Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » gazeboo » Na całe życie 04
Tytuł: Na całe życie 4/12 Autor: Ruth M. King Email: ruth@snowqueen.demon.co.uk Spoilery: brak Alternatywny sezon 6 lub 7 Ostrzeżenia: R Prawa autorskie: Stargate SG-1 i jego postanie są własnością Metro-Goldwyn-Mayer Studios Inc. Ta opowieść ma wyłącznie cele rozrywkowe, nie zarobkowe. Brak zamierzonego naruszania praw autorskich. Oryginale postacie, sytuacje i historie są własnością autora. Ta opowieść nie może być postowana gdzie indziej bez zgody autora. Tłumaczenie: gazeboo Poprawki: SGTokar Faktycznie, minęły kolejne dwa tygodnie zanim Sam pozwolono wyjść. Janet przyprowadziła ją do domu Jack. Nie ze swojej winy Jack musiał zostać tego dnia w bazie dłużej niż myślał. Dotarł do domu na czas, żeby zamówić pizze i usunąć wszystkie znaki wczorajszej obecności Laury. Tego ranka powiedział jej, że nie będzie go przez jakiś czas. Wątpił w to, że łyknęła wojskowe zajęcia jako wymówkę, ale nic nie powiedziała. Sam była ubrana w wojskowy mundur polowy, kiedy ukazała się w drzwiach. Sprawiły, że wyglądała w nich żałośnie, bardziej niż kiedykolwiek. Jack wyrzucił jej wszystkie ubrania dwa lata temu w przypływie gniewu. Zrobił bardzo głupio, teraz będzie musiał wydać połowę swoich oszczędności kupując jej nowe. Fraiser zwlekała wystarczająco długo, żeby upewnić się, że Sam czuje się dobrze, zanim skierowała się do swojego domu. "Chcesz usiąść?" jak zaproponował. Zrobiła tak jak powiedział, przysiadając na krawędzi krzesła, wyglądała skrępowanie, tak jak on się czuł. Na szczęście nadeszła w tym momencie pizza, ratując ich od odbycia pogadanki. "Mam pepperoni z grzybami, twoja ulubiona," powiedział otwierając. Sam wpatrywała się w nią "Fraiser nie mówiła nic o specjalnej diecie,” kontynuował. Ostrożnie wzięła kawałek i ugryzła od strony samego ciasta. Jack wziął pizze z jej dłoni i obrócił dobrą stroną. "Z tej strony smakuje lepiej," powiedział jej Jack. Ciężko uwierzyć, że ktoś mógłby zapomnieć jak jeść pizze. Jack włączył telewizor, chcąc, aby coś wypełniło ciszę. Spędzili pół godziny jedząc pizze I oglądając Simpsonów mimo, że miał przeczucie, że Sam nie wiedziała o co chodziło. "Chcesz położyć swoje rzeczy w naszym pokoju?" zaproponował. Kiwnęła głową I podniosła małą torbę, którą przyniosła ze sobą. Jack dobrze zgadł, że zawiera ona szczoteczkę do zębów i nie wiele więcej. Zdecydowanie będą musieli trafić do centrum handlowego. Usiadła na łóżku, a Jack zastanawiał się czy jest zmęczona. "Słuchaj, może powinnaś zażyć trochę snu?" zasugerował Jeszcze raz kiwnęła głową, kładąc się całkowicie na łóżku. Dotknęła pościeli, pozornie zaskoczona przez jego miękkość. Jack przypomniał sobie nagle, jak zwykła zwijać się pod nią, nie było widać nic poza czubkiem jej nosa "Tam jest prysznic," zaczął, "czyste ręczniki są pod umywalką. Zobaczymy się rano." Jack spędził noc na kanapie. Było późno, kiedy co dopiero pomyślał o pójściu do łóżka, a ostatnią rzeczą, jaką chciał było niepokoić Sam. Poza tym nie wydawało mu się odpowiednie, dzielić z nią łóżko. Jeszcze nie, może nigdy. W końcu niepotrzebnie się niepokoił. Z samego rana, kiedy wetknął swoją głowę do sypialni, oczywiste było, że na łóżku nikt nie spał. Sam leżała zwinięta na dywaniku, na podłodze. Prawie by ją tak zostawił, jednak jego sumienie nie dało mu spokoju. Poruszając się najciszej jak potrafi, przykrył ją pościelą. Potem wziął ją podniósł i położył na łóżku. Sam obudziła się natychmiast. Wpatrywała się w niego, jej oczy wypełniał paniczny strach. "Już dobrze," Jack powiedział jej, "Pomyślałem tylko, że tak będzie ci wygodniej." Pochylił się nad nią, a ona odwróciła twarz. "Sam?" Jej ciało było rozluźnione, jednak jej twarz spięta przez strach. Drżała, gdy próbował dodać jej otuchy. Jack oczekiwał prawie, że zacznie z nim walczyć, ale nie zrobiła tego. Leżała tylko, pozornie pogodzona z czymś. Przez chwile nie mógł zrozumieć, gdy… "Sam, zostań tu, ja muszę porozmawiać z Fraiser o jednej rzeczy," powiedział do niej. Przed wyjście wziął owinął ją pościelą. Natychmiast wyrwała się i ześlizgnęła z łóżka. "Jak chcesz," wymamrotał kierując się w stronę telefonu.. Janet była w bazie, zabrało jej kilka chwil zanim podniosła telefon. ”Pułkowniku czy z Sam wszystko w porządku?" spytała od razu. "Tak... przynajmniej tak myślę" zaczął, niepewny jak sformułować swoje pytanie "Doktorze czy ona... znaczy... czy oni..." "Pułkowniku?" "Czy została zgwałcona?" Z drugiej strony telefonu nastała cisza, bardziej sugestywna niż jakiekolwiek słowa. "Tak uważamy," Fraiser przyznała. "Tak uważacie?! Cholera, dlaczego mi nie powiedzieliście?" "Nie pytałeś." "I pomimo to ją wypuściliście!" "Co jej zrobiłeś?" "Nic!" "Naprawdę?" "Podniosłem ja I położyłem na łóżku. Nie miałem zamiaru niczego próbować.!" Jego głos obudził Sam, która pojawiła się w holu. Jack z wysiłkiem złagodził jego ton. "Porozmawiamy o tym później, pani doktor," powiedział, zanim trzasnął słuchawką *************************************************************************** Robienie zakupów nie było ulubionym zajęciem Jacka, ale zdawał sobie sprawę, że Sam potrzebuje czegoś innego niż wojskowe ciuchy i jego stare bluzy. Sam nie pomagała mu w tym. Wędrowała po sklepach z zdumieniem w szeroko otwartych oczach i wydaje się, że nie rozumiała idei płacenia za rzeczy. Jack musiał mieć ją na oku inaczej spróbowałaby wyjść z połową sklepu upchaną pod jej bluzką. Ponieważ nie miała pojęcia, co by chciała, Jack musiał wybierać ubrania dla niej. Ponieważ gustował w dżinsach i koszulach z krótkim rękawem, to właśnie jej kupili. Musiał także znaleźć jej jakąś bieliznę, co było troszkę krępujące. Sprzedawczyni próbowała przekonać go do kupna rzeczy zupełnie niepraktycznych. Chociaż nie miał nic przeciwko koronkom jako takim, naprawdę nie chciał zobaczyć Sam w czymś takim. To by tylko skomplikowało sprawy. Nie wspominając o fakcie, że cena dwóch trójkątów powiązanych ze sobą za pomocą tasiemki, wydawała się równowartością jego wszystkich ubrań. Miał nadzieję na szybką ucieczkę, kiedy Sam zauważyła cos w witrynie sklepu. Letnią sukienkę. Niebieską, do kolan. Jack wiedział, że świetnie by na niej wyglądała. Nie mógł wyobrazić sobie żadnej sytuacji, w której mogłaby ja założyć. Mimo to... "Podoba ci się?" zapytał "Tak," przyznała. "Więc?" Oczywiście nie pomyślał o sprawdzeniu ceny i prawie zemdlał, kiedy zobaczył ile ona kosztuje. Sam musiała być przekonywana do tego, żeby ją przymierzyć, ale kiedy już to zrobiła, mógł powiedzieć, że była zadowolona z rezultatu. Jack był zdania, że wygląda w niej dotkliwie chudo, ale on był tylko facetem, co on wiedział? Całą drogę do domu trzymała sukienkę na swoich kolanach, głaskając materiał. Powinien był być usatysfakcjonowany, lecz zrobiło mu się tylko niedobrze. Prawda była taka, poza wszystkim innym, czuł się naprawdę nieswojo wiedząc, że byłą napastowana seksualnie. Umysłowo wiedział, że to się stało. Jako dowódca wiedział jak radzić sobie z tym. Ale to było inne, to była Sam. Pomimo ich rozłąki, był bardziej zaangażowany emocjonalnie, niż jakikolwiek żeński oficer. Czuł się niezręcznie, przez samo przebywanie z nią, nie wiedząc czy jakiś gest nie przypomni jej. Jeśli wczorajsza noc była czymś, czym mógłby się kierować, to dotykanie jej prawdopodobnie nie było dobrym pomysłem. Nie żeby stawała się gwałtowna, ale w pewien sposób to pogarszało sprawę. Kiedy dotarli do domu, przygotował łóżko w pokoju gościnnym. Jego plecy nie pozwoliłyby mu spędzić kolejnej nocy na kanapie, doszedł też do wniosku, że Sam może czuć się swobodniej w pojedynczym łóżku… i w własnym pokoju. Wyglądało na to, że przyjęła zmiany spokojnie, zostawił ją, więc, żeby mogła uciąć sobie popołudniową drzemkę. Janet zadzwoniła koło wieczora i zaprosiła ich do niej do domu na grilla, chociaż Jack w głębi duszy wiedział, że to tylko wymówka, żeby go sprawdzić. Mimo to, nie był to zły pomysł. Nie wiedział jak długo będzie mógł przetrwać, bez innej formy kontaktów międzyludzkich. Noc była ciepła, Sam założyła swoją nową sukienkę, a Jack czuł się całkiem dobrze, podczas gdy eskortował ją do domu i do ogródka Janet. Umiejscowił nawet swoją dłoń na jej krzyżu, dopóki nie drgnęła, i usunął ją. Kiedy impreza zaczęła się rozkręcać, był jakby odciążony od Sam, zajętą przez Cassie.... co pozwoliło mu przycisnąć do muru Janet. "Dlaczego mi nie powiedziałaś” zażądał odpowiedzi. "Zrobiłoby to jakąś różnicę?" zapytała. "Pewnie, że tak! Nie możecie oczekiwać ode mnie…" "A gdzie indziej ma się podziać pułkowniku? Jej ojciec jest na innej planecie, a jakbyś nie zdążył zauważyć, jej brat nie jest sympatyczną osobą." "Wiem o tym." "To przestań zachowywać się jak dupek. Ona cię potrzebuje. Jesteś tą osobą, o którą ona prosiła. " "Niech to diabli., nawet nie chce, żebym ją dotykał!" "Daj jej trochę czasu." Ale Jack nie wiedział ile ma do zaoferowania. Przyglądał się miejscu, w którym stała Sam z Danielem. Praktycznie rzecz biorąc, wyglądała wystarczająco normalnie "Jack?" Cassie pociągła go za rękaw, przerywając jego marzenia.. "Co?" odpowiedział. "Ta sukienka jest wspaniała, ale powinieneś kupić jej odpowiednie buty." "Co złego jest w tenisówkach?" "Mamo, czy możemy wziąć Sam na zakupy w ten weekend? Jack nie ma o tym pojęcia.!" "Pewnie kochanie, cokolwiek sobie życzysz," odpowiedziała pani doktor. Jack otworzył buzię, żeby zaprotestować, ale Cassie efektywnie go uciszyła. "Na dobre i na złe," przypomniała mu. I uświadomił sobie coś strasznego. Chociaż nie była biologicznym dzieckiem Janet, Cassandra przypominała swoją matkę pod wieloma względami. Dzień bez dziewczyn nie był takim złym pomysłem. Jackowi przydałoby się troszkę czasu w samotności... może wystarczy go nawet na tyle, żeby zobaczyć się z Laurą?
Login:
Hasło: