Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Fatalne Pomyłki II - część 2
[b]TYTUŁ:[/b] Fatalne pomyłki [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [i]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice ------------------------------- Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. ---------------------------------------------------------------------------------------------------[/i] [b]Rozdział 2[/b] [i] Widziałem rzeczy, które wam, ludziom, nawet się nie śniły. Okręty sunące ku ramionom Oriona. Oglądałem strumienie elektronów skrzące w wiecznym mroku bramy Tennhausera. Wszystkie te chwile rozpłyną się w wieczności Jak łzy wśród deszczu. [/i] [b]Dwanaście minut od orbity Ver’lann Prime[/b] - Kapitan na mostek! Kapitan na mostek! – głos pierwszego oficera wyrwał Jurka z drzemki. - Zaraz będę. Uśmiechnął się, widząc Aiien skuloną na łóżku. Wiedział, że chciała być na mostku, gdy będą atakować Vorlonów, ale nie miał serca… - Co ty tu robisz? – zaspany głos Aiien wywołał kolejny uśmiech. - Pilnuje twoich snów. - Snów… - spojrzała na Jurka z pytaniem w oczach. Kapitan tylko pokiwał głową. – Zapłacą za to – stwierdziła Aiien z pasją, jak przyprawiłaby Klingona o drżenie łydek. - Z pewnością. Klingonie już przysięgli, że pomszczą Ziemię. Mam nadzieję, że uda się ich powstrzymać. - Powstrzymać? Dlaczego!? - Bo jak skończą z Minbari, to ich język będzie używany tylko w piekle. - I dobrze, nich się spalą we własnym ogniu, przeklęte kościane łby! - Federacja nie prowadzi takich wojen. Zagłada… - Zniszczyli moją rasę! Zniszczyli. I mam nadzieję, że sami posmakują tego losu. – mściwie stwierdziła Aiien wychodząc do łazienki. Po paru minutach wyszła owinięta grubym ręcznikiem. - Jeżeli zrobicie to, staniecie się tacy sami jak oni. Warto będzie? - Warto? – z niedowierzaniem zapytała Aiien – Warto!? Sprzedałabym duszę diabłu, gdybym musiała. Żeby tylko Minbari zapłacili za swoje zbrodnie. Jurek popatrzył na nią smutnym wzrokiem. Zapominał czasami, że w tym pięknym ciele mieszkała dusza istoty, która znała tylko wojny i konflikt. Świat, w którym silniejszy przeżyje. - Ubierz się, musimy iść na mostek. Vorlonowie to sojusznicy Minbari. Będziesz miała rzeź, o jaką ci zdaje się chodzi. – Jurek wstał i wyszedł. Aiien przez chwilę stała nieruchoma, zastanawiając się nad słowami kapitana. W końcu, sięgając po swój nowy, Federacyjny mundur, uśmiechnęła się mściwie - Taaak… czas zapłaty… Flota sprzymierzonych wyszła z transwarp 2 lata świetlne od Ver’lann Prime i leciała w jej stronę z warp 5. Przed flotę wyleciały zamaskowane okręty Klingonów, mające zająć pozycje wewnątrz systemu tak, aby w chwili ataku mogli wyeliminować wszystkie Vorlońskie posterunki i patrole w całym układzie. Oraz przekazać namiary na stacjonarne cele na orbicie Ver’lann. - Sir, mamy sygnał od Klingonów. Są na pozycji. - Znakomicie. Sternik, warp 9. Taktyczny, przejmujesz kontrolę ognia. Strzelaj po gotowości. - Aye Pozycja dowódcy obrony planetarnej była czymś, do czego przeznaczano bardzo młodych Ver’lann. Dlaczego preferowano niedoświadczonych? Cóż. Od piętnastu tysięcy lat nikt nie zaatakował Ver’lann i taka pozycja nie była szczytem marzeń i ambicji Ver’lann. Dlatego gdy, mimo rekalibrowania sensorów, dziwne duchy pokazały się po raz trzeci na sensorach, Kash Vikesh, zamiast zaalarmować patrole, zgłosił usterkę sprzętu. Nie, żeby to coś zmieniło, ale może dałoby Ver’lann szansę na obronę. A tak młody Ver’lann nie wiedział nawet, co go zabiło. Ponad dziewięć tysięcy torped fotonowych i kwantowych wyszło z warp parę kilometrów od celu i ułamek sekundy później uderzyło w największe stacje orbitujące nad Ver’lann. W każdą z 17 stacji uderzyło ponad pięćset pocisków. Niespodziewające się ataku stacje nie miały uruchomionych systemów obronnych i pod naporem energii NDF praktycznie rozpływały się, zżerane żywcem razem ze swoimi załogami. Zanim Ver’lann na planecie i pozostałych, lżejszych stacjach, mieli szansę zareagować, nadeszła druga fala ataku… Zbiorowy krzyk przerażenia i niedowierzania rozchodził się w zbiorowym umyśle Vorlonów. Dowódcy okrętów patrolujących nie wierzyli w informacje, jednak posłuszni nakazom Świetlistego Kardynała przygotowywali się do ataku niewidzialnego wroga. Byli bogami. Byli niepokonani. Ktoś, kto ośmielił się zaatakować ich dom, zapłaci. Byli niepoko… Tuż przed oknami mostka pancernika przestrzeń zafalowała, ujawniając zielony okręt o dziwacznym kształcie i prymitywnej, pełnej rur i nieobrobionych płyt, konstrukcji. Kesh Greash niemal roześmiał się, widząc, iż przyjdzie im walczyć z tak prymitywnym wrogiem. Nawet systemy niewidoczności im nie pomogą, ich sensory dost… Sześć zielonych torped wbiło się w pole chroniące mostek. Pięć zostało zatrzymanych, energia ostatniej przedostała się przez ekran chroniący mostek i upiekła siedzących wewnątrz Vorlonów. Potężny okręt, nagle pozbawiony kierownictwa, zatoczył się i jęknął przeraźliwie usiłując przyzwać swoich panów. Sekundę później jego cierpienia zostały przerwane przez trzy Bird-of-Preye, które ostrzelały jego silniki powodując eksplozję zgromadzonej wewnątrz okrętu antymaterii. Podobny los spotkał wszystkie czterysta dwa okręty patrolowe – od pancerników zacząwszy na myśliwcach skończywszy. Zakończywszy swoje dzieło Klingonie - Dwie sekundy do wyjścia z warp. - Sygnał do floty. Nasz cel to okręty stacjonujące na orbicie. Platformy są dla Klingonów. - Aye – z tymi słowami niebo nad Ver’lann rozjaśniło się tysiącami jasnobłękitnych błysków. Federacyjna Flota wyszła z warp. - Status? - Sto czternaście platform orbitalnych, wszystkie uzbrojone. Osiemset czterdzieści sześć okrętów, większość to pancerniki. Rejestruję siedemdziesiąt cztery stanowiska obronne w głębi atmosfery planety. - Kurs na najbliższy okręt. Taktyczny, torped fotonowe, sekwencja sierra-3. Ognia po gotowości. - Aye… Dwadzieścia cztery torpedy fotonowe poleciały w stronę pancernika, który tymczasem zdążył się obrócić w stronę Scorpiona i aktywować pole osłonne. Dziewiętnaście pocisków zostało zatrzymanych, pięć jednak uderzyło w kadłub anihilując dziób okrętu. Oszalały z bólu pancernik rzucił się do przodu. Scorpion uchylił się w ostatniej chwili, jedna lecący tuż za nim Galaxy nie miał tyle szczęścia. Eksplozja rdzenia warp rozerwała ranny Vorloński pancernik i Galaxy, pochłaniając przy okazji dwa lecące zbyt blisko myśliwce. - Obejście, sygnał do floty, wchodzimy w ich formacje. Ich uzbrojenie nie poradzi sobie z wielokierunkowymi atakami – na ekranie eksplodował Steamrunner trafiony dwiema wiązkami energii z pancerników. Federacyjna flota, posłuszna rozkazowi przyspieszyła i wbiła się w formację Vorlonów. Czerwone i biało-niebieskie torpedy oraz pomarańczowe wiązki fazerów mieszały się z zielonymi wiązkami tnącymi Vorlonów. Po obu stronach co chwilę eksplodował jakiś okręt. W przeciwieństwie do rzezi nad Vulcanem, tutaj Federacyjne okręty nie miały efektu zaskoczenia. Za to miały dwukrotną przewagę liczebną i dorównujące Vorlońskiemu uzbrojenie. Vorlonowie mieli jednak ten sam atut, co federacja nad Vulcanem – systemy obronne. Grube, zielone wiązki wystrzeliły z platform orbitalnych niszcząc z taką samą łatwością lekkie okręty jak ciężkie krążowniki. Eksplozje Federacyjnych okrętów były zabójcze dla myśliwców i będących zbyt blisko niszczycieli. Gdy eksplodował czwarty Galaxy, do walki wreszcie włączyła się Klingońska flota. Trzy Negh’Var zdjęły maskowanie na niskiej orbicie i odpaliły disruptory w największą platformę. Grawitacyjne pola rozpaczliwie próbowały rozprowadzić energię potężnych dział wzdłuż całego kadłuba, chcąc zminimalizować obrażenia. Potężna żywa stacja zadrżała, gdy jej skóra zaczęła być powoli pochłaniana przez fazowe efekty klingońskiego uzbrojenia. Gdy do ataku dołączyły cztery krążowniki klasy Vor’cha los stacji był przesądzony. Vorlońskie pola były bardzo wydajne, miały jednak jedną wadę – musiały skupić energię na kierunku ataku. Atak z paru kierunków osłabiał ich możliwości. Klingonie bezlitośnie to wykorzystali. Torpedy Vor’chy i disruptory Negr’Var w końcu przełamały obronę. Żywy pancerz nie był żadną tarczą przeciw potężnemu uzbrojeniu i gdy okręty odleciały, stacja była podziurawionym jak sito wrakiem. Podobny los spotkał pozostałe ciężkie stacje obronne. Vorloni nie walczyli jeszcze z przeciwnikiem mającym możliwość swobodnego maskowania się. Podobną technologią mieli Cienie, ale oni nie byli nawet w połowie tak skuteczni jak te zielono-czerwone demony. Świetlisty Kardynał w końcu nakazał uruchomienie największych systemów obronnych. Potężne działa rozmieszczono głęboko w atmosferze planety na wypadek ataku Cieni i ich niszczycieli planet. Teraz olbrzymie platformy wystrzeliły. Siedem smug energii grubości dwustu metrów uderzyły w centrum największej klingońskie grupy. Dwa trafione Negh’Var wyparowały, podobnie jak pięć innych okrętów. Wyzwolona energia mknęła dalej w kosmos anihilując wszystko, co spotkały na drodze. Promienie powoli przesuwały się po niebie, niszcząc kolejne okręty. Największe straty ponieśli Klingonie, niemający czasu na ucieczkę. Jednak Flota Federacji także poniosła olbrzymie straty. Świetlisty Kardynał zadowolony obserwował zniszczenie, jakie siała jego najpotężniejsza broń. Gwałtowne manewry tych dzieci cieszyły go, świadczyły o utracie morale… Mylił się straszliwie. Federacyjna flota jak jeden mąż zakręciła w stronę otwartego kosmosu i skoczyła w warp, tylko po to, aby wyjść paręset tysięcy kilometrów alej i otworzyć ogień z maksymalnego zasięgu. Pancerniki, sądzące, iż pozbyli się jednego wroga, zaczęły kierować się w stronę Klingonów, gdy uderzyły w nich wiązki fazerów i torpedy. Pięć potężnych maszyn zniknęło w ułamku sekundy. Zanim pozostałe zdążyły zareagować, ponad sto zostało uszkodzonych, większość ciężko. Tymczasem Klingonie nie mieli ochoty na finezyjne manewry. Te świecące ptah zabiły ich przywódcę. Teraz zapłacą. W pozornym bezładzie flota Klingońska porzuciła swoje cele i rozleciała się po orbicie. Tylko po to, aby parę chwil później skierować wszystkie wyrzutnie w stronę planety i otworzyć ogień. Disruptory i torpedy fotonowe wleciały w atmosferę rozbijając zielono-niebieskie chmury i uderzając w szybujące platformy obronne. Na parę sekund atmosfera sporej części planety zapłonęła upiorny zielonym blaskiem. Znajdujący się w pobliżu centrów obronnych Ver’lann nie wiedzieli, co ich zabiło. Tych paru szczęśliwców, którzy mimo ostrzeżeń o ataku latali na zewnątrz, w ostatniej chwili życia zobaczyli pędzącą na nich ścianę zielonej energii… ** * ** - Satai Sinoval – alyt dowodzący Zha’fi ukłonił się głęboko przed głową najpotężniejszego z klanów kasty wojowników – utraciliśmy kontakt z okrętami strzegącymi tunelu. - Vorlonowie? - Nie odpowiadają. Sinoval zastanowił się. To było niepokojące. Coś sprawiło, że ani jego okręty, ani okręty Vorlonów nie odpowiadały na wezwania. Przyczyna mogła być tylko jedna – zostały zniszczone. Pozostawało pytanie, przez kogo. Bo najoczywistszą odpowiedź: przez ludzi z drugiej strony korytarza, odrzucał. Ludzie nie pokonaliby Minbari. Ani Vorlonów. Musiał wiedzieć, co się stało. Stąd gdzie byli do anomalii nie było daleko. Ludzka kolonia poczeka. Bez okrętów i tak nigdzie nie polecą. - Kurs na anomalię. Chcę tam być jak najszybciej. - Tak, panie – alyt ukłonił się i wyszedłby przekazać rozkazy załodze. Satai się spieszył, więc należało robić wszystko, aby być na miejscu jak najszybciej. *** * *** - Co to było – zapytał Styczyński, gdy atmosfera planety zaczęła świecić. - Klingonie zaatakowali te stanowiska, które przed chwilą nas ostrzelały. Były w głębokich warstwach atmosfery i efekt fazowy rozszedł się na wielkie obszary. Jurek w milczeniu patrzył na monitor. Klingonie, po wyeliminowaniu obrony planetarnej znów zajęli się stacjami obronnymi. Jego okręty atakowały Vorlonów, pozbawionych wsparcia ciężkich okrętów. Bitwa powoli zmierzała ku końcowi. Jedyne, co się zmieniło, to to, że Klingonie nie uważali już tak, by nie ostrzelać planety. Dlatego od czasu do czasu disruptor albo eksplozja torpedy rozświetlały atmosferę Ver’lann Prime. - Niech flota się rozproszy według sekwencji Omega-6. Komandorze, niech komputer poprzydziela cele do poszczególnych zgrupowań. Jedno zgrupowanie na jeden okręt. Wolne mają zaatakować stacje orbitalne. Chcę zakończyć to jak najszybciej. – Spojrzał na ekran taktyczny, gdzie widać było kolejną torpedę nurkującą przez warstwy atmosfery w stronę wielkiego miasta. – Zanim Klingonie wybiją wszystkich. - Aye sir. Flota Federacji szybko się porozdzielała na mniejsze grupki i okręty zaczęły atakować przydzielone sobie cele. Vorlonowie korzystali z tego niszcząc mniejsze i słabsze okręty Federacji z przerażającą skutecznością, jednak okręty Federacji odwdzięczały się tym samym. Torpedy fotonowe i kwantowe rozrywały delikatny biologiczny pancerz z o wiele większa łatwością, niż ciężkie kompozytowe pancerze okrętów Dominium czy Borg. Pięć minut później walka była zakończona i okręty weszły w transwarp kierując się do tunelu prowadzącego do ich świata. [b]Jedenaście godzin później[/b] Zha’fi, okręt flagowy kasty wojowników wyszedł z nadprzestrzeni w miejscu, gdzie znajdował się wylot anomalii. Sinoval w milczeniu patrzył na holograficzny obraz zniszczenia. Przepołowiony pancernik Vorloński i podziurawiony wrak Sharlina mówiły wszystko. Sojusznicy ludzi z tamtej strony korytarza postanowili tu przelecieć. Nie mieściło mu się w głowie, że ktoś mógł zniszczyć Sharlina. Nawet nie próbował zrozumieć faktu, że ktoś zniszczył pancernik Vorlonów. Instynkt wojownika podpowiadał mu, że każdy okręt może zostać zniszczony. Historia Drala’fi znakomicie to pokazywała. Ale pancernik… nagłe pojawienie się punktu skokowego zwróciło uwagę wojownika. Przez chwilę sądził, że to ten nieznany wróg, i że będzie mógł pomścić śmierć Minbari ze stacjonujących tu okrętów. Ale gdy pojawił się biały okręt o obłych, niemal owadzich kształtach, wiedział, kto to jest… Deleen. Podejrzenia wojownika potwierdziły się, gdy na hologramie pojawiła się twarz młodej Minbarki. Deleen była jedną z najmłodszych przywódczyń kasty religijnej. I jednocześnie najpotężniejsza. I najbardziej okrutną. Ukłonił się jej ironicznie. - Satai Deleen – kasta religijna, w przeciwieństwie do wojowników, nie miała jednego przywódcy. I od czasów Valerii nikt w kaście religijnej nie nosił tytułu Satai. - Satai Sinoval. Co tu robisz? – Deleen nie miała czasu na grzeczności. Od zniszczenia Ziemi kruchy sojusz obu kast rozlatywał się i tak ona jak i Sinoval mieli sporo zajęcia przygotowując się do walki, jaka z pewnością rozgorzeje miedzy klanami już niedługo. - To samo, co ty – wojownik był zadowolony, że nie musi się bawić w uprzejmości. Nasze okręty, tak jak Vorlonowie nie odpowiadały, więc przyleciałem zobaczyć, co się stało. - Gdyby nie ten Sharlin, pomyślałabym, że to… - głos uwiązł w gardle Minbarki, gdy dookoła ich okrętów przestrzeń rozbłysła błękitnym ogniem i pojawiły się dziwaczne okręty, tak łudząco podobne do tych, o jakich wspominały raporty. Obok nich jednak wisiały inne, wyglądające niesamowicie prymitywnie, ale jednocześnie emanujące siłą. - Tu kapitan Jerzy Styczyński do okrętów Minbari. Poddajcie się, albo zostaniecie zniszczeni. - Nigdy! – jednocześnie odpowiedzieli Mincarscy przywódcy. I nakazali otwarcie ognia. Normalnie działa neutronowe nie miałyby większego efektu, ale jeden z klingońskich B’Reli był poważnie uszkodzony przez Vorloński niszczyciel i seria pocisków trafiła w osłabione pola rozrywając dziób okrętu na strzępy. Chwilę później oba Mincarskie okręty zniknęły w nawale zielonego ognia. Jurek spojrzał na oficera taktycznego - Mamy dowódców i piętnaście innych Minbari. Są porozmieszczani w celach. - Znakomicie. Kurs na tunel, potem do domu. [b]Po drugiej stronie tunelu, orbita Ziemi[/b] Oficer wywiadu Federacji stał przed lewitującą, świecącą ośmiornicą zamkniętą w klatce pól ochronnych. - Jak się nazywasz? – zapytał po raz kolejny. Istota nie reagowała. - Jak się nazywasz? - … Oficer zastanowił się. Może prostsze pytanie dotrze do tego Ver’lann - Kim jesteś? – w masie błyszczącego silikonu rozbłysła para zielonych oczu - Kosh. My wszyscy jesteśmy Kosh…
Login:
Hasło: