Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zgubiona
------------------------------------------------- Tytuł: Zgubiona Tytuł oryginalny: Lost Autor: Ruth M. King Email: ruth@snowqueen.demon.co.uk Spoilery: brak Prawa autorskie: Stargate SG-1 i jego postanie są własnością Metro-Goldwyn-Mayer Studios Inc. Ta opowieść ma wyłącznie cele rozrywkowe, nie zarobkowe. Brak zamierzonego naruszania praw autorskich. Oryginale postacie, sytuacje i historie są własnością autora. Tłumaczenie: Thomass ------------------------------------------------- “Zaręczeni?” Spojrzałam na niego i przytaknęłam. Może to nie było najlepsze miejsce na takie rewelacje, ale to był pierwszy raz od dłuższego czasu kiedy byliśmy tak naprawdę sami. Byliśmy na pozaziemskiej misji, Daniel i Teal’c udali się już na spoczynek nocny, ja miałam pierwszą warte a pułkownik dotrzymywał mi towarzystwa. Dlaczego miałabym mu okazywać wdzięczność? “Trochę szybko”, odpowiedział. „Tiaaa,” uśmiechnęłam się, „ale dlaczego mielibyśmy czekać?” Nalał sobie kubek kawy I siadł tyłem do ogniska. Nie dostrzegałam jego twarzy, nawet nie mogłam się domyślić co myśli. Nie jestem dość naiwna by sądzić że mu złamałam serce, najwyżej trochę obiłam. „Będzie pod koniec maja, oboje chcielibyśmy byś się pojawił.” „Nie sądzę by była na to jakakolwiek szansa.” Jego delikatny ton mnie zaniepokoił. Jakoś spodziewałam się po nim czegoś więcej... chociażby sarkazmu. “Proszę Sir?” “Nie przyjdę ponieważ to się nie stanie.” „Co, proszę?” “Nie wyjdziesz za niego, Carter.” „Właśnie że wyjdę!” „Jasne...” „Pete to miły facet.” „Dokładnie.” Wylał resztę kawy na ziemię i zaczął iść w stronę namiotów. Chciałam uderzyć swojego dowódcę, i to nie raz. Raz za razem i tak w kółko. Jak on śmiał? „Nie odchodź ode mnie!”, wysyczałam. Pułkownik się zatrzymał. „Co to miało znaczyć do cholery?” burknęłam. Odwrócił się do mnie. Teraz mogłam zobaczyć jego twarz, jego oczy... one płonęły. „Ty nie jesteś miła,” powiedział. „Jakbyś była to byś zerwała z Martuffem, Narimem... i całą resztą tych obcych gości.” „Ja...” “Lubisz ich, niedobra Carter.” Lubisz tych, których nie możesz mieć.” Jakikolwiek protest zamierał na moich ustach gdy on robił kolejny krok, uświadomiłam sobie jak blisko się znalazł. Jego palec wolno sunął po mojej twarzy zanim jego ręce spoczęły na moich ramionach. Powinnam krzyczeć, uciec... ale nie mogłam. Wtedy jego usta usadowiły się na mojej szyi. To nie był łagodny pocałunek. Poczułam zęby, język... naznaczał mnie. Zamknęłam oczy a moje palce sięgały ślepo, chwytając jego koszule, szturchając jego pośladki... ściskając... allle jak do cholery moje ręce znalazły się tam na dole?! Szczerzył się jak się odsuwał i oblizywał swoje wargi. Całe moje ciało drżało. Nie chciałam by odszedł. Chciałam by posiadł mnie, rzucił na najbliższe drzewo i... „Więc widzisz, nie poślubisz nikogo,” powiedział. Widziałam, że miał rację. Ale... „A co z tobą?” wykrztusiłam. „Czy to propozycja, Carter?” Śmiał się ze mnie, wiedziałam że robię z siebie głupka. Wzięłam głęboki oddech, zebrałam całą siłę i spojrzałam mu w oczy. „Więc?” zapytałam „Chyba że tchórzysz? Chcesz mnie? Czekam.” Sądziłam że się wycofa, ale on po prostu tam stał, rozbierając mnie wzrokiem. Czułam jak moja skóra się rumieni, zastanawiałam się co mnie pchnęło by wyzywać go. „Uh... nie bierze się jazdy próbnej jak się nie zamierza kupić” wyszczerzył się. „Nie jestem pewna czy to jest warte swojej ceny” odpowiedziałam smutno. Jedno z nas powinno opuścić SG-1, a żadne nie jest na to gotowe. Pomimo tego co mówił, wiedziałam że pułkownik nie chce iść na emeryturę lub brać roboty za biurkiem. A poza tym nie wyobrażam sobie generała Hammonda dającego mi mój własny zespół, tylko po to bym mogła pieprzyć swojego dowódcę. Przechodziłam przez te rozważania setki razy, dlatego jedyną rzeczą którą mogłam zrobić było żyć dalej i mieć nadzieję że pułkownik zrobi to samo. „Byłoby warte, Carter, zaufaj mi.” „Jasne.” On potrafi być tak cholernie arogancki. Albo po prostu jest tak bardzo pewien swoich atutów. „Oh, jestem pewien że Pete jest zabawny,” zaczął, „jest taki przewidywalny.” „Że co?” „Łóżko, noc, zawsze pozwala Ci zacząć, misjonarska... nie zaraz... pozwala Ci być na górze.” Poczułam jak moje policzki się rumienią; miał racje tylko po części... a to tylko dlatego że w zeszły weekend uwiodłam Peta na kuchennym stole. „Sex to nie wszystko,” burknęłam. „Nie mówiłem że jest... ale sądzę że miłość powinna się z czymś wiązać?” „Kocham Peta” „Wcale nie” „A skąd do cholery ty to wiesz?” „Stąd.” Wszystko we mnie się zmieszało gdy tylko wziął mą twarz między swoje dłonie i mnie pocałował. Agresja znikła, był czuły i łagodny. Usłyszałam swój szloch. Dlaczego on sprawia to takim trudnym? Czemu nie cieszy się ze mną? „Kocham Cię Sam,” wyszeptał. Wiedziałam, że jestem zgubiona.
Login:
Hasło: