Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Fatalne Pomyłki II - część 3
[b]TYTUŁ:[/b] Fatalne pomyłki II [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [b]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice -------------------------------[/b] [i]Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. [/i] TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. [b]--------------------------------------------------------------------------------------------------- [/b] [b]Rozdział 3 [/b] [i] Widziałem rzeczy, które wam, ludziom, nawet się nie śniły. Okręty sunące ku ramionom Oriona. Oglądałem strumienie elektronów skrzące w wiecznym mroku bramy Tennhausera. Wszystkie te chwile rozpłyną się w wieczności Jak łzy wśród deszczu. [/i] [b] Dwie godziny po powrocie okrętów sojuszniczych na terytorium Federacji[/b] Jurek z zainteresowaniem oglądał zapiski z bitwy o Vulcan. Z zadowoleniem obejrzał pierwsze sekwencje walki. To, że doświadczony kapitan floty stosuje taktykę podobną do jego, dobrze wróżyło jego szansom na przypięcie admiralskich nitów. Z drugiej strony przez cholernych Klingonów i ich rządzę krwi nity może szlag trafić. Admiralicja niezbyt dobrze przyjęła wiadomość o Klingonach masakrujących Vorlonów. Pozostawili sprawę do rozstrzygnięcia Kanclerzowi i nabrali wody w usta, jednak z całą pewnością będą pamiętać, kim był kapitan dowodzący flotą, która dopuściła się masowego mordu na ludności cywilnej. I tak cud, że nie wyleciał z Floty. Ciekawe, co mu teraz wymyślą za przydział. Scorpiona raczej nie zabiorą, ale pewnie będzie badał najmniej ciekawy kawałek przestrzeni, jaki uda się admirałom znaleźć. - No nic, trzeba będzie się przemęczyć – mruknął do siebie. Najwidoczniej głośniej niż zamierzał, gdyż PO i Aiien siedzące obok niego, popatrzyły się w stronę Jurka - Sir? - Nie, Ferr, nic. Ciekawi mnie tylko, co wymyśli dla nas admiralicja. - Po tym, jak wybiliśmy sporą część Ver’lann? - Dokładnie. - Pewnie… - brzęczyk systemu komunikacyjnego przerwał jej - Sir, admirał Howell do pana. Priorytet czerwony. - Łączyć. Wybaczcie panie – obie panie wstały i wyszły z biura kapitana. Gdy tylko zamknęły się drzwi Jurek podał swoje kody i aktywował połączenie. - Admirale. - skinął głową hologramowi admirał Howerla, który pojawił się tuż przed monitorem. - Kapitanie. Czy Scorpion jest gotowy do lotu? - Tak, sir. Mamy jeszcze drobne problemy z niektórymi systemami, ale… - Znakomicie. Proszę jak najszybciej udać się na Ziemię. Dowodzenie zgrupowaniem przejmie kapitan Terik. - Ale… Aye, sir. Wyruszamy natychmiast. Sir, mogę wiedzieć, co się dzieje? - Jak pan doleci. Do zobaczenia wkrótce – hologram zniknął, pozostawiając zadziwionego kapitana. Po paru chwilach bezskutecznych domysłów, Jurek wyszedł na mostek - Sternik, kurs na Ziemie, skok w transwarp po gotowości. Wyciśnijcie z maszynek tyle ile się da. Pierwszy, sygnał do floty, Terik przejmuje dowodzenie. Mają tu siedzieć i pilnować tego przejścia jak oka w głowie. Nikt, nawet Picard nie ma prawa przelecieć przez zgody Rady Federacji. - Aye, sir..? - Sam nic nie wiem. Sternik? - Kurs wyznaczony. - To co my tu jeszcze robimy. – zdziwiony tonem głosu kapitana sternik wyprostował się na fotelu i wcisnął przycisk wykonania programu. Scorpion zgrabnie zawrócił i wszedł do tunelu transwarp. Podróż na Ziemię miała zająć sześć minut i piętnaście sekund. Przez całą drogę nikt nie odezwał się słowem. Mina kapitana nie zachęcała do dyskusji, zresztą niedługo mieli się dowiedzieć, o co chodzi. Gdy siedem minut później okręt wchodził na orbitę Ziemi, kapitan wszedł do swojego biura. Parę chwil później wyszedł - Aiien, idziesz ze mną na planetę. Reszta zostaje na stanowiskach. Macie być gotowi do natychmiastowego odlotu. - Sir… - Później, Ferr. Aiien? Oboje weszli do turbowindy. Aiien chciała zapytać, co się dzieje, ale albo Jurek nie wiedział, albo nie mógł jej powiedzieć. Co wychodziło na jedno. Parę minut później zmaterializowali się w tej samej Sali obrad, w której wcześniej rozmawiała z ambasadorem Sarekiem. Teraz stoicka postać Vulcana również dominowała w pomieszczeniu, mimo obecności… - Piękny… - szepnęła Aiien widząc postać… anioła. Część umysłu mówiła jej, że to niemożliwe, że anioły nie istnieją, ale pozostała część ignorowała to. Aiien musiała przez dłuższą chwilę walczyć z chęcią klęknięcia przed anielską postacią. - Piękny? – Jurek rozejrzał się, ale wewnątrz był tylko ambasador Sarek, admirał Howell, ambasador Sinclair i świecąca ośmiornica, którą zidentyfikował jako Ver’lann, wisząca parę centymetrów nad podłogą. Nic pięknego. Więc… - Modyfikacje genetyczne. – odezwał się Sarek - Sir? - Ver’lann zmodyfikowali geny większości raz w ich uniwersum, tak, aby te pozytywnie reagowały na ich widok. To stąd te różnice genetyczne między ludźmi stamtąd i stąd. Ver’lann miał szczęście, iż wzrok nie zabija. Świecące, zielone oczy patrzyły na kapitana z lekka irytacją. Nadal nie mógł przyzwyczaić się do kontaktów z niezmienionymi rasami. Jednak musiał. Po porażce w ataku na jedną z ich planet wycofująca się flota pozostawiła ranne okręty. Także jego. I teraz był jeńcem ludzi. Ludzi, którzy widzieli go nagiego, pozbawionego ochrony pancerza oraz ochronnego płaszcza modyfikacji genetycznych. Nawet człowiek z ich świata, Sinclair, mimo iż znał prawdę, nadal patrzył na niego z respektem. Ludzki kapitan z nienawiścią. - Chcemy, aby zdał nam pan relację z bitwy. - Sir? - Słyszał pan. – Sarek skinął mu głową, zachęcając do rozpoczęcia. - Wszystko jest w moim… - zerknął na Ver’lann. Oni chcieli, żeby opowiedział to naoczny świadek, dowódca tego, co stało się na Ver’lann Prime. – Aye sir. Gdy nasza flota przeszła przez anomalię, po drugiej stronie zastaliśmy… Kosh słuchał słów ludzkiego kapitana opowiadającego ze spokojem jak eliminowali niewielką flotę pozostawioną, aby strzegła korytarza. Wydawało mu się niemożliwe, że ludzie pokonali Minbari, a co dopiero ich, jednak nie wyczuwał kłamstwa w słowach ludzkiego kapitana. Opis bitwy o Ver’lann wstrząsnął istotą. Systemy obronne były nie do przejścia, już samo pokonanie patroli powinno dać wystarczająco dużo czasu reszcie Kosh by przywołać floty, które zgniotłyby intruzów. A oni zniszczyli patrole, jakby ich nie było, jakby najpotężniejsze okręty jego rasy patrolujące rodzinny układ słoneczny były zwykłymi okrętami patrolowymi. Jednak najbardziej nim wstrząsnął opis zniszczenia planety. Bo nie miał wątpliwości, iż planeta jest dla jego rasy stracona. Ich istnienie w atmosferze Ver’lann zależało od zachowania ścisłych warunków. Już raz niewielka zmiana omal nie zgubiła jego rasy. Teraz mieli środki, by uciec, ale… - To wszystko, sir. – zakończył sprawozdanie. – Można wiedzieć, po co to wszystko, sir? Można znaleźć ten sam opis w moich raportach. - Ambasador Kosh chciał usłyszeć to z pana ust. My zresztą też. - Ambasador? - Tak. Kosh będzie ambasadorem Imperium Ver’lann przy Federacji Zjednoczonych Planet. To część naszego porozumienia z Ver’lann dotyczącego zakończenia tej niefortunnej wojny. - Zgodzili się poddać? – z tego, co się dowiedział o Ver’lann spodziewał się raczej kolejnej armady dyszącej rządzą zemsty. - Owszem. Zniszczenie Ver’lann Prime osłabiło Imperium, które w niedługim czasie spodziewa się wojny z równym sobie przeciwnikiem. Kontynuowanie wojny z Federacją byłoby nie logiczne. - Tak – potwierdził Kosh. - No dobrze, a co mam do tego ja i Aiien? - W ramach układu, Ver’lann oddali pod rządy Federacji teren, na którym znajduje się wyjście z korytarza oraz przyległe układy. - Przecież to terytorium Sojuszu Ziemskiego! – zaprotestowała Aiien - Według danych Ver’lann Sojusz już praktycznie nie istnieje. Przetrwało tylko parę koloni zaanektowanych przez Centauri i Narn. Oraz parę pomniejszych grup, którym udało się uciec i teraz starają się po prostu przeżyć. – Sarek był bezlitośnie obojętny – To terytorium należy teraz do Minbari… Ver’lann zaanektują je po przejściu przez korytarz i oddadzą nam. - I wpakują w wojnę z Minbari? - Będą posłuszni – odezwał się Kosh – Niewolnicy uczynią, co im nakazane. - Aha…, ale to nadal nie wyjaśnia, co my mamy z tym wspólnego. - Będzie pan gubernatorem z ramienia Floty Gwiezdnej na tamtym obszarze. - Aye…, co! Znaczy, słucham? - Będzie pan gubernatorem na terytorium Federacji w tamtym uniwersum. - A ja? – cicho zapytała Aiien. - Panią wezwaliśmy z innego powodu. Youth America i Nova-X przechodzą intensywne modyfikacje. Montujemy lepszy pancerz, sensory celownicze i uzbrojenie z czasów naszej wojny z Romulanami. - Lasery i czyste głowice fuzyjne? – zapytał Jurek - Zgadza się. Nasza broń pracuje trochę inaczej niż ta z pani uniwersum. Powinna być skuteczna przeciwko Minbari. – oczy Aiien zalśniły. Wreszcie będzie mogła odegrać się na Minbari. - Terytorium New Hope, jak nazwaliśmy ten obszar, będzie stanowiło przystań dla wszystkich, którzy będą chcieli schronić się na terytorium Federacji. Jednak będzie tam ich obowiązywało Federacyjne prawo. Przestrzegane z pełną surowością. – Aiien kiwnęła głową – Jak widzę zgadzamy się. No to teraz ta przyjemniejsza część… Ambasadorze? - Pani kapitan… Jako najwyższy ranką przedstawiciel administracji Sojuszu chcę zaproponować pani powrót w szeregi Floty Ziemi. – widząc wahanie Teer dodał – wraz z awansem na komodora. Aiien przez chwilę patrzyła na Sinclaira, jakby nie do końca rozumiała to, co powiedział. Potem zerknęła na Jurka, który uśmiechnął się do niej i lekko skinął głową - Dziękuj, ambasadorze. Przyjmuje pańską propozycję. Sinclair wstał - Witamy z powrotem, pani komodor. Howell wstał i skinął na Styczyńskiego - Kapitanie. – Jurek wstał – decyzją Rady Floty Gwiezdnej jest pan awansowany do stopnia kontradmirała. – Howell odpiął cztery nity znamionujące rangę kapitan i w ich miejsce przypiął dwa objęte ramką. - Sir! – odpowiedzieli jednocześnie Aiien i Jurek. Popatrzyli się na siebie i uśmiechnęli. – Kiedy odlatujemy, sir? - Jak tylko przesłuchamy naszych Minbarskich gości. Może się pan odmeldować, admirale. Pani też. Przyślijcie nam tu na dół tych Minbari. I przygotujcie się do odlotu. Pani admirał, Youth America i Nova-X czekają w stoczni Utopia Planitia na panią. - Aye! Scorpion, dwóch do transportu. Gdy rozwiało się uczucie łaskotania powodowane transporterem, Jurek uruchomił komunikator – PO, prześlijcie naszych gości na powierzchnię, podadzą wam koordynaty. I weźcie kurs na Utopię Planitię. Połowa impulsowej. - Aye. Jurek spojrzał na Aiien i podał jej ramię w staromodnym geście – Pani komodor - Sir! – odwzajemniła spojrzenie i przyjęła ramię. Oboje wyszli z pokoju transportera i udali się na mostek. Tam przywitał ich głośny okrzyk jakiegoś kadeta stojącego akurat w pobliżu drzwi. - Admirał na mostku! – Jurek aż podskoczył i popatrzył z niedowierzaniem na źródło krzyku. Młoda dziewczyna w stopniu kadeta IV roku. Pewnie z uzupełnień i nie poznała swojego kapitana. Co nie zmieniało faktu, iż wszyscy przerwali zajęcie i stojąc niemal na baczność popatrzyli na drzwi turbowindy. Ferr zgromił spojrzeniem kadetkę, że ta nie odróżnia kapitana od admirała. - Przepraszam sir. To nowa i nie poznała… - przerwał, gdy zobaczył nity na kołnierzach Aiien i Jurka – Sir! – wyprostował się jak struna – M’am! - Spocznijcie komandorze. – łaskawym tonem powiedział Jurek. Ferr patrzył na niego przez moment aż w końcu oboje parsknęli śmiechem – Cieszę się. Najwyższa pora. - Będziesz się mniej cieszył, jak dowiesz się, dlaczego. Reszta VI floty też. - Wracamy? - Właśnie. Wracamy. Na szczęście nie walczyć. Ver’lann poddali się i … - na moment jego słowa zagłuszyły okrzyki radości załogi. Gdy już uspokoili się kontynuował – będziemy pilnowali pokoju. No i tego, żeby nikt nie przelatywał przez korytarz. - Cała szósta flota? - zgadza się. I parędziesiąt transportowców z załogami placówek planetarnych, systemami obronnymi i bazą gwiezdną. Oraz koloniami. Na naszym terytorium po tamtej stronie utworzymy kolejną kolonię New Hope. - Może tym razem nam się poszczęści. - Właśnie. - Sir, dolatujemy – zameldował sternik. - Znakomicie. Operacyjny, znajdź dok z EAS Youth America i przełącz na ekran. Wyciągnij też dane techniczne tego okrętu. - Aye, sir… przełączam monitor. Na ekranie pokazała się zamknięta w ramionach podobnego do pająka doku sylwetka okrętu, który już niemal w niczym nie przypominał pancernika klasy Nova. Ani w ogóle okrętu Sojuszu Ziemskiego. Jurek usłyszał wciągającą gwałtownie powietrze Aiien i nie dziwił się. Nowy okręt był znacznie ładniejszy. I groźniejszy od starego. Pudło, jakim wcześniej była Nova zastąpiła długa rura z jasnoszarego metalu ze sporym wybrzuszeniem w połowie długości okrętu. Zamiast olbrzymich okrągłych silników widać było tylko cztery niewielkie podłużne szczeliny w ciemnoszarym pokryciu. Żadnych anten, nie było olbrzymich dział, nie było też widać hangaru dla myśliwców. - Mam specyfikację, sir. - Streść nam najważniejsze. - Aye… EAS Youth America, klasa Nova-F… - Nova-F? – przerwała Aiien - Tak m’am. F od Federacji jak mniemam. Kadłub ma taki kształt ze względu na właściwości obronne. W połowie długości, pod podwójnej grubości pancerzem kryje się sekcja rotacyjna, zapewniająca ciążenie 2 g na zewnętrznej i 1 g w połowie promienia. Sekcje mostka oraz ważniejsze sekcje są niezależnie ekranowane prze rotacyjny system inercyjny. Napęd stanowią dwa silniki jonowe z magnetyczną kompresją ciągu, mające wydajność 953 razy większą niż klasyczny napęd. Podobny napęd umieszczono na dziobie, stąd go nie widać. Zarówno silniki dziobowe jak i główny napęd mają możliwość kierowania ciągiem, co zwiększa manewrowość… Okręt pokryty jest pancerzem z możliwością polaryzacji… - Aiien słuchała tego z zapartym tchem. Silniki z kierowaniem ciągu, nowoczesny, przynajmniej jak na Sojusz, pancerz, symulowana grawitacja… - działa laserowe o mocy 25 000 Terawatów i zasięgu 50 000 km. Dodatkowe uzbrojenie to czterdzieści miotaczy materii. Ponad to 28 podwójnych miotaczy jonowych jako obrona przeciwko myśliwcom, jak mniemam. Uzbrojenie 28 myśliwców Furia-F. Ich specyfikacji nie mam. - Dziękuję. A Nova-X? – monitor zamigał i pojawiła się, już bardziej znajoma, sylwetka Novy-X. Co prawda tak jak i w Youth America ciemny, nieregularny kadłub zastąpiły jasnoszare, gładkie płyty pancerza polaryzacyjnego, zniknęły silniki i większe działa, ale poza tym widać było charakterystyczny, pudełkowaty kształt konstrukcji Sojuszu. - Podobne zmiany, chociaż w mniejszym, jak widać stopniu. - Dzięki OPS. – odwrócił się do Aiien – to co, pewnie będziesz chciała lecieć na swoją nową zabawkę? - Tak Jurek. Ja… - zawahała się – Ja dziękuję ci bardzo. Za wszystko, co dla nas zrobiłeś. I przepraszam za moje zachowanie wtedy… - Nie szkodzi. PO, odprowadź panią komodor do transportera. Sternik, jak tylko komodor Teer znajdzie się poza pokładem, wracamy na orbitę Ziemi. - Aye, sir. – Jurek patrzył na zamykające się drzwi turbowindy z dziwnym przeświadczeniem, że może już jej nigdy nie zobaczyć… - Sir, komodor Teer jest już na Youth America. Kurs ustalony - Znakomicie, wykonać. - Tak jest… W tym samym czasie ambasadorzy Kosh i Sarek przeprowadzili krótką rozmowę z Deleen i Sinovalem, ogłaszając im decyzje odnośnie ich świata. Sinoval zaprotestował, gdy dowiedział się o oddaniu części ich terytorium Federacji. Kosh zareagował szybko i zdecydowanie - Będziecie posłuszni. - A jeżeli nie! – odparł buntowniczo Sinoval - Umrzecie. Krąg został przerwany. Sinoval i Deleen patrzyli na siebie nie bardzo rozumiejąc, o co Valerii chodzi, ale rozumieli jedno – sprzeciwianie się Vorlonom nie wychodzi na zdrowie. I z ociąganiem zgodzili się na odstąpienie terytorium Federacji… nie żeby mieli jakieś wyjście. Poza wojną z Vorlonami i Federacją. Wojną, której by nie przetrwali. To akurat wiedzieli. Migawki z bitwy o Vulcan jasno im to uświadomiły. Parę godzin po powrocie Scorpiona Deleen i Sinoval znów byli na pokładzie federacyjnego okrętu. Tego samego, który ich tu przywiózł. W tych samych celach. - Mamy naszych gości na pokładzie. - Znakomicie, co z okrętami Sojuszu? - Wyruszyły. Będą na miejscu za pięć tygodni. - Znakomicie, to da nam czas na przygotowanie bazy. Sternik, kurs na układ New Hope. Slipstream, przelotowa. - Aye… - Sovereign przyspieszył i zniknął w błysku białej energii…
Login:
Hasło: