułapkę. Brawo.

Do celu po trupach
Ja czarno ubranego SG-1 nie postrzegam też do końca jako czarnych charakterów. Analizując problem przez zawężenie całej sytuacji do ich punktu widzenia, który przedstawił Mitchell, trudno odmówić im racji pragnienia ocalenia ich świata przed zniszczeniem Ori. Jak wiemy Ori w ich Galaktyce Mlecznej już przybyli i oblegają Chulack. Kwestią jest ocalenie ich świata (w ramach narzekania na teorie alternatywnych światów: po co się starać i tak wiadomo że jak my nie obronimy Ziemi to w innej rzeczywistości to zrobią!). Pokazanie SG-1 nie tak super czysto dobrego było pozytywnym krokiem. Aczkolwiek, w rzeczywistości czarnego SG-1 najwyraźniej nie odkryli drugiego ZPM (odcinek „Moebius”). Pytanie co za problem przy założeniu że reszta wydarzeń była identyczna w ich świecie, wrócić do siebie i odkopać drugie ZPM z Egiptu! Przejście ich w ciemno do alternatywnej rzeczywistości (naszej) w której nie wiadomo kto jest w SGC też było mocno ryzykowne i wyrazem chyba aktu ostatecznej desperacji. Ostatecznie czyste dobro zwycięża, czarne SG-1 odesłane do domu, a prawdziwy Mitchell pozostawiony z dylematem czy wierzyć swojemu odpowiednikowi o słowach na temat zielonego kabelka.

Dworzec centralny multiświatów!
A więc kilkanaście różnych, a właściwie takich samych SG-1 przybywa do naszej rzeczywistości. Sytuacja mocno fantastyczna, ale jakaż idealna okazja do humorystycznych sytuacji. Obrót wszystkich Carter na zawołanie generała Landry’ego. Fakt że Carter mogła porozmawiać z kimś kto za nią nadążą (aspekt humorystyczny podczas odprawy SG-1 z generałem). Także Mitchell miał okazję pogaworzyć ze swoim odpowiednikiem i powspominać dobre czasy, aczkolwiek nie wydawało mi się to śmieszne, ale mówił tak jakby nie wiem co miał w tym kubku. Największy problem często wspominany: „Gdzie w tym całym bałaganie był O’Neill”. Przy tulu wersjach rzeczywistości na pewno w jednej O’Neill powinien być dalej dowódcą SG-1.

Janet nie dali wiele
Wielki zapowiadany powrót Janet i nie do końca jestem usatysfakcjonowany. Jej rola w odcinku była znikoma. Jako przedstawicielka dobroduszności jedynie była wstawić się u generała za wszystkie wszechświaty, które zostały narażone na zniszczenie przez czarne SG-1, co jeszcze bardziej sprawia że ich samolubna decyzja ratowania własnego świata miałaby negatywnie szersze skutki. Wydawało mi się że Sam jest wielką przyjaciółką Janet. Tego w tym odcinku się nie dało odczuć. Chyba tylko w jednym wspólnym na koniec uścisku Amanda Tapping była na jednym ekranie z Teryl Rothery. Bardzo miło było zobaczyć panią doktor, ale jej rola w tym odcinku mogła być bardziej znacząca, przynajmniej bardziej niż Martouf’a.

Martouf wielki spec!
Czas ponarzekać! Generał wchodzi z tekstem: „mamy tu kogoś kto może pani pomóc?”, pojawia się muzyczka, Martouf się rozgląda jakby oślepł, Carter i to akurat ta nasza (bo pewnie reszta pań Carter miały urlopy macierzyńskie z kimś innym, z tym co w naszym świecie jest to niemożliwe) nagle po namyśle się odzywa: „Martouf”, na co wywołana osoba odpowiada: „Sam”, szkoda że nie dodał że „nie zauważyłem cię w tym tłoku wcześniej!”. Też stopień w jakim Tok’Ra mogą nam pomóc w rozwiązaniu problemu alternatywnych rzeczywistości mnie tak trapił, że nie wiem na jakie licho Martouf może tu być przydatny. No chyba że dla rozrywki, która następuje później po niezwłocznym opuszczeni Kvasira gdy ten skończył obliczenia. Oczywiście Sam ma masę scen z Martoufem, a zero z Janet. Ale… wróćmy może do tego co w tym odcinku dobre.

Kvasir
Kvasir, no ten gościu swoją stanowczością, twardym stawaniem na Ziemskiej ziemi i mocnych tekstach po prostu rządzi. Nie ma u niego żadnej oznaki zawahania. Nie ma miejsca na spekulacje, ani wróżenie z fusów. Myśli tego szaraka to zaprzeczenie fizyki kwantowej i wywołuje on po prostu ubaw. Ciężko przyswajany jest przez otoczenie, Mitchell wolałby go w ubraniu , technik Davis nie może się nadziwić że obok niego siedzi Asgardczyk. Natomiast jego przemowy przed misją zachęcające ekipy SG-1 do akcji powodują uwierzenie w swoje siły.

Bla bla bla … robak… dziura… wybuch….
W tym odcinku było ekstremalnie trudne nadążyć za Carter. Takiego bełkotu technologicznego z głośników mojego komputera dawno nie słyszałem. Rozumiałem chyba tyle co Mitchell. Aż na wzór ostatnio obiegowych kawałów skojarzyło mi się że „Carter doliczyła do nieskończoności – i to najwyraźniej nieskończenie wiele razy:, bo co to dla niej dwa. I to nawet nie jest śmieszne, ale chyba suchy fakt.

Nawiązanie do Atlantis, fakty i mity
Bardzo piękne głębsze nawiązanie do Atlantis. Nie tylko zostaje przywołany bezpośrednio jeden z jego odcinków 1x09 „Home”. Ale także opisana został głębiej sytuacja jaka trwa w galaktyce Pegaza. Więcej takich połączeń i jeszcze bardziej bezpośrednich poproszę¡ Jedynie muzyka na starcie była porywająca, mimo że moment otwierania wrót z zewnątrz jest takim dosyć typowym wydarzeniem w serialu. Ciekawe że nikt nie spamiętał w jakim ubiorze SG-1 wyszło na misję. Czemu pomimo wcześniej zauważonych różnic Landry każe się szykować ludziom w pomieszczeniu wrót do przyskrzynienia SG-1, a nie wzywa też ochrony do pomieszczenia kontrolnego. Po co Thor i Heimdal odwiedzają sąsiednią galaktykę? Czemu inny team ma chyba opaski z „Upgrades”.

Podsumowanie
Odcineczek z ciekawy pomysłem, z interesującym scenariuszem, wraca sprawa Ori, nie najlepsza reżyseria. Wielkie powroty z jednoczesnym brakiem tego jednego z oczekiwanych powrotów! Wiele humoru (dzięki Asgardowi szczególnie), za dużo techno-bełkotu! Mimo tego wszystkiego ogólne odczucia pozytywne: 8,5/10!

Login:
Hasło: