Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Fatalne Pomyłki - część 10
[b]TYTUŁ:[/b] Fatalne pomyłki [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [i]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice ------------------------------- Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. ---------------------------------------------------------------------------------------------------[/i] [b]Rozdział 10[/b] [i] Widziałem rzeczy, które wam, ludziom, nawet się nie śniły. Okręty sunące ku ramionom Oriona. Oglądałem strumienie elektronów skrzące w wiecznym mroku bramy Tennhausera. Wszystkie te chwile rozpłyną się w wieczności Jak łzy wśród deszczu. [/i] Zbiorowy umysł Vorlonów nie pamiętał, jaki był prawdziwy powód wysłania ekspedycji na drugą stronę korytarza przestrzennego. Wiedzieli jednak, że po drugiej stronie są ludzie dysponujący zatrważającą technologią. Technologią tak podobną do technologii rasy, która wywołali w swej dumie z otchłani nadprzestrzeni piętnaście tysięcy ludzkich lat temu. Wiedzieli też, że stracili po tamtej stronie trzy okręty. I dwóch swoich braci. To było niedopuszczalne i Vorlonowie zgadzali się, że ta nędzna ludzka kolonia, która zdołała uciec przed ogniem ich dzieci, musi zostać ukarana... *** * *** - Ambasadorze Sinclair – spokojny głos Sareka dominował nad szumem rady Federacji – Nasze prawo zabrania wymiany technologii z rasą, która sama nie jest zdolna do wytworzenia takiej technologii. To podstawowa dyrektywa Federacji. - Rozumiem, panie Sarek! – Sinclair odpowiedział wyraźnie zmęczonym głosem – ale bez waszej technologii, albo militarnej pomocy, zostaniemy unicestwieni. Minbari nie walczą z nami, żeby nas podbić. Oni chcą wyeliminować ludzką rasę! - Ambasadorze. Rozumiemy to – delegat z Andorii pokiwał głową – ale pan musi nas zrozumieć. Oddanie wam naszej technologii, a nawet pomoc militarna zmieni wasz świat. To niedopuszczalne. Nie dla Federacji – zastanowił się – ale możemy spróbować rozpocząć mediację między wami a Minbari. Skoro uważają się za najpotężniejsza rasę w okolicy, być może posłuchają kogoś, kto jest silniejszy... *** * *** Załoga EAS Youth America zebrała się w jadalni jednego z doków Utopi Planiti. Towarzyszył im kapitan Scorpiona. Który zresztą zwołał to zebranie. - Cóż moi mili. Nie tak dawno kapitan Teer obiecała wam, że postara się wydębić od Federacji jakiś okręt, którym moglibyście pokręcić się po okolicy. – Wszyscy spojrzeli na kapitana z uwagą i nadzieją – Udało mi się, choć z wielkim trudem, przekonać admirała Griffina żeby przekazał wam jeden ze starszych okrętów. – widząc ich zawiedzione miny uśmiechnął się – Starszy nie oznacza gorszy. Nawet stare okręty Federacji zdolne do lotów międzygwiezdnych są lepsze od waszych okrętów. Ba, najstarszy okręt, pochodzący z czasów przed utworzeniem Federacji jest potężniejszy niż minbarski krążownik. A my chcemy wam dać coś całkiem nowoczesnego. Jak na wasze standardy rzecz jasna. To znaczy patrolowiec klasy Miranda Mark II. Powinien wam się spodobać. Tym bardziej, że ma spore hangary i będziecie mogli załadować swoje nowe myśliwce: Hawki. Ponieważ Starfurie były jednoosobowe, taki model Hawków otrzymacie. Teraz... – głos admirała Griffina przerwał przemowę - Kapitanie Styczyński, proszę zameldować się u mnie. Natychmiast! - Aye, sir. Przepraszam, ale muszę kończyć. Poruczniku – skinął na towarzyszącego mu oficera – niech pan dokończy. - Sir! – młodzieniec wyprostował się na baczność. Jurek zignorował go i pognał do biura admirała. Griffin nigdy by mu nie przerwał, gdyby nie chodziło o coś ważnego. Tylko, o co u diabła. Znów Borg? Wpadł do biura admirała, skinął głową sekretarce i wszedł do gabinetu bez pytania o zgodę - Admirale, co się dzieje? - Jesteś, to dobrze. Z tego, co wiem, nie znacie się jeszcze – siedzący tyłem do drzwi oficer wstał – Kapitan JeanLuc Picard, kapitan Jerzy Styczyński. - Witam kapitanie. Ale nie powiem, że pana widok mnie cieszy – Jurek skinął żywej legendzie Floty Gwiezdnej głową – Pana obecność zazwyczaj oznacza Borg za zakrętem. - Tym razem nie, Jerry – admirał wskazał mu fotel – Jednak to niewiele lepiej. Pięć godzin temu utrąciliśmy kontakt z kolonią New Hope – admirał włączył ekran konferencyjny – to ostatni obraz zarejestrowany przez czujniki stacji New Hope. Na monitorze przez chwilę widać było gwiazdy i wiszące na orbicie dwa okręty Sojuszu Ziemskiego. Potem pojawił się znajomy wir. Jednak okręty, jakie przez niego przeleciały w niczym nie przypominały okrętów Minbari. Były to olbrzymie, podobne do morskich potworów okręty o zielonym pancerzu. Wśród nich można było zobaczyć mniejsze okręty, podobne do tych, z jakimi już wcześniej się spotkał. Gdy armada opuściła nadprzestrzeń tuż za nią pokazał się jeszcze jedne punkt skokowy. Olbrzymi. Okręt, który z niego wyleciał był największym, jaki Federacja napotkała na swej drodze, może za wyjątkiem Sfery Dysona. Chwilę później ‘macki’ okrętów połączyły się wiązkami energii i wystrzeliły. Broń bio-okrętów nie była tak potężna, jak najnowsze torpedy federacji, ale znacznie potężniejsza od najcięższych nawet fazerów. Wiązki energii uderzały w pola platform obronnych anihilując je. Oficerowie patrzyli na obrazy zagłady w milczeniu. W końcu okręty skupiły swoją uwagę na bazie gwiezdnej i obraz zniknął. Admirał wyłączył monitor i spojrzał na kapitanów. - Gdy trzy godziny później Ziost dotarł na miejsce, planety już nie było. - Jak to nie było? – zapytał Picard. - Została całkowicie zniszczona. Tam gdzie była kolonia New Hope, jest tylko pole asteroidów. – Picard i Styczyński spojrzeli na siebie. Co więcej, sondy, jakie ostatnio rozmieszczaliśmy w nadprzestrzeni wskazują, iż atak na New Hope przeprowadziła tylko mała część floty przeciwnika. - Jak mała? - 873 okręty. - 873 – Styczyński pomyślała. Mała to zazwyczaj 1-2% całości. To całość musi liczyć... - 11 439 okręty w tym trzy największe – głośno dokończył jego myśl admirał - Przypuszczalnie to one odpowiedzialne są za zniszczenie planety. - Jedenaście tysięcy okrętów. To więcej niż liczyła armada Dominium. - Zgadza się. Tyle, że w tym przypadku mamy nad przeciwnikiem przewagę technologiczną. Ale nie to jest najważniejsze. Wróg kieruje się w stronę Vulcana, korzystając ze ścieżki naprowadzającej stworzonej dla okrętu kapitan Teer. Wyłączyliśmy nadajnik nad Vulcanem, ale to nie pomogło. Ich okręty najwyraźniej zdolne są do nawigacji w nadprzestrzeni. Skoro wiedzą gdzie lecieć... - Kiedy dotrą nad Vulcan? - Za trzynaście godzin. - I?.. - Kapitan Picard i jego Enterprise będą przewodzić obroną. - A ja? - Pan nie dotarłby na czas. Tylko Enterprise ma nowy napęd. – Jurek skinął głową – dla pana mam inne zadanie. Przesłuchania jeńca przyniosły ciekawe rezultaty, gdy zabrali się do tego Vulcanie. Ta rasa nazywa się Ver’llan, czy jak mówią Minbari Vorlonowie. I są sojusznikami Minbari. To bardzo stara rasa, odpowiednik naszych Organian, ale ich ewolucja zatrzymała się w pewnym punkcie. Jak zresztą większości ras tamtego świata. Nie osiągnęli i nie osiągną potęgi Organian. Ver’llan uznają się za ‘opiekunów’ albo ‘pasterzy’ młodszych ras i postanowili najwyraźniej ukarać nas za zniszczenie ich okrętu i uwięzienie jednego z nich. Mamy szczery zamiar pokazać im, że zadzieranie z Federacją nie jest dobrym pomysłem. Szczególnie, jeżeli jest się tak do tyłu z technologią – admirał uśmiechnął się. Jurek i Picard także. Jeżeli Ver’llan uważali się za kogoś w rodzaju bogów, to najwyższy czas utrzeć im nosa. - Czyli co, admirale? Mam się zabawić w Klingonów? – admirał skinął głową. Wszyscy wiedzieli, że Klingonie wyrżnęli swoich bogów. Oni, co prawda nie mają zamiaru ich anihilować, ale dać prztyczka w nos. - Zgadza się, kapitanie. Weźmie pan 6 flotę oraz 15 klingońską grupę uderzeniową i poleci na terytorium Ver’llan. A konkretnie na ich ojczystą planetę. Pańskie zadanie jest proste – zniszczyć wszystkie bazy gwiezdne oraz instalacje militarne zarówno w przestrzeni kosmicznej, jak i na powierzchni planety. - Aye, sir! - To wszystko panowie. Powodzenia – Picard i Styczyński wstali i wymaszerowali z biura. - No cóż kapitanie – Picard wyciągnął rękę – powodzenia. - Panu również kapitanie. Jak wrócimy to wymienimy się wrażeniami z rozgniatania pluskiew. – Picard skinął głową. Nie był tak krwiożerczy jak młody kapitan Scorpiona, ale na wieść o zniszczeniu kolonii tylko dlatego, że jakaś rasa uważała się za bogów uznał, że pokojowe poglądy trzeba odwiesić na jakiś czas. Ver’llan byli gorsi od Borg. I jak Borg, trzeba ich wytępić! Skinęli sobie jeszcze raz głowami i każdy z nich poszedł we własną stronę. Picard na Enterprise, Styczyński na stołówkę. Musiał powiedzieć Aiien, Sheridanowi i reszcie, co się stało. Sinclaira poinformuje ambasador Sarek. Gdy wszedł do stołówki zapadła cisza. Wszyscy widzieli wyraz jego twarzy, i wiedzieli, że stało się coś złego. Nie przypuszczali tylko jak złego. Jurek podszedł do zaimprowizowanej mównicy. Wiedział, że na przekazanie takich wieści nie ma dobrego sposoby, postanowił więc nie bawić się we wstępy. - Pięć godzin temu utraciliśmy łączność z kolonią New Hope. – wszyscy zamarli – Przekazy ze stacji sugerowały, iż planeta została zaatakowana i zniszczona, razem ze wszystkimi okrętami, platformami obronnymi i stają strzegącymi planety. USS Ziost, który przybył na miejsce trzy godziny po ataku, potwierdził to. Planeta została całkowicie zniszczona. Wszyscy zginęli - Przeklęci Minbari – zaklął Sheridan - To nie Minbari – Styczyński spojrzał na niego – To Ver’lann. Wam znani jako Vorlonowie. – ktoś na sali zaklął wrednie - No to mamy przesrane – spokojnie stwierdził kapitan Sheridan. – wy zresztą też. - Nie byłbym takim pesymistą. New Hope była przystosowana do odparcia ataku Minbari, nie Vorlonów, którzy są znacznie potężniejsi. Ich flota, licząca jedenaście tysięcy okrętów, w tym trzy przeznaczone do niszczenia planet, kieruje się na Vulcana. - Jak przebiega ewakuacja planety? – zapytała Aiien - Po co ją ewakuować? Przestrzeń wokół Vulcana została dobrze zabezpieczona. Nawet bardzo dobrze. Ostatecznie mieszczą się tam jedne z największych stoczni Federacji. Ver’llan będą mieli niemiła pobudkę. A nawet dwie. Kapitan Picard, z pokładu okrętu flagowego Federacji będzie dowodził flotą broniącą Vulcana. Liczy ona około trzech tysięcy okrętów. Natomiast ja mam wlecieć w przestrzeń Ver’llan i zaatakować ich ojczystą planetę. Tu mam proźbe. Pani kapitan, chciałbym, żeby przydzieliła pani swoich najlepszych oficerów do mojej floty jako oficerów łącznikowych. Przydadzą nam się wasze informacje o otaczającym was świecie. - Oczywiście. Mniemam, że ja też polecę. - Jasne, Aiien. Ze mną. Kapitanie Sheridan, może pan także lecieć. – Sheridan skinął głową. - Znakomicie. Odlot o 23.00 czasu miejscowego. Proszę być gotowym do drogi. *** * *** Mrok kosmosu w układzie Eridani rozświetliło światło pięciu punktów skokowych. Vorloński pancernik i cztery czarne krążowniki Minbari wyleciały z nadprzestrzeni, jakby je coś goniło. Gdy zamknęło się za nimi przejście, nad Vorlońskim pancernikiem zafalowała przestrzeń, odkrywając pudełkowaty kształt klingońskiego pancernika. Potężne disruptory wypluły serię zielonych pocisków. Trafiły wszystkie praktycznie przekrajając pancernik Ver’llan na pół. Chwilę później za okrętami Minbari pojawiła się kurtyna energii, zza której wyleciał okręt klasy Galaxy. Wiązki fazerów wypaliły olbrzymie dziury w jednym z minbarskich okrętów, w drugi uderzyło dziesięć torped fotonowych anihilując go. Negh’Var tymczasem unicestwił pozostałe okręty Minbari. Galaxy wystrzelił jeszcze po jedną salwę torped – dwie we wrak okrętu Minbari i osiem w resztki pancernika Ver’llan. Później oba okręty zaczęły skanować przestrzeń. Gdy upewniły się, że nikogo nie ma, nadały sygnał.
Login:
Hasło: