Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Możesz mi podziękować później
Rozciągnąłem się na krześle i potarłem oczy. Nienawidzę papierkowej roboty. Czuje się jakbym siedział przy biurku od godzin. Spoglądając na zegarek jęknąłem. Siedziałem tu od godzin, od kiedy odebrałem te akta od doktor Frasier. To dopiero była wizyta w izbie chorych, długo jej nie zapomnę. Wyraz twarzy Carter był bezcenny, zwłaszcza kiedy powiedziałem "Możesz mi podziękować później." Oszołomienie byłoby dobrym określeniem. Utkwiłem wzrok w chaosie jaki panował na moim biurku. Gdybym tak trochę to uporządkował... może używając miotacza ognia. Odchyliłem się i potrząsnąłem głową. Nie, mało praktyczne. Z westchnieniem zebrałem niektóre z papierów razem, wstałem i podszedłem do szafki na akta. Próbowałem pozbyć się nieco napięcia z moich ramion, kiedy ktoś zapukał do drzwi. "Wejść." Drzwi otworzyły się. Usłyszałem znajomy głos. "Cześć." "Carter, w czym mogę pomóc?" Kiedy nie odpowiedziała odwróciłem się do niej twarzą. Stała w progu oparta ramieniem o framugę drzwi. Miała na sobie czarną sukienkę i szpilki. Wyglądała jakby się wybierała na jakieś przyjęcie. "Wychodzisz Carter?" "Miałam raczej nadzieję, że zostaniemy." Jej głos brzmiał dziwnie, niski z lekką chrypką, mniej stanowczo niż zwykle. Może się przeziębiła? "Dobrze się czujesz? Twój głos." "Oh, czuje się świetnie. Nigdy nie czułam się lepiej, Jack." Jack? Ona nigdy nie nazywa mnie Jack. Musi być chora. "Wiesz co, może lepiej pójdź się zobaczyć z Janet. Lepiej chuchać na zimne." "Chcę się widzieć tylko z tobą" szepnęła kiedy zaczęła iść w moim kierunku. Nawet jej krok był inny, to muszą być te wysokie obcasy. To nie była Sam Carter z którą pracowałem co dnia, Sam Carter naukowiec, żołnierz, któremu zaufałbym z moim życiem. Kobieta, która stała przede mną była nie do rozpoznania. Oblizała wolno usta nie spuszczając z mnie oczu. "Kiedy mnie pocałowałeś, wiedziałam." "Wiedziałaś co?" "Wiedziała, że jesteśmy dla siebie stworzeni." Wiem, że trudno w to uwierzyć ale odebrało mi mowę. Moje usta otwierały się i zamykały ale żaden dźwięk się z nich nie wydobywał. Cofnąłem się. To było instynktowne. Głośno przełknąłem. Zawsze myślałem o Carter jako o koleżance, jednej z chłopaków, moim przybocznym. Nie jako o... no cóż, nie w ten sposób jaki ona miała teraz na myśli. Raz jeszcze spojrzałem na to co miała na sobie. Krótka sukienka zdecydowanie więcej odsłaniała niż przykrywała. I przypuszczalnie założyła ją dla mnie. Wzdrygnąłem się, musze coś odpowiedzieć. Szybko. "Kapitanie, ja... ja... to był żart. Nic nie znaczył." Jej oczy rozszerzyły się. Wyglądała groźnie. "Bawiłeś się moimi uczuciami?" Nieźle O'Neill. Teraz jest wściekła. "Nie bawiłem się, nie, nie bawiłem się..." wyjąkałem próbując bez powodzenie uśmiechnąć się pojednawczo. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach. Czy to moja wina? Czy ja ją do tego doprowadziłem? To był tylko pocałunek. Błazenada. Czy ona nie rozumie żartu? Do diabła, czy to się otrzymuje za próbę pomocy? To ostatni raz kiedy próbuję uporządkować życie uczuciowe Carter. Uśmiechnęła się uwodzicielsko. "Wszystko w porządku. Choć do mnie Jack." "Kapitanie, nie myślę o tobie w ten sposób. Jesteśmy kumplami, racja?" "Ależ Jack, możemy być kimś więcej..." Nadal się od niej odsuwałem. "Nie ma potrzeby uciekać Jack. Czego się obawiasz?" Potrząsnąłem głową bezwładnie. Ślepa panika zaczęła brać nade mną górę. Zrobiła kilka następnych kroków w moim kierunku. Odsunąłem się jeszcze trochę. Przypominała mi dużego kota podchodzącego swoją zdobycz. Zacząłem się pocić. Czemu nie mogłem sobie z tym poradzić? Przecież to była tylko Carter. Ale Carter zwykle nie zachowuje się w ten sposób. Na litość boską, nie zostałem pułkownikiem postępując tak jak teraz. Przeszedłem trening w Siłach Specjalnych a jedna kobieta sprawiła, że się cofam. Muszę się spytać czy jestem mężczyzną czy myszą. Spróbowałem porozumieć się z nią. "Nie powinienem cię całować. To byłą pomyłka." "Bardzo miła pomyłka, prawda?" Nie chcą jej niepokoić ponownie spróbowałem się uśmiechnąć. Było to trudne zważywszy na okoliczności. Kontynuowała. "Mogę ci powiedzieć co do mnie czujesz." "Możesz?" "Mmmm, teraz nic nie może nas rozdzielić." Gdyby była agresywna czy użyła siły łatwiej byłoby mi uporać się z tym. Walczył bym z nią, opanował a potem zaciągnął do izby chorych. Jak poprzednim razem. Poprzednim razem. To jest to! "Kapitanie, znów eksperymentowałaś z tym wirusem z Krainy Światła, prawda?" OK, chwytałem się brzytwy ale byłem zdesperowany. "Nie Jack. Wiem dokładnie co robię... co zamierzam zrobić... co my zamierzamy zrobić." "Carter, naprawdę nie chciałbym..." "Jack. Wiem, że próbujesz mnie chronić. Regulamin, protokół... kogo to obchodzi? Mnie nie. Ja po prostu pragnę ciebie." Nie zamierzała przyjąć odmownej odpowiedzi. Wiem, że mógłbym ją powalić w walce ale jakbym to wytłumaczył generałowi Hammondowi? "Przykro mi sir, ale Carter przyszła do mnie i musiałem ją znokautować." Nieźle by to zabrzmiało w raporcie. Nadal podchodziła do mnie. Cofnąłem się raz jeszcze, prosto na ścianę. Zapędziła mnie w róg. Następne co pamiętam to jej ręce obejmujące moją twarz. Jak królik schwytany w światłach samochodu, zahipnotyzowany. Czułem jej oddech na mojej twarzy kiedy wyszeptała. "Wiem, że mnie pragniesz. Nie walcz z tym Jack." "Carter, ja nie..." "Bądź cicho." Otworzyłem usta aby zaprotestować. Powinienem się domyśleć do czego zmierza. Pocałowała mnie. Jak myślę, to jeden ze sposobów bym się zamknął. Ten pocałunek sparaliżował mnie. Próbowałem ją odepchnąć, naprawdę, ale mocno do mnie przylgnęła. Moje ciało zaczęło mieć naprawdę niestosowne myśli o kapitan Carter kiedy ciężkie kroki zatrzymały się w progu. "Jack, Sam powiedziała, że chciałeś się ze mną zobaczyć... Znowu! Wy naprawdę potrzebujecie wywieszki 'Nie przeszkadzać'. Możecie również spróbować zamykać drzwi." Kiedy Daniel przestał mówić Carter odsunęła się ode mnie. Kiedy oszołomiony otworzyłem oczy uwodzicielską kusicielka sprzed chwili została zastąpiona przez kapitan Carter, która uśmiechała się od ucha do ucha. "Może się pan uważać za dobrze i szczerze podziękowanego... sir!" Niedbale zasalutowała, obróciła na obcasach i wyszła. Wolałbym żeby Daniel przestał się śmiać... KONIEC
Login:
Hasło: