Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Sojusznicy - część 3
[b]TYTUŁ:[/b] Sojusznicy [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [b]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice -------------------------------[/b] [i]Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. [/i] TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. [b]--------------------------------------------------------------------------------------------------- [/b] [b]Rozdział 3[/b] ... Dwa błękitnawe pociski przebiły się przez osłony Novy i uderzyły w kadłub wyrywając olbrzymią dziurę w poszyciu. Dwie fregaty wyczuły moment i zaatakowały. Krótkie serie disruptorów rozerwały okręcik na strzępy. Grupa Federacji zemściła się okrutnie. Ponad czterdzieści pomarańczowych wiązek uderzyło we fregaty anihilując je w ułamku sekundy. Jednak Tholianie nie próżnowali i wykorzystali chwile, w której ogień Federacji był skoncentrowany na innym celu i przedarły się do centrum formacji. Cztery niszczyciele zaatakowały uszkodzonego Kirka. Sovereign przetoczył się na bok, gdy serie torped i disruptorów rozerwały spodek okrętu i poważnie uszkodziły jedną z gondoli warp. Charleston odpalił cztery torpedy fotonowe i chciał udać się w pogoń, jednak niemal natychmiast musiał zawrócić, aby bronić Excelsiora przed dwoma innymi niszczycielami. W oddali eksplodowały kolejne trzy okręty: dwa Sabry i Tholiański lekki niszczyciel... Sytuacja była beznadziejna... Nagłe pojawienie się 11 K’T’Ing i 24 eskortujących je B’Reli zaskoczyło Tholian i Gornów nie mniej niż załogi Federacji. Tym bardziej, że te z pozostałych 14 okrętów gotowały się już na śmierć. Klingonie nie bawili się w podchody czy wymyślne szyki. Po prostu przeszli po wrogu jak walec. Krążowniki swoimi ciężkimi disruptorami niszczyły bądź osłabiały niszczyciele, Bird of Preye kończyły robotę. Szala zwycięstwa błyskawicznie przechyliła się na stronę Federacyjno-Klingońską. Pół godziny później było po bitwie. Żaden Gorn ani Tholianin nie uciekł. Jednak za to zwycięstwo Federacja zapłaciła zniszczeniem ponad stu dwudziestu okrętów. Z liczącej 134 maszyny grupy pozostało tylko 5 okrętów. Klingonie stracili jedną K’T’Ingę i osiem B’Reli. Cała grupa ruszyła z powrotem na Hostenet... USS Excelsior, biuro dowódcy Jurek oglądał raporty mechaników. Czuł dumę, a jednocześnie nie mógł się nadziwić, jakim cudem jego okręt przetrwał tą walkę. I nawet dolecieć na Hostenet o własnych siłach. Ponad 80% poszycia zostało zniszczone, czterysta pięćdziesiąt trzy wiązania EPS zostały spalone, 8 banków fazerów spalonych, brak torped, wieżyczka torpedowa uszkodzona, deflektor nawigacyjny spalony, generatory pól zniszczone. 149 członków załogi zabitych, pozostali, nie wyłączając jego, ranni. To że Excelsior jeszcze latał, to cud. No ale cuda się zdarzają i on miał zamiar go wykorzystać. Odłożył PADDa na biurko i podszedł do replikatora. Dopiero po chwili zreflektował się, że jeszcze nie działa. Jak większość systemów. Okręty holownicze już dotarły na Hostenet i teraz po eskortą okrętów z II Floty miały odholować Federacyjne jednostki do Bazy 445, do naprawy. Albo złomowania, bo część maszyn już na pewno nigdzie nie poleci. Tak czy tak, Styczyński wiedział, że musi pożegnać się ze swoim okrętem. W czasie wojny raczej nie dadzą mu nadzorować napraw Excelsiora. - Sir – komunikator odezwał się głosem chorążego Diany Horestet, nowego oficera operacyjnego – mamy wiadomość z dowództwa. Priorytet pierwszy - Przełączcie tutaj – uruchomił monitor. Po chwili godło Federacji zastąpiła twarz admirała DeMolley- Sir? - Witaj, Jerry – admirał uśmiechnął się widząc twarz swojego pupilka. Wiedział co spotkało jego grupę, ale wiedział także, że bez jego zdolności całość szlag trafiłby już na początku. To, że zdołali przedrzeć się do centrum formacji wroga i zniszczyć te pancerniki było prawdziwym cudem. I świadczyło o zdolnościach młodego kapitana. Przez chwilę miał zamiar złożyć kondolencje, ale wiedział, że kapitan nie przyjmie tego dobrze, więc się powstrzymał – Mam dla ciebie dwie wiadomości. Złą i jeszcze gorszą. - Jak zwykle. – pokiwał zrezygnowany Jurek – Więc? - Najpierw zła: nie wywiniesz się od współpracy z Klingonami. – roześmiał się widząc minę Styczyńskiego - Bogowie! Admirale, nie da się tego jakoś... ominąć? - Przykro mi Jerry. I teraz czas na gorszą wiadomość. - Już to widzę. Uczta z kanclerzem – skrzywił się na samą myśl - Nie. Za dwa dni przyleci na Hostenet 126 Specjalna Grupa Operacyjna pod komandorem Stefanem Rudeckim. Razem z nimi przyleci USS Navajo. Twój nowy okręt. - Navajo – cicho zapytał Jurek. Spodziewał się, że zabiorą mu Excelsiora. Ale spodziewać się, a usłyszeć rozkaz... - Tak – miękko odpowiedział DeMolley. – Wiem, że wolałbyś pozostać na Excelsiorze, ale on poleci już tylko w swój ostatni lot. - Aye, sir. - No, głowa do góry kapitanie. Navajo to nowiutki okręt klasy Charleston. Moduł bojowy i parę nowinek technicznych takich jak centrum dowodzenia flotą, wielowarstwowe osłony i w ogóle same bajery. No i ładna pani komandor. – Jurek spojrzał na niego z zainteresowaniem. Admirał roześmiał się głośno – Widzę, że jednak nie straciłeś zainteresowania panienkami. Komandor porucznik Aiien Teer. Bardzo dobry oficer. To prawdopodobnie jej ostatni przydział przed samodzielnym dowództwem. - Jakoś wierzyć mi się nie chce, że mi ją podsyłasz... admirale. - Miała... problemy. Jest bardzo dobrym oficerem, ale czasami nie potrafi zatrzymać swoich opinii dla siebie. - Pyskata baba jednym słowem. No pięknie. Coś jeszcze admirale? Miałem ciężki dzień. - Już kończę, Jerry. Razem z grupą przyleci 754 Eskadra Obronna z KSO. Dowodzi nią kapitan J’Rdak. On także przejdzie pod pańskie dowództwo.. To wszystko kapitanie. Przesyłam panu dane okrętów i wytyczne. Powodzenia – admirał zniknął, zastąpiony przez logo Federacji. Jurek miał wielką ochotę po prostu olać to. I tak obie grupy przylecą dopiero za dwa dni. Ale był za ciekawy. Przelał informację na PADDa i wyszedł z biura. Przeszedł przez zniszczony mostek i szybkimi krokami podążył do swojej kwatery. Na szczęście łazienka nie ucierpiała, wziął więc szybki prysznic i usiadł na fotelu z PADDem i kubkiem kakao w ręku. Przyglądnął się swojej nowej grupie. Okręty, jakie mu przydzielono stanowiły ciekawą mieszankę. Oprócz Navajo i w grupie były jeszcze cztery okręty bojowe: Akira, Steamrunner i 2 Defianty. Reszta to dziwaczna zbieranina typowa dla Federacji: 4 Sabry, 2 Norwaye, Nova, 5 Intrepidów, 8 Mirand i przerobiona na lotniskowiec Nebula ze specjalnie dostosowanym modułem transportowym mieszczącym teraz 40 myśliwców Rogue. Klingonie oddali do jego dyspozycji 1 D’Taia, 3 Vor’che, 4 K’T’Ingi, 4 K’Vrot’che i 34 B’Rele. Ogólnie rzecz biorąc dysponował siłą ognia porównywalną z tym, co miał przed tą cholerną bitwa... Zerknął jeszcze na dane J’Rdaka, ale twarz klingona nic mu nie mówiła. Na czytanie jego akt nie miał już siły. Rzucił PADDa na stół i rzucił się na łóżko. Już po paru chwilach w kwaterze kapitana rozległo się chrapanie, które zagłuszyło nawet dźwięk robót naprawczych...
Login:
Hasło: