Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » gazeboo » Na całe życie 05
Tytuł: Na całe życie 5/12 Autor: Ruth M. King Email: ruth@snowqueen.demon.co.uk Spoilery: brak Alternatywny sezon 6 lub 7 Ostrzeżenia: R Prawa autorskie: Stargate SG-1 i jego postanie są własnością Metro-Goldwyn-Mayer Studios Inc. Ta opowieść ma wyłącznie cele rozrywkowe, nie zarobkowe. Brak zamierzonego naruszania praw autorskich. Oryginale postacie, sytuacje i historie są własnością autora. Ta opowieść nie może być postowana gdzie indziej bez zgody autora. Tłumaczenie: gazeboo Poprawki: SGTokar Źródło: Forum
Tak też zrobił. Prawda była taka, że brakowało mu tego, co z nią miał. Bezpieczne, normalne, przewidywalne….trzy słowa, którymi nie mógłby nigdy określić życia z Sam Carter. A jej definicja zabawy była daleka od długiej nocy z reaktorem Naquedah. Chociaż to czy Sam będzie zdolna do pracy w laboratorium, można było się tylko domyślać. Teraz nie wydawała się być czymkolwiek zainteresowana. Spoglądanie przez okno wydawało się być jej ulubionym zajęciem. Jack usprawiedliwiał swoją wizytę, udając przed sobą, że powinni porozmawiać. Zadzwonił do niej do pracy, mając nadzieje, że będzie mieć w najbliższym czasie przerwę. Okazało się, że szczęście mu sprzyja, Laura pomachała mu w kierunku jego stolika, a po kilku minutach dosiadła się przynosząc kawę i talerz jagodowego ciasta. - Kiedy wróciłeś? – zapytała - Dziś rano – skłamał gładko - A jak się ma twoja żona? - Ta…. Laura, jeśli o to chodzi… - Jack proszę. Byłam w takiej sytuacji kilka razy. Jeśli chcesz mi powiedzieć, że zostawisz ją dla mnie, daruj sobie. - Ja…. - Jest ładna? - Tak myślę. - Mądra? - Tak. - Jack posłuchaj samego siebie. Ty nadal ją kochasz, masz to wypisane na twarzy. Jack był w szoku. Nie było możliwe, żeby to mogła być prawda., a nawet jeśli nią była to Sam wydawała się teraz niezdolna do odwzajemnienia czyjejkolwiek miłości. Desperacko próbując ratować sytuację chwycił Laurę za rękę. - Nawet jeśli nadal bym coś do niej czuł, ona jest chora - Co z nią jest ? - Post-traumatyczne coś. Nie wiem dokładnie. Ona nie wie kim ja jestem. - Przykro mi. - Nie powinienem był brać jej do domu. - Ale to zrobiłeś. - Ta… Pochylając się do przodu, Laura pocałowała go delikatnie w usta. - Musze wracać do pracy. Zadzwoń, jeśli kiedyś podpiszesz papiery rozwodowe - uśmiechnęła się. Jack został pozostawiony z niczym więcej, niż na pół zjedzonym talerzem ciasta. Nie został w knajpce, nie pojechał też prosto do domu. Jeździł po okolicy, rozważając bałagan jaki zrobił ze swojego życia. Czy nadal kochał Sam? Czy kiedykolwiek ją kochał? A może to było tylko pożądanie? Była nieosiągalna i to wydawało się być częścią początkowego uroku. Nie był pewien czy pamiętał. Każdy facet w bazie pragnął jej… nie wspominając o połowie obcych, na których natrafili. Przez twarz Jacka przebiegł uśmiech. Powrót do domu nie był przyjemną perspektywą, ale i tak to zrobił. Nie zobaczył Sam zaraz po wejściu do domu, więc poszedł do jej pokoju, zobaczyć czy już wróciła. Był w drodze powrotnej na dół, gdy zauważył otwarte drzwi. Ścisnęło mu boleśnie wnętrzności. Był powód, dla którego trzymał te drzwi zawsze zamknięte i zastanawiał się jak do cholery Sam znalazła klucz? A może w ogóle go nie potrzebowała? Dawna Sam Carter potrafiła otwierać zamki wytrychem, więc nie było powodu sądzić, że teraz by nie mogła. Zapalił światło. Sam siedziała na środku pokoju, blady, różowy koc był przyciśnięty do jej piersi. Kołysała się w przód i w tył, nie robiąc przy tym żadnego dźwięku. Jej twarz była zdewastowana przez łzy, ale nie płakała. Powoli, delikatnie, żeby jej nie przestraszyć Jack posunął się w jej stronę. - Sam? – odezwał się. - Dziecko, było dziecko. To nie było pytanie. Jack usiadł obok niej i rozejrzał się po dziecięcym pokoju . Pokój był dokładnie taki, jakim go zostawił. Urządził go jako niespodziankę dla Sam, ale w dniu , w którym dziecko umarło zamknął drzwi na klucz. Jakoś nigdy nie zdołał zmusić się do wyrzucenia mebli i pomalowania ścian. - Tak, ale to było przed tym jak zaginęłaś w akcji. - Przed? Nie pamiętam. - W porządku. Byłaś w ciąży, ale.. ale straciłaś dziecko. - Zostawiłam je gdzieś? - Nie. Dziecko miało się dopiero urodzić. Ona umarła Sam. - Czy… czy ona miała imię? - Nazwaliśmy ją Clare. - Clare? Zmarszczyła twarz. - Tak, to było jedyne imię, na które mogliśmy się zgodzić. - Nie! - Sam….! Stawała się coraz bardziej wzburzona. Jej palce rozdzierały delikatną wełnę, która nadal przyciskała do piersi. Jack odruchowo próbował ją objąć, lecz odepchnęła go brutalnie. - Zostawiłam ją Jack! Zostawiłam ją! – płakała. - Nie zostawiłaś jej - starał się zachować spokój – Ona umarła Sam. To nie była twoja wina. Korzystając z okazji skradł się do niej bliżej. Sam wycofała się do kąta, nie miała już gdzie uciekać. Jack nie mógł znieść widoku jej w tym stanie. - Sam chce cię tylko objąć, nic więcej. Nie odpowiedziała, wiec uznał jej milczenie za zgodę. - To będzie przyjemne uczucie, obiecuje. Jack wziął swoją żonę w ramiona i trzymał blisko siebie. Na początku byłą spięta, lecz zrelaksowała się, gdy dotarło do niej, że nie ma zamiaru posuwać się dalej. Jack zapomniał już jak to przyjemnie jest trzymać ją w ramionach. Oparł się o ścianę, gdy uświadomił sobie, że będzie tam przez dłuższa chwile. Minęło trochę czasu zanim Sam zapadła w sen, ale w końcu jej oczy zakryły powieki, a oddech wyrównał się. Jack powziął szanse i próbował podnieś ja i zanieść do jej łóżka. Jednakże, kiedy próbował ja położyć jej uścisk go powstrzymał. - Sam nie zmieścimy się tu razem - powiedział wskazując na wąskie gościnne łóżko. Jej jedyną odpowiedzią było umocnienie uścisku. - Dobra… chodź – powiedział. Chwycił jej rękę i poprowadził ją do głównej sypialni. Wiele godzi później Jack obudził się w pustym łóżku. W łazience było włączone światło i myślał o tym żeby wstać i sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Wtedy usłyszał spuszczanie wody w toalecie, a sam wróciła do sypialni. Stała przez chwile, bez wątpienia myśląc czy wrócić do swojej sypialni czy zostać z nim. Jack’owi ulżyło, gdy poczuł, że materac się przesuwa. Mógł poczuć każdą kość jej ciała, gdy przytuliła się do niego, lecz z jakiegoś powodu nie miało to znaczenia. Teraz była z powrotem w łóżku, a Jack uświadomił sobie jak bardzo było mu jej brak. Tak jakby jakaś część jego była utracona na te wszystkie lata. Przytulił się do niej, a Sam wciągnęła wielki, drżący oddech. - Brakowało mi ciebie - wyszeptał w jej włosy. Jej ciało zaczęło się trząść, a po jej twarzy spłynęły łzy. Jack przytulił ją troszeczkę mocniej. - To nie była twoja wina – powiedział jej. Nie wiedział jednak czy mówił o dziecku, gwałcie… czy o fakcie, że ona nie była tym, kim była przed zaginięciem.
Login:
Hasło: