Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Fatalne Pomyłki - część 07
[b]TYTUŁ:[/b] Fatalne pomyłki [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [i]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice ------------------------------- Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. ---------------------------------------------------------------------------------------------------[/i] [b]Rozdział 7[/b] [i] - Moi ludzi potrafią dbać o siebie. Daliśmy sobie radę z Dilgari. Damy i z Minbari. - Ach, arogancja i głupota w jednym opakowaniu. Jesteście bardzo efektywni... [/i] Pomarańczowe wiązki energii musnęły pola bio-okręt. Na moment rozmyły się pod wpływem działania pola rozpraszającego, jednak potężne fazery Sovereigna nie łatwo było zatrzymać. Na kadłubie bio-okrętu pojawiły się czarne plamy zdezintegrowanej tkanki. Po chwili jeszcze dwie wiązki trafiły w okręt odcinając jedną z macek uzbrojenia i odsłaniając żywą tkankę ukrytą pod pancerzem. Obcy okręt zamarł. Leciał jeszcze siłą inercji, dopóki nie chwyciła go błękitna wiązka promieni trakcyjnych. - Mamy go sir! - Znakomicie. Powiadomcie flotę o incydencie. Żółty alarm aż do wlotu na orbitę. Będę u siebie. Przełączcie tam Sheridana. - Aye sir... *** * *** W sali konferencyjnej niebieskie logo Federacji zostało zastąpione twarzą młodego człowieka w mundurze identycznym z tym, jaki nosiła Aiien. Przez chwilę oficerowie patrzyli się na siebie. Sheridan nie wiedział, co myśleć o tym, co widział. Wywołał okręt Vorloński. A na monitorze widział człowieka ubranego w jakiś dziwaczny mundur. Jednak jego misja była jasna. Miał nawiązać pokojowe stosunki z... No z Vorlonami, a przynajmniej tak sądził. W każdym bądź razie z istotami po drugiej stronie anomalii. I miał zamiar wywiązać się z zadania. Ukłonił się lekko - Jestem komandor John Sheridan, dowódca EAS Nova II. Dziękuje za pomoc. To było – zawahał się – fantastyczne! - Cieszę się, komandorze, że mogliśmy pomóc. Kapitan Jerzy Styczyński, do usług. Wiecie może, kogo mamy na holu? - Nie, kapitanie. Te dwa okręty były w towarzystwie minbarskich maszyn strzegących anomalii. Sądziliśmy, że to jakiś nowy typ okrętu minbarskiego. - Nie sądzę. Wykrywamy wewnątrz okrętu formę życia opartą na silikonie, nie przypomina Minbari nawet pobieżnie. No nic. Jak odstawimy was na kolonię, zobaczymy, co jest w środku. A, komandorze. Jesteście naszymi gośćmi. Jednak wasza kultura jest – Jurek przez parę chwil szukał odpowiedniego słowa – zbyt agresywna, jak na nasze gusta. Dlatego do czasu podjęcia przeze mnie, decyzji, wasza swoboda ograniczona będzie do tego systemu gwiezdnego. - Rozumiem, kapitanie. - To dobrze. Jeszcze coś. - Tak, sir? - Federacja zgodziła się odstąpić go waszym kolonistom pod warunkiem, że zgodzą się przyjąć obywatelstwo Federacji i zaakceptować status terytorium autonomicznego. Zgodzili się. W związku z tym koloniści nie podlegają waszej jurysdykcji. Pana ludzie będą gośćmi nie tylko w Federacji, ale także na ich planecie. Proszę to uszanować. - Sir, z całym szacunkiem, to obywatele Sojuszu i nie mogą... - Komandorze – Jurek przerwał Sheridanowi zimnym głosem – Oni sami zadecydowali o opuszczeniu Sojuszu i przystąpieniu do Federacji. - To nie zmienia faktu, że są członkami Sojuszu Ziemskiego i podlegają jego prawom! - Już nie, komandorze. To – Sheridan próbował mu przerwać, ale Styczyński podniósł dłoń ucinając protesty – Tak długo, jak długo przebywają na terytorium Federacji podlegają prawom Federacji. A naczelnym prawem każdego członka Federacji jest prawo do samostanowienia się. Koniec dyskusji. - Oczywiście – w dyskusji pojawił się nowy głos. Po chwili na ekranie pokazała się sylwetka młodego, dobrze ubranego człowieka z małym symbolem Sojuszu wpiętym w klapę. – Podobna zasada przyświeca Sojuszowi Ziemskiemu. I Sojusz zaakceptuje wybór swoich obywateli. Mam nadzieję, że jeżeli ktoś z nich zechce powrócić do Sojuszu, Federacja zrobi to samo. - Oczywiście. Mogę wiedzieć, z kim mam przyjemność? - Och, przepraszam. Zapomniałem się. Jeffrey Sinclair. Prezydent Sojuszu wysłała mnie, abym reprezentował naszą nację przed Vorlonami. Ale najwyraźniej zaszło nieporozumienie – uśmiechnął się lekko – wybaczy pan niedyskretne pytanie, ale... czy pan jest człowiekiem? - Tak. Ale to długa historia panie Sinclair. – zabrzmiał sygnał wywoławczy – Przepraszam na moment – Jurek uruchomił wewnętrzny system komunikacyjny – Co jest? - Youth America zbliża się do punktu skoku. - Znakomicie. Kapitan, koniec. - Usiadł przy biurku. - Czy dobrze słyszałem, czy EAS Youth America będzie tu niedługo, kapitanie? – zapytał, nadal wyraźnie wściekły Sheridan. - Owszem. Kapitan Teer powinna przejść do rzeczywistej przestrzeni lada moment. - Czy on i jej załoga także przeszli na waszą stronę? - Naszą stronę? – Jurek był wyraźnie zdziwiony. Aiien opowiadała mu o Sojuszu, ale aż takiej ksenofobii, mimo tego, co widział w jej wykonaniu, nie spodziewał się. – Jeżeli ma pan na myśli zdecydowanie czy nie chce zostać obywatelką Sojuszu, to nie. – ulga na twarzy Sheridana była wyraźna – Ale tylko dlatego, iż nie wiedziała o głosowaniu. Odbyło się, gdy jej okręt był w nadprzestrzeni. - I nikt jej nie poinformował? – tym razem zdziwiony był Sinclair - Nie bardzo było jak, proszę pana. Nawet jej przelot tutaj był raczej problematyczny. Widzi pan, my nie korzystamy z nadprzestrzeni. Jest zbyt – zawahał się, ale postanowił wbić temu aroganckiemu komandorowi szpilę do końca – prymitywna, jak na nasze potrzeby. Szok na twarzach oby mężczyzn był wyraźnie widoczny. Spodziewali się wielu rzeczy, ale prymitywna nadprzestrzeń. Wszyscy z niej korzystali. Wszyscy! - Youth America powinna lada moment wyjść z nadprzestrzeni na orbicie kolonii. Proponuję, abyśmy się tam udali. Stacja na jej orbicie na nam możliwość zbadania bio-okrętu, a wy będziecie mogli porozmawiać z kolonistami. Lećcie pierwsi, dostosujemy prędkość do waszych możliwości. Styczyński, koniec. Gdy na monitorze pojawiło się logo Federacji Jurek odetchnął z ulgą. „Ksenofobiczne maniaki” zaklął w duszy. „Ciekawe jak zareagują na informacje o tym, czym jest Federacja. I na mojego pierwszego oficera” uśmiechnął się. Widok Klingona na pewno przysporzy im trochę strachu. A jego status pierwszego oficera na ‘ludzkim’ okręcie będzie więcej niż szokiem. Bo informacji, ze jest pół-klingonem pół-człowiekiem postanowił im na razie oszczędzić. Punkt skoku uformował się bez problemu i Youth America wyszła z nadprzestrzeni na orbicie New Hope. Scorpiona tu nie było, ale to akurat nie było problemem. Jeżeli delegacja z Sojuszu przyleciała wcześniej, pewnie polecieli ją eskortować. - Kanał do kolonii. – nakazała Aiien. - Otwarty. - Tu EAS Youth America do kolonii New Hope. Jesteśmy na orbicie. - Kolonia New Hope do Youth America. Proszę pozostać na otwartym kanale. Gubernator chce z panią mówić. - Gubernator? – zdziwiła się Aiien – Dobrze, czekam. Parę minut później na monitorze pokazała się twarz dość korpulentnego mężczyzny - Jestem gubernator David Foulter. Mam dla pani ciekawe nowiny... Piętnaście minut później Aiien siedziała w swojej kajucie i zastanawiała się, co ma powiedzieć swoim ludziom. Gubernator miał rację, byli na terytorium Federacji i podlegali prawom Federacji. Nie dziwiła się wyborowi kolonistów. Zamienili piekło i pewną śmierć z ręki Minbari na spokojną przystań w Federacji. Niemal raj. Co więcej, jej ludzie mieli prawo do takiego samego wyboru. Nawet, jeżeli ona się nie zgadzała, podlegali zasadom państwa, które tak wielkodusznie ich przyjęło. Zresztą sama nie wiedziała, co zrobić. Była oficerem. To zobowiązywało. Ale z drugiej strony... – wcisnęła przycisk wewnętrznego nagłośnienia. - Mówi kapitan. Pięć dni temu w koloni New Hope odbyło się głosowanie. Głosowanie miało na celu zadecydowanie, czy koloniści chcą pozostać członkami Sojuszu Ziemskiego, czy chcą przyjąć członkostwo Federacji Zjednoczonych Planet. Zgodnie z prawem Federacji, każda istota ma prawo do samostanowienia się. I my, jako goście Federacji jesteśmy zobowiązani do przestrzegania tego prawa. Koloniści zadecydowali, że chcą należeć do Federacji Zjednoczonych Planet. Głosowanie odbyło się pod kontrolą, Vulcańską, aby uniknąć fałszerstw. Nie było głosów przeciw – odetchnęła głęboko – to samo prawo przysługuje każdej osobie na pokładzie tego okrętu. Vulcanie zgodzili się przybyć na pokład, aby nadzorować przebieg głosowania. Odbędzie się ono jutro, o ósmej rano czasu pokładowego w głównej mesie. Proszę wszystkich o przybycie. To wszystko. Koniec. – wyłączyła system nagłaśniający i obróciła fotel w stronę bulaju. Martwym wzrokiem patrzyła na gwiazdy. „Gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję? *** * *** - Powinniśmy jednego z nich sprowadzić na pokład. Jeżeli mamy rozpocząć ostateczny atak na ich planetę, musimy wiedzieć, jaką mają obronę. - Dobrze, Deleen. Wybieraj. Ale wybieraj szybko. Kończą nam się kandydaci. - TEN! *** * *** - Panie Sinclair, kapitanie Sheridan. – kapitan Styczyński podał rękę wychodzącemu z promu człowiekowi. – Witam na pokładzie USS Scorpion. - Dziękuję kapitanie – Sinclair był zszokowany lotem w niewielkim promem. Sztuczna grawitacja na okręcie tak małym jak ten była poza możliwościami nawet Minbarczyków. „Jeżeli ci ludzi dysponowali taką technologią, będą bezcenni po powrocie do Sojuszu.” Myślał. Nie wiedział, że dwa miesiące temu te samy myśli krążyły po głowie kapitan Teer. I podobnie jak ona nagle uświadomił sobie, że ci ludzie nigdzie nie wrócą. Mają własne państwo i technologię potrzebną do zapewnienia sobie niepodległości. Nie miał nawet zamiaru proponować im przyłączenia się do Sojuszu. Wyśmialiby go. – Wspaniały okręt. - Owszem. Najnowsze dziecko Federacji. – wskazał gestem wyjście z hangaru – proszę za mną. Kapitan mógł równie dobrze zabrać ich turbowindą z hangaru. Jednak chciał od razu pokazać im, czym jest Federacja. Obaj goście szli za nim korytarzami w milczeniu. Jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów, głosi stare powiedzenie. A tych dwóch miało na co patrzeć. Korytarze były czyste i podobne bardziej do korytarzy pasażerskich liniowców niż okrętu wojennego. Żadnych pokryw ułatwiających dostęp do systemów, żadnych uchwytów w razie wstrząsów, monitorów. Nawet lamp, chociaż korytarz był jasno oświetlony. A dywan na podłodze wydawał się szczytem zbytku. Jednak w prawdziwy szok wprowadził ich dopiero widok załogi. W hangarze pracowali akurat sami ludzie. Jednak na korytarzach widać było mieszaninę ras niespotykaną nawet na stacjach handlowych Sojuszu. Nigdzie nie spotykaną. Ludzie i obcy w mundurach mieszali się ze sobą z łatwością sugerującą długie lata wzajemnych kontaktów. Sheridan nie mógł powstrzymać wyrazu obrzydzenia, gdy zobaczyli parę: człowieka obejmującego piękną kobietę... chyba kobietę... podobną do kota chodzącego na dwóch łapach. W końcu doszli do windy, co oboje przywitali z wielką ulga. W zasadzie oboje nie mieli nic przeciwko obcym. Ale obcy służący na ludzkim okręcie i co więcej mieszających się z ludźmi to już trochę za dużo. Dobrze przynajmniej, że nie będzie z tego dzieci. Drzwi windy otworzyły się, i wszyscy trzej weszli na mostek. Kapitan podszedł do pierwszego oficera, który wstał z fotela. - Komandorze Druon. Pan Sinclair i komandor Sheridan. Przybyli z drugiej strony anomalii. Zaprosiłem ich do zwiedzania okręty dopóki stoimy w doku. I pomyślałem, że pan będzie najlepszy do pokazania im systemów okrętu. – usłyszał z tyłu ciche sapnięcie i uśmiechnął się zadowolony z siebie – Pamięta pan moje ostatnie rozkazy dotyczące pana osoby? – Druon skinął głową – niech pan o nich zapomni. I pokaże naszym gościom, czym jest Federacja. Lepiej, żeby nauczyli się tego teraz, niż podczas negocjacji z ambasadorem Spockiem. - A pan, sir? - Ja zerknę okiem na naszego najnowszego gościa. Na łóżku leżała prawie dwumetrowa świecąca jasnym światłem istota. Doktor Soren pochylał się nad swoim najnowszym pacjentem z ciekawością. I pewnym obrzydzeniem. Kimkolwiek był ten obcy, był obrzydliwy. Jednak był nową formą życia. A doktor z zamiłowania był xenobiologiem. - Fascynujące – mruknął cicho do siebie. - Co jest takiego fascynującego, doktorze? – Soren odwrócił się gwałtownie. - Bogowie, kapitanie. Chce mnie pan przyprawić o zawał? - Pana? Nie. Kto by pana leczył? Jak tam pacjent? - Fascynujący – Jurek uśmiechnął się na to określenie – To istota, która ewoluowała w atmosferze o ekstremalnie wielkim ciśnieniu i temperaturze. Najprawdopodobniej, biorąc pod uwagę naturalną luminescencję, także w całkowitych ciemnościach. – Przełączył monitor łóżka tak, aby pokazywał zmniejszoną sylwetkę obcego – Niech pan zwróci uwagę na jego budowę. Przypomina ośmiornice, jednak macki są inaczej zbudowane. Wyglądają jak przystosowane do latania. Podobnie układy wewnętrzne podobne są do niektórych systemów spotykanych u ptaków. Głównie układ nerwowy, szczególnie ośrodki odpowiedzialne za tempo reakcji. To drapieżnik, powietrzny drapieżnik. A biorąc pod uwagę środowisko, z jakiego się wywodzi, w naszym byłby ekstremalnie groźny. - Oddycha tlenem? – zapytał Jurek. - Nie. W ogóle nie oddycha. - To skąd bierze energię? - Z przemian organizmu. To takie żywe perpetum mobile. No niemal. Od czasu do czasu musi uzupełnić ubytek energii, ale jak często... trzeba by się go zapytać. - Czemu nie? Możemy go obudzić? - Nie jestem pewien. Był w jakiś sposób połączony z okrętem i uszkodzenia odbiły się na jego systemie nerwowym. Wolałby potrzymać go w śpiączce jeszcze parę dni. - Jak pan woli. Pan tu rządzi. – Jurek odszedł od łóżka i wszedł do gabinetu doktora. Ten podążył za nim – A okręt? - Zajmują się nim technicy bazy. Ale mam dostęp do badań. – wstukał w konsolę komputera komendę i obrzucił monitor do kapitana – Na razie wiemy tylko jedno. Ktokolwiek hodował te okręty był sadystycznym sukinsynem. Na ekranie widać było zarys sylwetki okrętu. Oraz ścieżki nerwowe. Wszystkie koncentrujące się w czymś, co wyglądało jak kryształ. Z zamkniętą w środku istotą...
Login:
Hasło: