Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » gazeboo » Na całe życie 03
Tytuł: Na całe życie 3/? Autor: Ruth M. King Email: ruth@snowqueen.demon.co.uk Spoilery: brak Alternatywny sezon 6 lub 7 Ostrzeżenia: R Prawa autorskie: Stargate SG-1 i jego postanie są własnością Stargate (II) Productions, Showtime/Viacom, MGM/UA, Double Secret Productions, i Gekko Productions.Ta opowieść ma wyłącznie cele rozrywkowe, nie zarobkowe. Brak zamierzonego naruszania praw autorskich. Oryginale postacie, sytuacje i historie są własnością autora. Ta opowieść nie może być postowana gdzie indziej bez zgody autora. Tłumaczenie: gazeboo Poprawki: SGTokar Źródło: Forum
Daniel nie wydawał się poruszony wtrącaniem się w prywatne sprawy Jacka. Ani też faktem, że przyprowadził ze sobą Teal’ca. Jack już prawie zrezygnował, gdy otworzył im drzwi. Zdawał on sobie sprawę, że jego wyjaśnienia są mocno opóźnione. Kilka piw później miał wystarczająco dużo odwagi by zacząć mówić. “Sam była w ciąży, kiedy się pobraliśmy,” zaczął, mówił szybko nie dając szansy swoim przyjaciołom na przerwanie „Chciała przerwać ciążę, ale udało mi się ją od tego odciągnąć. Uważała, że nie uda jej się donieść ciąży do końca. Wygląda na to, że miała racje.” "Jack..." Daniel powiedział. "Straciła dziecko, ale do tego czasu byliśmy już małżeństwem." "Dosyć szybko." "Co ty powiesz." Kiedy poczęliście dziecko?” Teal'c zapytał. "Słucham?" "Muszę przyznać, że sam jestem tego ciekaw," dodał Daniel. "Dajcie spokój!" Patrzyli tylko na niego. Ciężko jest się w takie sytuacji sprzeczać, więc nie miał wyboru, jak tylko powiedzieć im. "Kiedy byliśmy w elektrowni. Do diabła, nie wiedzieliśmy nawet, kim jesteśmy. Nie wiedzieliśmy, że to było błędem!” "Błędem?" Daniel zapytał "Tak, Danielu. Mieliśmy szczęście, że nie postawiono nas przed sąd wojskowy " "To, dlatego Sam zrezygnowała z SG-1?" "Tak." Jack nie mógł powstrzymać wspomnienia szczęścia, jakie wtedy osiągnął. Myśl posiadania dziecka z Sam wypełniła go respektem. Kiedy straciła dziecko był zdruzgotany, przez co naciskał na to by znów zaszła w ciążę. Od tego wszystko zaczęło się psuć. "Kiedy dowiedziałem się, że zaczęła znowu zażywać pigułki...odbiło mi," Jack przyznał się. "Pokłóciliśmy się i powiedziałem jej, żeby się wynosiła. Zrobiła to. " Jego przyjaciele siedzieli w ciszy, pozostawiając wszystko bez komentarza, za co był dozgonnie wdzięczny. Nie potrzebował usłyszeć od nich wyroku. Wiedział, że był dupkiem. "Przykro mi," powiedział ostatecznie Daniel. "Mi również," dodał Teal'c. "Niepotrzebnie," powiedział im "To był nasz głupi błąd. Powinniśmy się poznać lepiej." "To co teraz zamierzasz zrobić?" zapytał Daniel. "Nic." "Jack?" "Sam nie poznaje mnie. Myśli, że ma dziecko. Spójrzmy faktom w twarz, to nie jest Sam. Nie ta którą znaliśmy." "Więc pozostawisz ją samą sobie?" "Nie wiem, Danielu. Szczerze nie mam pojęcia." Wiedział, że myśleli, że był bezdusznym, nieczułym, gnojkiem, lecz Jack nie wiedział, co ma innego powiedzieć. Wyszli, krótko potem, a Jack udał, że akceptuje ich wymówki. Po tym wszystkim sam nie chciał ze sobą spędzać czasu, a co dopiero inni. Upicie się było tej nocy jego prawem i przywilejem. Jack zrobił to w najszybszy sposób, jaki mógł wymyślić, obalając dobrą whisky. Nie jadł niczego od kilku godzin wiec alkohol zadziałał szybko i skutecznie. Jack obudził się na kanapie. Zastanawiał się, w jaki sposób ma się ruszyć, kiedy ktoś machnął mu kubkiem kawy pod nosem. "Jezu, Jack, mam nadzieje że byłą tego warta," usłyszał znany mu głos. "Laura?" zapytał. Jego oczy nie były jeszcze w stanie do końca jej rozpoznać, ale tak jakby rozpoznał jej kształt. Zataczając się do przodu objął ją ramionami. "Eee...Jack," ostrzegła go.. "Co?" "Myślę, że musimy porozmawiać." "Nie, jeszcze nie teraz." "Jack, powiedziałeś mi, że miałeś żonę, a potem wybiegłeś i zostawiłeś mnie. Myślę, że zasługuje na wyjaśnienia" Niechętnie odsunął się. Nie wiedział odkąd zacząć. Większa część tego, co się stało była poufna. Jack spojrzał na Laurę, zdając sobie sprawę jak różniła się od Sam. Obie były co prawda blondynkami, ale Laura była niższa, jej kształty bardziej... krzywe, przypuścił, że może je tak określić. Nie chodziło tylko o cechy fizyczne. Ich usposobienia były kompletnie różnie. Z Laurą układało mu się o wiele łatwiej. Przypuszczał, że miała w sobie mniej pasji, przez co było z nią łatwiej żyć. "Nie powinnaś być w pracy" zapytał. "Moja zmiana skończyła się trzy godziny temu," odpowiedziała, "a teraz przestań unikać mojego pytania" "Tak, byłem żonaty, dwa razy, jeśli naprawdę chcesz wiedzieć." "Czyż nie jesteś pełen niespodzianek?" "Nasze małżeństwo było w rozsypce, kiedy zaginęła w akcji. Teraz wróciła... nie sądzę, że cokolwiek się zmieniło" "Gdzie ona była?" "Ta informacja jest tajna" "Jack..." "Zostań." "Ja nie wiem..." "Powiedziałem ci, że już po wszystkim." Jack poczuł ulgę, kiedy Laura kiwnęła głową. Potrzebował jej teraz. Chciał zapomnieć o kobiecie leżącej w ambulatorium, która na niego czekała. *************************************************************************** Sam pytała o niego każdego dnia, ale Jack zawsze miał mnóstwo wymówek, żeby się wywinąć. I tak ona nie chciała jego. Chciała mitycznego Jacka, którego stworzył jej uszkodzony umysł. Mąż, który nie wyrzucił jej ze swojego życia. Wydawała się dogodnie zapomnieć tej części. Minęło trzy tygodnie zanim zobaczył ją ponownie. Teal’c i Daniel, z pewnością z rozkazu Janet przyparli go do muru w stołówce i przywieźli go do akademii medycznej. Potem eskortowali go do pokoju Sam…tak jakby chciał znaleźć drogę ucieczki z budynku. Cóż, może by to zrobił. Jak na starszego gościa, nadal mógł biegać całkiem szybko. Pewnie lepiej było, że nie dali mu do tego sposobności. Sam wyraźnie go oczekiwała. Uśmiechnęła się do niego niepewnie w momencie, kiedy został wepchnięty przez drzwi. Z tego, co zauważył Sam miała się zdecydowanie lepiej. Zyskała trochę na wadze, a jej włosy ułożone. "Cześć," powiedział. "Cześć," odpowiedziała, "Jack?" Pytającego tonu jej głosu nie dało się zaprzeczyć. Sam nadal nie wiedziała, kim on jest. Zastanawiał się, jaką mieszankę leków brała w celu utrzymania pozorów normalności. "Tak," zapewnił ją i uśmiechnął się "Przepraszam za wcześniejsze, byłam..." "W porządku." Pozostawali w ciszy. Jack odkrył, że starał się unikać jej oczu. "Więc, jak się czujesz?" zapytał. "Lepiej." "To dobrze." "Doktor Fraiser...Janet...mówi, że będę mogła... będę mogła wkrótce wyjść." "Oh...to jest...." "Wiem." "Naprawdę chce się stąd wydostać Jack." Nie był w stanie sobie pomóc, spojrzał w jej oczy. Cholera, wydawała się szczera. Ale Sam była sprytna, wszyscy to wiedzieli. Prawdopodobnie mówiła Janet dokładnie to, co ona chciała usłyszeć. "Proszę?" powiedziała. Jack wiedział, że ostatecznie decyzja należała do niego. Ktoś musiałby się nią zajmować i zdał sobie sprawę, że wszyscy oczekiwali tego od niego. Uważają, że jest on za nią odpowiedzialny. Wprawdzie patrząc z pewnej perspektywy, była to prawda, lecz nie uważał tego za słuszne. Nie byli w stanie ze sobą żyć, co sprawiłoby, że teraz byłoby inaczej? "Porozmawiam z Fraiser," obiecał.. Wyszedł z pokoju z zamiarem, odejścia tak szybko jak to możliwe. Niestety Fraiser czekała na niego. Ci ludzie znali go zbyt dobrze, uświadomił sobie. "Zapytała cię czy może pojechać do domu?" powiedział doktor. "Tak" "I?" "I?" "Co odpowiedziałeś?" "Że porozmawiam z tobą… co właśnie robię." "Pułkowniku." "Daj spokój nie możesz mi powiedzieć, że to byłby dobry pomysł” „Wydaje się być dosyć dobrze przystosowana” "Trzy tygodnie temu wrzeszczała o dziecku, którego nie ma, nie nazwałbym tego przystosowaniem" "Rozmawiałyśmy. Wie, że nie ma dziecka.." "I nadal mnie nie rozpoznaje." "Nie twoją twarz, ale wyczuwa więź pomiędzy wami." Jack zaśmiał się. Więź, a to dopiero kawał! "Chyba, że masz jakiś powód, dla którego nie chcesz jej w domu?" Fraiser kontynuowała. "Co?" "Taki jak ta kelnerka, z którą się pieprzysz." "Nie mów w ten sposób o Laurze!" "Wszyscy myśleliśmy, że jesteś na tyle przyzwoity, by z tym skończyć. A może Sam nie jest jedyną osobą mającą problemy z pamięcią? " "Posuwasz się za daleko!" "W chorobie i w zdrowiu... słyszałam jak wypowiadałeś te słowa pułkowniku. Sam jest chora. Potrzebuje cię. Nie zostawiaj jej, tak jak zostawiłeś swoje małżeństwo. Tak wiem, że mieliście problemy." "Sam powiedziała ci?" "Tak, ale powiedziała mi również, że nadal cię kocha. Dokładnie przed wyruszeniem, powiedziała mi, że to będzie jej ostatnia misja i że zrobi wszystko, aby uratować wasze małżeństwo." Jeśli kiedykolwiek czuł się winny, to właśnie teraz, ale Jack zorientował się, że właśnie o to chodziło Janet. "Dobra!" powiedział szybko . "Zabiorę ją do domu!" "Dobrze."
Login:
Hasło: