Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Sojusznicy - część 2
[b]TYTUŁ:[/b] Sojusznicy [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [b]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice -------------------------------[/b] [i]Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. [/i] TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. [b]--------------------------------------------------------------------------------------------------- [/b] [b]Rozdział 2[/b] Kapitan Floty Jerzy Styczyński otworzył kryształową gablotkę kryjącą w sobie dwudziestowieczną książkę. Pewnym ruchem otworzył ją na stronie, na której otwierał zawsze przed bitwą i w zamyśleniu patrzył na tekst. W czasie wojny z Dominium zawsze przed bitwą odczytywał jeden z fragmentów którejś ze swoich książek. Stara załoga przyzwyczaiła się do tego, czerpała z tych tekstów natchnienie do walki. Nowa ... nowa jeszcze do niedawna nigdy nie walczyła. Pomoc Klingonom podczas obrony placówki była ich pierwszą walką. Wówczas nie miał czasu na wygłoszenie przemowy. Teraz ... teraz to co innego. Ich okręt pędził na maksymalnej warpowej do punktu w którym miał przechwycić dwa gorneńskie niszczyciele. Małe, zadziwiająco szybkie okręciki które od dwóch dni szerzyły zniszczenie za klingońskimi liniami. Cholerne maszyny były zbyt szybkie dla klingońskich okrętów, więc korzystając z okazji KSO wysłało ich. Jurek pokiwał głową. Za pięć minut okręt wejdzie w zasięg gorneńskich czujników. I do bitwy. Bitwy, którą powinien łatwo wygrać. Mimo to ... zdecydował się. Niech się nowi uczą. Z książką w ręku usiadł na swoim fotelu i powoli przerzucając strony czekał na informację, że weszli w kontakt z wrogiem. - Gorneńskie okręty w zasięgu. Kapitan na mostek. – Jurek powoli uniósł się i wyszedł na zaciemniony mostek. - Czerwony Alarm. Otworzyć kanał wewnętrzny. – syreny ponuro zawyły ogłaszając to, do czego załoga gotowała się przez ostatnie parę godzin: bitwę. Chwilę później cicho zaśpiewał gwizdek wachtowy. W głośnikach na całym okręcie rozległ się głos kapitana. – Za parę minut okręt znajdzie się w ogniu walki. Wiem, że nie jesteście doświadczeni, nigdy nie walczyliście. Ale wiem też, że jesteście najlepszą załogą Gwiezdnej Floty i wypełnicie swoje zadania. I gdy rozpocznie się walka, gdy nadejdzie strach, pamiętajcie słowa modlitwy ułożonej prawie czterysta lat temu: Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, ale wielkie unicestwienie. Pozwolę mu przejść nade mną i przeze mnie. A kiedy już przeminie, spojrzę na jego ścieżkę. Tam, którędy przeszedł strach nie ma nic. Jestem tylko ja. – zamilkł na chwilę, pozwalając załodze przetrawić te słowa – Załoga. Na stanowiska bojowe. Excelsior gwałtownie wyhamował. Gorneńskie okręty oczekiwały na niego. Zmyliła ich identyfikacja. Okręt klasy Excelsior, nawet zmodernizowany do standardu Lakota nie stanowiłby dla nowoczesnych niszczycieli godnego przeciwnika. Jednak Excelsior-B był najnowszym krążownikiem uderzeniowym Federacji. Jednostką towarzyszącą dla okrętów klasy Sovereign. Gornowie zrozumieli to gdy tylko zobaczyli biały okręt. Jednak było już za późno. Pierwsze torpedy wbijały się w pola jednego z niszczycieli. Olbrzymia siła ukryta za błękitnym ognikiem torpedy kwantowej przeciążyła na chwilę generator pól osłonnych gorneńskiego okrętu. Na ich szczęście Excelsior leciał jeszcze zbyt szybko aby użyć fazerów i niszczyciel zyskał cenne sekundy aby odbudować potencjał pola. - Obejście – rozkazał Jurek – załadować torpedy fotonowe. Strzelać salwą. Sekwencja Alfa 3. Ognia po gotowości Zgrabny krążownik sprawnie zatoczył łuk okrążając niszczyciele niczym wilk swe ofiary. Gdy zwrócił się do nich dziobem spod spodka wystrzeliły torpedy fotonowe. Dwa pociski szerokim łukiem przeleciało przez pole bitwy i eksplodowało gdy zapalniki zbliżeniowe wykryły cele. Atak nie miał niczego uszkodzić, tylko oszołomić czujniki niszczycieli. I udało się to, gdyż niszczyciele nawet nie drgnęły gdy z chmury energii wynurzył się krążownik strzelający pomarańczowymi wiązkami energii. Pola gorneńskich okrętów były zadziwiająco wytrzymałe, gdyż przetrwały ten nalot i pierwszy raz od rozpoczęcia walki niszczyciele odpowiedziały ogniem. Lekkie torpedy plazmowe i potężne fazery uderzyły w pola Excelsiora. Okręt lekko drgnął gdy błękitny bąbel pola rozpraszał energię chcącą go uszkodzić. - Uniki, Delta 4 – nakazał Styczyński – i salwa z rufowych wyrzutni. Sekwencja Gamma. – dwie torpedy wystrzeliły i ruszyły z prędkością połowy prędkości światła w kierunku celu, którym był mocniej uszkodzony niszczyciel. W tym samym czasie Excelsior zgrabnie zanurkował pod niszczyciele jednocześnie obracając się wokół własnej osi tak, aby ustawić się dziobem do celu. Gdy zakończył manewr torpedy fotonowe wbiły się w pola niszczyciela i przeciążyły je. Oficer taktyczny wykorzystał to i odpalił załadowaną już torpedę kwantową. Pocisk uderzył w kadłub i praktycznie przeciął go na dwie połowy. Pierwszy niszczyciel został wyeliminowany. Drugi wszedł w warp usiłując uciec. Jednak Styczyński nie miał zamiaru mu odpuścić. - Maksymalna warpowa. Kurs przechwytujący. Sternik, przygotować się do manewrów warp. Jak wejdziemy w zasięg chcę żeby on wyszedł z warpowej – pierwszy oficer pomyślał i rzucił krótki rozkaz: - Torpedy fotonowe, pełna salwa. Celować generator warp. Ogień po gotowości. Excelsior dopadł niszczyciel po dwóch minutach. Fotonówki uderzały jedna po drugiej w pole chroniące napęd warp. Pole załamało się po czwartej i kolejna wbiła się w pancerz wyrywała sporą jego część. Gorneński niszczyciel gwałtownie wyszedł z warp. Jego fazery niemal natychmiast wystrzeliły jednak Excelsior nie zważał na nie. Powoli podlatywał do rannego okrętu. Gdy zbliżył się na optymalną, podręcznikową odległość sześć fazerów typ dwanaście i torpeda kwantowa wystrzeliły jednocześnie. Fazery wypaliły głębokie dziury destabilizując rdzeń warp i w zasadzie pieczętując los okrętu. Jednak rdzeń nie zdążył eksplodować. Torpeda wleciała w wyrwę w kadłubie i detonowały. Energia przez nie wyzwolona była wystarczająco duża, aby stopić okręt na żużel, jednak detonacja przeciążyła pola utrzymujące antymaterię w zamknięciu. Gdy chmura energii rozwiała się, po niszczycielu pozostało tylko parę atomów. - Znakomicie. Odwołać czerwony alarm. Sternik, kurs na punkt ześrodkowania. Warp 6. T’Pev, będę u siebie. Proszę o raport o stratach jak tylko będzie gotowy. Gdy dziesięć godzin później Excelsior nadleciał do punktu ześrodkowania reszta grupy uderzeniowej już tam była. Wraz z nowymi rozkazami od klingonów. Tym razem ich grupa miała zaatakować gorneńską grupę uderzeniową która sprawiała sporo zamieszania poza linią frontu. Piętnaście niszczycieli i dwadzieścia dwie korwety nie było nadzwyczajnym problemem dla grupy składającej się z jednych z najlepszych okrętów Floty Gwiezdnej, ale zawsze to niezbyt przyjemne walczyć z przeciwnikiem mającym dwukrotną przewagę liczebną. Jurek pokiwał z rezygnację głową. Jego flota już wyruszyła i nie miał specjalnie wyjścia, tylko zaakceptować ten stan rzeczy. Osiemnaście okrętów razem z jego Excelsiorem. Zerknął na stan floty 1 Excelsior B 2 Charlestony 2 Galaxy 5 Excelsiorów Lakota 3 Ambasadory 2 Defianty 3 Novy refit I To była spora siła. Zastanowił się chwilę. Pamiętał doświadczenia wojny z Dominium i wiedział że większość kapitanów ma tendencję do bohaterskich czynów. A wyrywanie się przed linię i szturmy w pojedynkę tylko powiększają straty. To Flota Gwiezdna a nie Klingońskie Siły Obronne. Przygryzł wargę. Musiał podzielić tą flotkę na pary i przykazać kapitanom walczyć w parach – jedne okręt atakuje, drugi osłania. Inaczej potracą więcej okrętów niż powinni ... hmm .... Excelsior-B i Nova, Galaxy z Defiantami, Charlestony z Nova, Ambasadory z Lakotami i dwie Lakoty wspólnie. To niegłupie. Zanotował, aby przekazać to T’Pev i podszedł do replikatora - Gorąca czekolada. Z posmakiem mięty. – gdy pojawił się kubek wziął go i pociągnął mały łyczek gorącego napoju. Westchnął lekko i podszedł do okna. Przez moment podziwiał rozmyte smugi cząsteczek pędzące za szybą, a potem usiadł z powrotem na fotelu. Flota dotrze do punktu docelowego za dwadzieścia dwie godziny. A potem bitwa. Musiał się wyspać, ale najpierw ten cholerny plan bitwy. ... - Czerwony Alarm, załoga na stanowiska bojowe – niecały dzień później spokojny głos komandora T’Pev pobudził załogę do działania. Gornowie byli w zasięgu. Kapitan wstał i uruchomił kanał łączności wewnętrznej. - Za parę chwil wejdziemy w kontakt z wrogiem. Nasza grupa bojowa poradzi sobie ze wszystkim, co może na nasz rzucić przeciwnik, więc powiem wam tylko tyle: Jeżeli posiedzisz nad rzeką wystarczająco długo, zobaczysz jak płynie nią ciało twojego wroga. Mam wrażenie, że my nie będziemy musieli czekać zbyt długo. Powodzenia. Kanały łączności zostały zamknięte i Jurek usiadł w fotelu. - T’Pev, sygnał do floty. Atak torpedami po wyjściu z warp. Koncentrować ogień na niszczycielach. I niech korzystają z systemów taktycznych – jedna para atakuje jeden cel. Można zabierać się za następne dopiero gdy obecny zostanie zniszczony. Przekażcie do Montezumy, niech wchodzą za nami. - Aye ... Flota potwierdziła. - Znakomicie. Taktyczny, załadować torpedy. Schemat ostrzału Alfa. Wyznaczyć cele. Dla floty. - Aye. Gotowe. Cele przekazane. Kontakt za dwadzieścia sekund .... dziesięć .... trzy, dwa, jeden wychodzimy z warp. - Taktyczny, ognia po gotowości. T’Pev, sygnał do floty. Niech się rozdzielą i atakują wyznaczone cele. Salwa torped z Excelsiora trafiła jeden z niszczycieli na moment wyłączając pola. Wykorzystał to Montezuma, towarzyszący Excelsiorowi okręt klasy Nova i odpalił w wyrwę dwie torpedy fotonowe. Mimo iż nie były tak silne jak kwantówki Excelsiora, to jednak w bezpośrednim kontakcie z pancerzem niszczyciela zrobiły swoje. Wirujący jak bąk okręt wroga wyleciał z pola bitwy. Excelsior i eskortująca go Nova przelecieli przez pole bitwy szykując się do następnego ataku. Nad nimi przeleciał olbrzymi kształt okrętu klasy Galaxy. Salwa torped fotonowych uderzyła w niszczyciel gotujący się do zaatakowania Excelsiora i zepchnęła go z kursu. Pola okrętu zamigotały, jednak oficer taktyczny Defianta towarzyszącego Galaxy nie miał takiego refleksu jak jego kolega na Novie i niszczyciel odleciał bezpiecznie poza zasięg federacyjnych fazerów. Gdzieś w oddali eksplodowała gorneńska fregata trafiona salwami fazerów dwóch Lakot. Jurek skrzywił się, ale nie mógł nic poradzić. Kretyni mieli atakować niszczyciele ... jaskrawy błysk sprawił że zakrył oczy. Po chwili obrzucił wzrokiem ekran taktyczny. Torpedy kwantowe jednego z Charelstonów zmieliły kolejny niszczyciel na proszek. Jednak Gornowie zdążyli otrząsnąć się z zaskoczenia i odpowiedzieli ogniem. Pięć niszczycieli skoncentrowało ogień fazerów i torped plazmowych na jednym z Ambasadorów. Pola okrętu, mimo że potężne, nie były w stanie przetrzymać zmasowanego ataku. Dwie torpedy uderzyły w obły kadłub na wysokości maszynowni wyrywając olbrzymią dziurę w poszyciu. Chwilę później eksplodował rdzeń warp potężnego okrętu. Umierając okręt zadał wrogom ostanie straty: eksplozja rdzenia pochłonęła przelatującą tuż obok fregatę. Eskorta Ambasadora pomściła go zasypując torpedami kwantowymi jeden z niszczycieli. Do ataku dołączyły dwa Galaxy z eskortą. Kilkanaście torped oraz wiązek i impulsów fazerowych zalało grupkę niszczycieli. Dwie eksplozję oznaczyły miejsce śmierci wrogich okrętów. Federacyjne okręty przeleciały pomiędzy pozostałymi osłabiając och pola bombardowaniem fazerowymi wiązkami. Excelsior zawrócił, przepuszczając Montezumę przodem. Mały okręt odpalił dwie torpedy w przelatujące w pobliży fregatę rzucając nią w bok, prosto pod fazery Excelsiora. Dwie kolejne salwy fazerów oznaczyły wrogą fregatę czarnymi smugami spalonego poszycia. Krążownik Federacji nie zajmował się dłużej małym okrętem. Przed nim pojawił się jego kolejny cel – niszczyciel. Salwa torped kwantowych i fotnowych osłabiła jego pola, jednak nauczony doświadczeniem Gorn zdołał uniknąć części torped. Nova jeszcze nie przeładował wyrzutni więc przez chwilę między okrętami trwałą wściekła wymiana ognia fazerowego. Jednak pojedynczy niszczyciel nie miał szans w starciu z krążownikiem i eskortą. Najpierw jedna, potem coraz więcej wiązek przechodziło przez osłabione osłony rozrywając poszycie okrętu. W końcu jeden ze strzałów musnął zbiorniki antymaterii i niszczyciel zniknął w eksplozji anihilacji. Federacyjne okręty poleciały dalej. W towarzystwie. Dwa niszczyciele uznały że trzeba pozbyć się tego dokuczliwego okrętu i przypuściły atak. Torpedy plazmowe zatrzymały się na polach krążownika, ale mała, zwiadowcza Nova nie miała tyle szczęścia. Prze okręt przetoczyła się seria eksplozji gdy jedna z torped oderwała jej gondolę warp. Salwy z fazerów gorneńskich odrywały połacie kadłuba, aż w końcu okręt zatoczył się i znieruchomiał. Niszczyciele zignorowały martwą ofiarę i ruszyły za swym głównym celem. Ich pociski uderzały o pola krążownika systematycznie je osłabiając. - Sir – oficer taktyczny zameldował przekrzykując syk plazmy – pola opadły na 56%, na razie stabilne, ale ... – eksplozja konsoli wyrzuciła go w powietrze. Upadł u stóp kapitana z rozpłataną szyją. Jurek skrzywił się i pobiegł do pustej konsoli taktycznej - Sternik, namierzyć najbliższy okręt wroga przed nami. Manewr Picarda po gotowości – sternik przez chwilę myślał że kapitan oszalał, ale eksplozja kolejnej torpedy plazmowej przerwała te myśli. Szybko skierował okręt na nieuszkodzony jeszcze niszczyciel wroga i wcisnął serię przycisków uruchamiając napęd warp. Excelsior skoczył do przodu i niemal natychmiast wyhamował. Przez chwilę niszczyciel bombardował miejsce gdzie jeszcze przed chwilę był jego cel. Excelsior z bezpośredniej odległości wpakował w pobliski niszczyciel wszystkie torpedy jakie miała załadowane i gwałtownie zawrócił. Fazery wystrzeliły i uderzyły w pola niszczyciela, osłabiając je. Do ostrzału dołączyła się samotna Lakota i po chwili gorneński okręt eksplodował. Tuż nad nowo utworzoną parę przeleciał Charleston i jego mała towarzyszka. Ścigające ich trzy niszczyciele popełniły błąd i zignorowały uszkodzonego Excelsiora. Mając moc przekierowaną na przednie osłony nie miały szans obronić się przed salwą z fazerów Lakoty i Excelsiora. Lakota szczęśliwie trafiła swój cel w napęd impulsowy powodując eksplozję reaktorów fuzyjnych która zmiotła rufę okrętu wroga. Excelsior nie miał tyle szczęścia, ale i tak jego salwy zdołały poważnie uszkodzić wroga zanim ten zdołał wzmocnić tylne osłony. W tym czasie Ambasadory i ich eskorta połączyły się w mini floty i zaczęły polowanie chcąc pomścić swą siostrzaną jednostkę. Pojedynczy Ambasador był tylko nieznacznie lepszy od niszczyciela Gorn, ale dwie takie maszyny wspierane przez Lakoty były w stanie zmieść niszczyciel pierwszą salwą. I to właśnie robiły. Zanim Gornowie dostrzegli nowe zagrożenie ta mini flota zdołała zniszczyć niszczyciel i fregatę. Karta szybko się odwróciła. Ścigające dotychczas największe okręty pozostałe niszczyciele skierowały swoje uzbrojenie na nowy cel. Pociski plazmowe i fazery odarły z życia jedną z Novych pozostawiając wypalony, wolno kręcący się dookoła własnej osi wrak. Mini flota rozerwała szyk i uniknęła kolejnego ataku, jednak straciła swe zdolności bojowe. Jurek wiedząc już trzeci okręt ginący od salw wroga zaklął szpetnie. - T’Pev, sygnał do Charlestonów. Niech dołączą do nas. Eskorta niech oskrzydli nas i atakuje fregaty. Musimy zniszczyć te niszczyciele. Pary Galaxy niech zajmą się fregatami, to samo do pozostałych. Posłuszne rozkazom okręty zmieniły szyk i po chwili Charlestony ulokowały się po bokach Excelsiora a dwa okręty eskorty oskrzydliły ich, ostrzeliwując fregaty. Galaxy uderzyły z furią niszcząc w mgnieniu oka słabo chronione fregaty. Defianty znalazły się w swoim żywiole, gdy dowódcy Galaxy zwolnili ich z eskorty. Potężne okręty zaatakowały wyznaczone cele. Fazery pulsowe przebijały pola fregat z dziecinną łatwością, a torpedy kwantowe rozrywały pancerze gorneńskich okrętów. Galaxy nie były tak subtelne. Wielotorowe wyrzutnie pluły torpedami odzierając fregaty z życia. W tym czasie Charlestony przeładowały wyrzutnie i wraz z prowadzącym je krążownikiem wystrzeliły. Dziesięć torped kwantowych uderzyło w pola niszczyciela rozrywając je wraz z chronionym przez nie okrętem. Jedne z uszkodzonych wcześniej niszczycieli sądził że atak na nie od tyłu będzie bezpieczny. Mylił się. Jednak kapitan nie mógł naprawić tego błędu. Umarł gdy uderzyło w niego dwie torpedy kwantowe i sześć fotonowych. Pozostałe niszczyciele panicznie próbowały przestraszyć eskadrę zmasowanym atakiem. Jednak federacyjne okręty nie odpuszczały. Wiązki fazerów krzyżowały się przez moment, gdy okręty walczyły z czasem. Kto pierwszy przeładuje wyrzutnie i zniszczy wroga. Excelsior wystrzelił pierwszy masakrując jeden z niszczycieli. Charlestony miały starsze systemy i nie zdołały wystrzelić pierwsze. Pola jednego były już tak osłabione, że jedna z torped przebiła się, jednak pancerz ablacyjny wytrzymał uderzenie. Potem krążowniki odpowiedziały ogniem i dwa niszczyciele eksplodowały. Gdzieś poza polem bitwy bezwolnie wirował ostatni niszczyciel, z uszkodzonymi przez atak Galaxy systemami, jednak grupa uderzeniowa nie zainteresowała się nim. Jeszcze nie. - T’Pev, sygnał do floty. Wrócić do szyku głównego. Cele dowolne. – okręty zareagowały błyskawicznie ustawiając się w szyku bojowym. Wymiana ognia między potężnymi maszynami federacji a maleńkimi fregatami Gornów trwała jeszcze parę chwil, ale okręty przeciwnika nie miały szans. Jeszcze pięć fregat zostało zniszczonych, zanim resztki floty skoczyły w warp uciekając z pola bitwy. Federacyjne okręty rozluźniły szyk i skierowały się z prędkością warp 3 do bazy. Wygrały bitwę, jednak zapłaciły za to zwycięstwo wielką cenę. Jurek zwolnił miejsce przy stanowisku taktycznym młodemu chorążemu i usiadł na fotelu kapitańskim - Status okrętu. I raport o stratach floty. - Pola na 35%, pancerz nienaruszony. Przecieki plazmy na pokładzie 13-tym. Dwóch zabitych, siedemdziesięciu pięciu rannych w tym dziewiętnastu ciężko. Pola integralności strukturalnej na 10%, na pokładach osiemnastym, dziewiętnastym i dwudziestym uruchomione generatory awaryjne. Wystrzeliliśmy osiemdziesiąt sześć torped kwantowych i sto jeden fotonowych. Dwa banki fazerów przepaliły się, szesnaście kryształów w pasach do wymiany. - Szlag. Nieźli ci Gornowie ... a flota? - Straciliśmy Alabamę i Yamaguchi oraz Yorka i Bolero. W zasadzie wszystkie okręty odniosły uszkodzenia, Leonardo nadaje się do stoczni, ledwo działa mu napęd warp. Cewki wytrzymają do bazy, ale potem będzie trzeba odholować go do stoczni. Pozostałe okręty są w stanie naprawić uszkodzenia we własnym zakresie. Jeżeli nie liczyć Leonarda, flota będzie w pełni sprawna w ciągu pięćdziesięciu godzin od chwili przybycia do bazy. - Dziękuje chorąży. T’Pev, niech okręt obejmie druga wachta. Pierwsza ma wolne do chwili przybycia do bazy. Ty też. Niech odpoczną, bo potem czeka nas użeranie się z naprawami. Daj jeszcze znać dowództwu o wynikach bitwy. I niech przyślą kogoś po Leonarda - Aye sir – potwierdził wolkanin. - Znakomicie. Będę u siebie – Jurek wstał i wyszedł z mostka do swojej kwatery. Osiemdziesiąt godzin później nad planetą Hostenet panował niezwykły, jak na tak małą placówkę, tłok Sto dwadzieścia okrętów Czwartej Floty Federacji Zjednoczonych Planet, czternaście okrętów 56-tej Grupy Uderzeniowej oraz osiemnaście okrętów KSO stanowiło ogromną siłę. Jurek wpatrywał w milczeniu w okręty widniejące za oknami jego kwatery. Sto dwadzieścia okrętów w tym dwa klasy Sovereign, pięć Prometheusów i sześć Galaxy. Nie licząc mniejszych okrętów: Excelsiorów, Defiantów, Ambasadorów i całej gromady okrętów wspomagających. Flota była gotowa do walki. I to właśnie ją oczekiwało. Czujniki Klingonów wykryły liczącą sto pięćdziesiąt sześć okrętów flotę Gornów i Tholian zmierzającą w stronę granicy. Czwarta Flota miała ją przechwycić. Przewaga była teoretycznie o stronie wroga, jednak okręty Federacji tak bardzo wyprzedzały wroga technologicznie, że miały nad nim sporą przewagę. Przy odrobinie szczęścia wyłgają się z tego bez większych strat. Za pół godziny miała rozpocząć się narada, na którą on, jako dowódca grupy uderzeniowej, też został zaproszony. Nie bardzo wiedział po co, jego Grupa teoretycznie nie była częścią Floty i nie podlegała jej dowódcy, ale koniec końców mógł im pomóc w walce. Nie miał żadnych zadań, a zresztą klingońskie dowództwo pewnie i tak by ich wysłało na pomoc. Skrzywił się lekko. Jego okręty ledwo zostały odremontowane po walce z gorneńską grupą uderzeniową, nie mieli pełnych zapasów torped kwantowych – Flota przywiozła tylko najnowsze fotonówki. Na szczęście miał asa w rękawie – trikobaltówki na Chralestonach. No i załogi. Przez ostatnie siedemdziesiąt godzin pracowały jak szaleni, żeby przygotować okręty do następnego starcia. Teraz jego okręty dryfowały z wyłączonymi systemami, a załogi odpoczywały. Pokiwał głową: 56 GU wejdzie do walki prawie do niej nie gotowa. Uniósł kubek z czekoladą do ust. Gorący napój uspokajał, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że to ostatni kubek czekolady na pokładzie tego okrętu. I nie był z tego powodu zbyt szczęśliwy. Sięgnął po plany bitwy przygotowane przez dowodzącego flotą admirała. Nie znał go, nawet ze słyszenia. Akta mówiły, że był niezły w tym, co robił. Ostatecznie miał pod swoją komendą jedną z federacyjnych flot, a to sporo mówiło. Jednak znając życie, dureń będzie chciał mieć na wszystko wpływ. A to nie wróżyło dobrze. Styczyński zerknął na rozstawienie okrętów. Formacja klina z Sovereign na czele, na skrzydłach Galaxy i Prometheusy a w środku drobnica. Jego grupa miała towarzyszyć prawemu skrzydłu. I zająć się lekkimi okrętami. Kretyn. Charlestony i ich trikobaltówki powinny znaleźć się w centrum a flota powinna oczyszczać dla nich drogę do największych okrętów przeciwnika. No, ale tego mu nie powie. Admirałowie kochali swoje plany i zazwyczaj niemile widzieli ich atakowanie. Westchnął i wyszedł z kwatery. Czekały go ciężkie chwile. - Idiota! – wrzask kapitana sprawił że obsługujący transporter chorąży wyprężył się na baczność. T’Pev uniósł brew ze zdziwienia. Taka reakcja to nawet jak na człowieka dość dziwna. – Wiesz co ten kretyn wymyślił. Mamy być odwodem dla jego wspaniałej floty – Jurek wypadł z pomieszczenia transportera i wściekle walnął w tablicę komputerową uruchamiając komunikator – Sternik. Kurs wg danych podanych przez Kirka. Wykonać. – nie czekając nawet na potwierdzenie rozkazu przerwał łączność. Popatrzył na swojego pierwszego oficera i uśmiechnął się lekko. Wolkanina nic nie było w stanie wyprowadzić z równowagi. - Nie widzę nic złego w byciu odwodem. Nie jesteśmy dużym zgrupowaniem, to nielogiczne rozstawiać nas jako jedną z grup szturmowych. - T’Pev. Pomyśl. Podobno Wolkanie są w tym nieźli. Mamy dwa krążowniki uderzeniowe uzbrojone w najcięższe bojowe pociski używane przez Federację. Te okręty powinny znajdować się na czele i zmieść ciężkie okręty wroga. A nie na tyłach walcząc z niedobitkami. Kretyn. Na szczęście nie określił naszej pozycji precyzyjnie. Mamy osiemnaście godzin do kontaktu z wrogiem. Musimy wymyślić sposób na użycie naszej siły w optymalny sposób. Masz do dyspozycji wszystkich potrzebnych ludzi. Znajdź lukę w tych rozkazach. - Tak, kapitanie – potwierdził T’Pev beznamiętnie. Co prawda Wolkanie nie omijali rozkazów, ale on służył już wystarczająco długo z ludźmi, aby wiedzieć, że ci zawsze chcą rozwiązywać problemy po swojemu. Zazwyczaj mieli rację, to musiał przyznać. Co nie zmieniało faktu, że brakowało im dyscypliny. – Chorąży Garrett, porucznik Toth, proszę zgłosić się na holopokład czwarty. Jurek przyglądał się opracowanemu przez T’Peva i jego ludzi planowi. Był niezły, to musiał przyznać. Jako odwód mógł oblecieć pole bitwy i zaatakować od tyłu. Potem nikt nie będzie mógł mu zarzucić, że chciał przebić się do floty. Uśmiechnął się lekko. Jego ludzi nie byli głupi. - Nieźle, T’Pev. Naprawdę nieźle. – uśmiechnął się. – Proszę przekazać sternikowi odpowiednie korekty. I niech na wszystkich okrętach ludzie odpoczną. Nie chcę, żeby ktoś zasnął podczas walki. - Tak, kapitanie – potwierdził pierwszy oficer. - No. To jesteśmy gotowi. Na godzinę przed bitwą postaw okręt w stan czerwonego alarmu. Niech wszyscy będą gotowi do ataku z marszu. - Aye. - To wszystko. Będę u siebie. Osiemnaście godzin później czwarta flota weszła do walki. Tak samo 56 GU, ku swojemu niezadowoleniu szybciej niż to zakładał Styczyński. Cholerni Tholianie skazili promieniowaniem cały region i Federacyjne okręty nagle zostały uwięzione razem z okrętami wroga. Co więcej mała flotka nagle okazała się dużą flotą liczącą trzysta okrętów. Wśród nich były cztery gigantyczne pancerniki Gornów i jakiś dziwaczny, niewiele mniejszy okręt Tholian. Jakim cudem poukrywali te behemoty w cieniach sensorów pozostałych maszyn: zastanawiał się Styczyński. Podobnie jak większość członków załóg Federacyjnych okrętów. Rozpoczęła się bitwa. Tym razem jednak wróg pokazał, że umie myśleć. Salwy torped skoncentrowały się na ciężkich okrętach anihilując niemal natychmiast Titanica, okręt klasy Sovereign i dwa Galaxy. Okręt flagowy, USS James T. Kirk został poważnie uszkodzony, jednak admirał nim dowodzący nie był aż takim idiotą, za jakiego miał go Styczyński. Wyprowadził swój okręt spod ostrzału, niszcząc po drodze dwie fregaty i nakazał całej flocie atak na pancerniki wroga. Jednak to akurat było łatwiej powiedzieć niż zrobić. Potężne pola okrętów chroniły je przed dalekosiężnymi torpedami fotonowymi, a na użycie kwantówek federacyjne okręty były jeszcze za daleko. Jurek zaklął widząc masakrę. W ciągu niecałej minuty 4-ta straciła ponad osiemnaście okrętów, w tym połowę ciężkich krążowników. Pozostał jeden uszkodzony Sovereign i dwa Galaxy. Nie licząc jego okrętów. 56 GU radziła sobie zaskakująco dobrze, ale to było pewnie spowodowane tym, że wylądowali na skrzydle przeciwnika, daleko od ciężkich okrętów i jedynymi godnymi przeciwnikami były lekkie krążowniki. - T’Pev, sygnał do grupy. Koncentracja wokół Charlestonów. Musimy oczyścić im drogę do tych behemotów. Ogień wolny. Niszczyć wszystko co znajdzie się na drodze. - Aye ... grupa potwierdza. Dwanaście okrętów zebrało się wokół dwóch krążowników uderzeniowych, Galaxy chroniły boki a Excelsiory miały oczyszczać dziób. Defianty wyleciały daleko naprzód, aby zmiękczyć cele. Dla Novej i Ambasadora został tył formacji. 56 Grupa Uderzeniowa ruszyła naprzód. Pierwsza salwa torped uczyniła w szeregach wrogiej floty takie samo spustoszenie jak ich salwa w szeregach 4-tej Floty. Krążowniki i niszczyciele eksplodowały trafiane wiązkami torped. Mniejsze fregaty były wymiatane fazerami. 56-ta powoli posuwała się naprzód. Jednak wróg nie był głupi. Pierwsze pociski z ciężkich krążowników uderzały w pola federacyjnych okrętów. Przestawione na automatykę fazery przechwytywały większość plazmowych pocisków, cześć jednak rozlewała się na polach osłonnych, powoli, ale skutecznie je osłabiając. Jurek skrzywił się gdy kolejny pocisk przebił się przez ogień zaporowy i wstrząsnął jego okrętem - Pola na 78% i trzymają – zameldował oficer taktyczny. – wystrzeliliśmy już sześćdziesiąt torped kwantowych. Mamy jeszcze tylko pięćdziesiąt cztery. - Utrzymać ogień. Musimy dotrzeć do tych pancerników. - Może użyjemy fotonówek? - Nie. Będą nam potrzebne bliżej celu. Taktyczny, sygnał dla floty. Ostrzał przedniej półsfery. Sekwencja gamma. Torpedy rozleciały się szerokim łukiem. Niektóre trafiały w cele, inne detonowały gdy zadziałały zapalniki zbliżeniowe. Do ostrzału dołączyły się Lakoty. Ich pojedyncze wyrzutnie nie były tak skuteczne jak wieżyczka Excelsiora-B, ale ich strzały koncentrowały się na poszczególnych okrętach. Z boków formacji Galaxy miażdżyły każdego, kto próbował dostać się w zasięg strzału. Nagle do ataku włączył się ciężki krążownik Tholian. Błękitne wyładowania energii przebiły się przez zaporę fazerów i uderzyły w jedną z Lakot. Potężne pociski przebiły się przez osłabione pola i wbiły w pancerz chroniący okręt. Sekcja spodka federacyjnego okrętu nagle zniknęła w potężnej eksplozji. W powstałą w formacji wyrwę wleciała grupka niszczycieli atakując Charlestony. Potężne wyrzutnie i fazery krążowników odpowiedziały ogniem i przez moment między okrętami przelatywały pociski niosące wystarczająco dużo energii, aby zniszczyć planetę. Galaxy ruszyły na pomoc, podczas gdy Excelsiory skoncentrowały się na okręcie Tholian. Torpedy kwantowe uderzyły osłabiając pole giganta. W odpowiedzi okręt wroga ostrzelał najbardziej uszkodzoną Lakotę. Federacyjny okręt zakręcił się jak bąk gdy salwy z okrętu wroga oderwały mu gondolę warp. Nagle okręt Federacji skoczył do przodu wbijając się w dziób tholiańskiego okrętu. Na moment pozostałe okręty 56 GU przerwały ostrzał, jednak potem wznowiły go wściekle ostrzeliwując uszkodzony krążownik. Tholianie byli na przegranej pozycji i po paru sekundach gigant eksplodował. Przez utworzoną wyrwę przeleciały okręty 56 Grupy Uderzeniowej. Przed nimi zamajaczył ich cel – pancerniki wroga. - T’Pev, sygnał do grupy. Rozchodzimy się, formacja Eta 4. Niech wszyscy przed rozejściem się ostrzelają cel z torped fotonowych. Charlestony niech strzelają po gotowości. Cel główny – pancernik Tholian. - Mam potwierdzenie. Rozejście za cztery, trzy, dwa, jeden, już. – sternik uderzył w konsolę wprowadzając serię skomplikowanych poleceń. Excelsior wyłamał się z formacji a za nim towarzyszące mu Lakoty. Jedna z nich trafiona osiemnastoma torpedami plazmowymi po prostu zniknęła, jednak reszcie udało się otworzyć drogę krążownikom. Kilkanaście torped fotonowych poszybowało w stronę pancernika Tholian. Część zatrzymała się na otaczających behemota okrętach, prawie połowa jednak wbiła się w pola pancernika rozświetlając je pomarańczową łuną. Chwilę później Charlestony otworzyły ogień. Torpedy trikobaltowe iskrząc się białym światłem pomknęły w stronę celu. Normalnie pociski tego typu były zbyt mało manewrowe, aby użyć je w walce przeciwko innym okrętom, jednak tym razem nie miało to znaczenia. Pancernik był równie ruchliwy co stacja kosmiczna i cztery trikobaltowe głowice wbiły się w jego bok. Pierwsza przełamała pola, podczas gdy pozostałe wyrwały w pancerzu tholiańskiego okrętu gigantyczne dziury. Moc eksplozji była tak wielka, że olbrzym przetoczył się na bok. Chwilę później systemy na pokładzie giganta zawiodły i okręt spoczął martwy. Charlestony przeładowywały wyrzutnie a pozostałe okręty usiłowały je ochronić. Jednak nie było to łatwe. Wróg nagle dowiedział się skąd zagraża mu największe niebezpieczeństwo i pozostałe pancerniki zaczęły ostrzał grupki federacyjnych okrętów. Trafienie w małe i zwinne okręty nie było łatwe, jednak potężne Galaxy nie miały tego szczęścia. Czerwone i zielone pociski rozniosły ich pola i zmieniły dumne okręty w wypalone wraki. Jednak w czasie na to potrzebnym Charlestony przeładowały wyrzutnie i torpedy znów pomknęły w stronę pancerników. W dwa najbliższe okręty uderzyły po dwie torpedy. To było zbyt mało, aby je zniszczyć, ale wystarczająco aby przebić pola osłonne i otworzyć drogę dla torped pozostałych okrętów. - Sygnał do grupy. Atakować oba uszkodzone okręty. Koncentrować na nich cały ogień - ... trafienie fazerem wstrząsnęło uszkodzonym już Excelsiorem wystarczająco silnie aby wyrzucić kapitana z fotela. Jednak T’Pev zdołał przekazać rozkaz. Dziesiątki torped fotonowych i kwantowych uderzyło w uszkodzony fragment pancerza wyrywając w nim potężne dziury i otwierając pozostałym pociskom drogę do wnętrza wrogich okrętów. Oba pancerniki eksplodowały. Pozostał jeszcze jeden, który zdołał ustawić się dziobem do formacji. Pociski z głównych wyrzutni pomknęły w stronę Federacyjnych okrętów wyrywając dziurę w formacji przez którą mogły przelecieć nowe fale niszczycieli i krążowników. Dwie Lakoty i ostatni Ambasador zginęły w płomieniach. Jednak Charlestony nadal trwały na pozycjach. Kolejne cztery torpedy trikobaltowe pomknęły do celu. Ich eksplozje anihilowały dziób okrętu wroga. - Wreszcie – jęknął Styczyński. - Rozkaz dla grupy. Formacja alfa. Musimy przedrzeć się do Floty. Inaczej nas rozniosą. - Nie ma już Floty – odpowiedział oficer taktyczny – Te cholerne pancerniki zdążyły zmieść wszystkie ciężkie okręty. Pozostało tylko parę Ambasadorów i jeden Galaxy. Nie licząc uszkodzonego Kirka. W sumie czterdzieści sześć okrętów. - Straty wroga? – zapytał pobladły nagle kapitan. - Sto osiemdziesiąt pięć okrętów. W tym wszystkie pancerniki i ciężkie krążowniki. Ale ... – Jurek spojrzał na niego pytającym wzrokiem – pozostało jeszcze sześćdziesiąt siedem niszczycieli i lekkich krążowników. I czterdzieści osiem fregat. – kapitan wiedział, że nie mają szans. Wróg miał przewagę trzy do jednego i miał więcej ciężkich okrętów niż oni. Westchnął ciężko. - Cóż panie T’Pev. Jak to mówią klingonie, widocznie dzisiaj jest wyjątkowo dobry dzień, żeby umrzeć. Zabierzmy tylko ze sobą jak najwięcej tych bydlaków. Lubię wygodę i chciałbym mieć w zaświatach dużo służby – słysząc słowa swojego dowódcy obsada mostka zaśmiała się nerwowo. T’Pev popatrzył się zdziwiony na kapitana. Ludzie są dziwni. Pomyślał o swojej rodzinie a potem spojrzał na monitor taktyczny. - Sternik, kurs na 4-tą flotę. Pełna impulsowa. - Aye sir. - No no, T’Pev. Nie sądziłem, że jesteś taki bojowy. Sygnał do grupy. Przebijamy się do floty. Utrzymać formację. - Aye. Grupa potwierdza. – pozostałe okręty otoczyły swój okręt flagowy i ruszyły naprzód. Po paru minutach byli na miejscu, witani przez okręty 4-tej floty fajerwerkami ginących okrętów. - Status grupy, panie T’Pev. - Mamy jeszcze siedem okrętów, razem z nami. Dwa Charlestony, dwa Defianty, Nova no i my. - Cholera. – po chwili zaklął jeszcze raz, gdy jedna z Novych rozleciała się trafiona serią z tholiańskiego fazera. – Sygnał do floty. Niech skoncentrują się wokół nas. Taktyczny – mamy jeszcze jakieś kwantówki? - Piętnaście, sir. - Namierz najbliższe krążowniki i ostrzelaj z kwantówek. Potem ostrzał dowolny. Po prostu zniszcz jak najwięcej tych skurwysynów. - Aye sir – potwierdził ponuro młody porucznik. Po chwili serie torped uderzyły w pola otaczających Federacyjne okręty maszyn wroga. Federacyjne pociski niszczyły okręty Gornów i Tholian, jednak robiły to zbyt wolno. Krąg dookoła grupki zaciskał się z każdą eksplozją znaczącą śmierć kolejnego okrętu Federacji ...
Login:
Hasło: