Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Fatalne Pomyłki - część 06
[b]TYTUŁ:[/b] Fatalne pomyłki [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [i]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice ------------------------------- Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. ---------------------------------------------------------------------------------------------------[/i] [b]Rozdział 6[/b] [i] Nie pozwól, aby twoje zasady moralne odwiodły cię od zrobienia tego, co słuszne. [/i] Drzwi do kwatery prezydent Elizabeth Levy otwarły się gwałtownie. Zirytowana kobieta uniosła głowę i skrzywiła się, widząc admirała Concorda, głównodowodzącego ludzką flotą. „Ciekawe, jaki system tym razem podbili Minbari” pomyślała i oczekiwała meldunku admirała. - Pani prezydent! – Concord wyprężył się przed biurkiem - Spocznij. Co nowego, admirale? Och, proszę usiąść. - Dziękuje, proszę pani. Mam wspaniałe nowiny! - O, czyżby udało nam się pokonać Minbari – zapytała ironicznie. - Nie, m’am. Ale Minbari zatrzymali się. Wycofali swoje jednostki z podbitego terytorium. - Wiadomo dlaczego? – zapytała kobieta z nadzieją. - Nie. Ale wiemy, że wszystkie Minbarskie okręty gromadzą się w systemie Altair. - Wszystkie? - Wszystkie m’am. Ściągają nawet posiłki z własnego terytorium. - Co jest takiego ciekawego? - O to chodzi że nic. Poza jednym. - Tak? - To system położony najbliżej terytorium Vorlońskiego. - Vorlonowie... – Vorlonowie byli dla ludzi rasą jeszcze mniej znaną niż Minbari. I z tego co słyszeli, znacznie potężniejszą niż Minbari. Jeżeli ta zimnokrwista rasa morderców nadepnęła Vorlonom na odcisk, to mogło być to, co da ludziom nadzieję na przeżycie... – sądzi pan że... - Że to ze względu na Vorlonów? Może. Nie wiemy. Jednak z systemu Eridani otrzymaliśmy wiadomość od EAS Youth America. - Youth America? - To okręt klasy Nova, który zaginął w tamtym rejonie miesiąc temu. Sądziliśmy, że zniszczyli ich Minbari. - Ale? - No cóż, komandor Aiien Teer, obecnie dowódca YA, twierdzi, że jej okręt został wessany przez jakiś fenomen w nadprzestrzeni. Gdy udało im się ją opuścić założyli kolonię na najbliższej planecie. I napotkali tam niezwykle zaawansowaną i potężną rasę. Pasuje do Vorlonów, nieprawdaż? - Owszem. Co admiralicja zamierza z tym zrobić? - Komandor... teraz już kapitan Teer, przekazała wszystkie dane fenomenu. I tego jak go wykorzystać. Oraz specyfikacje techniczne okrętu, jaki może przetrwać podróż. Jej maszyna omal nie została rozerwana na strzępy podczas przelotu. - I mamy taki okręt? - Tak, m’am. EAS Nova II. To eksperymentalny okręt, pierwszy z systemami symulowanej grawitacji i nowymi systemami uzbrojenia. Prezydent zamyśliła się. Z jednej strony idea wysłania najnowszego okrętu we flocie wydawała się rozsądna. Ostatecznie trzeba było pokazać, że nie wypadli sroce spod ogona. Ale wysyłać okręt wojenny. Szczególnie po tym, co stało się z Minbari - Kto będzie dowodził? - Zna go pani. Komandor John Sheridan. To nasz najlepszy dowódca. I najrozsądniejszy jeżeli chodzi o kontakty z obcymi. - Kto jeszcze? - Komandor Jeffrey Sinclair. A w zasadzie już nie komandor. Jego ojciec miał lecieć, ale został ranny podczas ewakuacji Vegi. I zarekomendował syna na ambasadora Sojuszu. - To rozsądne. Dyplomata byłby lepszym wyborem. - Możliwe, pani prezydent. Ale przejrzałem akta Sinclaira. To znakomity oficer. Gdyby nie wojna, wniosek do senatu o awans admiralski już dawno zostałby złożony. - A teraz? - Zwolniliśmy go ze służby z pominięciem przepisów o czasie wojny. I wcieliliśmy z powrotem na mocy aktu o wojnie w składzie korpusu dyplomatycznego Sojuszu. Jeżeli zgodzi się pani na misję, zostanie mianowany ambasadorem. - Zgadzam się. Kiedy nasze okręty mogą wyruszyć? - Za 10 dni zakończy się przegląd wydzielonej floty. Potem jeszcze 15 dni potrwa przelot. Do Eridani prowadzi dość poplątany szlak nadprzestrzenny. A nie chcemy żeby się zgubili. - Oczywiście. Więc za dwadzieścia pięć dni być może znajdziemy nasze ocalenie... *** * *** [u]Piętnaście dni później[/u] Aiien z żalem opuściła pokład Scorpiona. Jednak miała obowiązki wobec własnej załogi. Tym bardziej, że Youth America został naprawiony. I miał polecieć w pierwszy lot. Pierwszy lot nadprzestrzenny na terytorium Federacji. Ludzie umieścili boje nawigacyjne łączące Vulcan z New Hope – planetą gdzie uciekinierzy założyli kolonię. Żeby było ciekawiej, zarówno okręt jak i kolonia. Westchnęła, gdy prom opuścił pole grawitacyjne hangaru Scorpiona. Znów nieważkość. Zdążyła się odzwyczaić i teraz będzie musiała uważać, żeby nie poobijać się. Leciała na stanowisku drugiego pilota, mogła więc podziwiać widoki. A raczej brzydotę jej własnego okrętu. Novy były najpotężniejszymi okrętami Sojuszu i poza jednostkami Minbari najpotężniejszymi okrętami w znanej przestrzeni. Ale tutaj jego brudnoszara bryła była po prostu brzydka. W porównaniu z pilnującym go niewielkim okrętem klasy Sabre był po prostu niczym kawał metalu wyciągnięty ze złomowiska. Prom wleciał do hangaru. Po paru sekundach światło w kabinie zmieniło barwę na zieloną i Aiien odpięła pasy. Odpychając się lekko poszybowała w stronę wyjścia z okrętu. Za drzwiami śluzy czekał porucznik Green, jej pierwszy oficer. - M’am. Witamy na pokładzie. - Dziękuje. Nie mamy dużo czasu, więc od razu do rzeczy. – oboje poszybowali wąskimi korytarzami w stronę mostka – Co pan wie? - Niewiele. Tylko tyle że udało się nawiązać kontakt z Ziemią. I że mają kogoś tu przysłać. - Zgadza się. My mamy ich powitać. Lot tam zajmie dziesięć dni, dlatego musimy się pospieszyć. Stan okrętu? - Znakomity kapitanie. Wszystkie systemy sprawne w stu procentach. A nawet powyżej. - Powyżej? – zdziwiła się Aiien - Owszem, kapitanie. Inżynierowie Federacji użyli w części napraw własnych materiałów, część systemów odtworzyli, ale po swojemu. Niektóre układy tylko z zewnątrz wyglądają jak dawniej. - A więc jednak dali swoją technologię. – zadowolona kapitan pokiwała głową. Nie spodziewała się tego. Tym bardziej, że mogli przecież wszystko wyreplikować. - Nie do końca, pani kapitan. – spojrzała na Greena zdziwiona – To wszystko nasza technologia. Tyle, że użyta z maksymalną wydajnością. Nasz główny mechanik nie raz chciał dać sobie w pysk i klął od idiotów wszystkich inżynierów Sojuszu. Oni nie dali nam swojej technologii. Tylko pokazali jak wykorzystać naszą. - I? - Większość systemów pracuje na poziomie 150% przy obciążeniu podstawowym. Przy bojowym z 200% wydajnością, ale niestety zużywają się znaczniej szybciej. Wyjątkiem są sensory, napęd i uzbrojenie. - Po staremu? - Nie, proszę pani. Uzbrojenie podwoiło swoją moc. Przy natężeniu maksymalnym nawet potroiło. Napęd też wygląda inaczej. Wie pani, że nie mamy już dysz napędowych – wlecieli na mostek. Teer zamarła w bezruchu. Zamiast znajomej plątaniny kabli, przekaźników i innych niezbędnych elementów zobaczyła czyste, lśniące pomieszczenie wyglądające jak marzenie. - Mostek też zmienili. Teraz pani widzi co miałem na myśli mówiąc o pokazaniu jak wykorzystać nasza technologię. Teer nie do końca wierząc temu co widzi usiadła na umieszczonym centralnie fotelu kapitana. Przypięła się pasami. - No dobra pierwszy. Kiedy możemy startować? - Nawet teraz. Tylko pani brakowało. Wszyscy są na swoich stanowiskach. - Znakomicie. Nie traćmy czasu. Łącznościowiec, czy jest zgoda na start? - Tak, m’am. Otrzymaliśmy ją zaraz po pani przybyciu. - Sternik, cała naprzód. Kurs na punkt wejścia w nadprzestrzeń. - Aye! – Teer chwyciła się gwałtownie oparć, gdy przyspieszenie prawie 10 g wgniotło ją w fotel. Jęknęła cicho i zerknęła na pierwszego oficera, który śmiał się od ucha do ucha. Teraz już widziała o co chodziło z tymi silnikami. Jeżeli reszta okrętu też tak pracuje, to może zdołaliby pokonać chociaż fregatę Minbari. - Jesteśmy w punkcie skoku. - Wywołuje nas Scorpion - Monitor – na ekranie pokazał się biały mostek Scorpiona. Jurek wstał z fotela i podszedł do ekranu. - No to co, Aiien. Jak mamy lecieć to chyba czas. Dostosujemy prędkość do waszej. Na wszelki wypadek. - Dzięki Jurek – uśmiechnęła się do niego. Widziała go pierwszy raz od pamiętnej kolacji. Gdy przyszedł meldunek o bio-okręcie z jej galaktyki, Flota została postawiona w stan alarmu. Ją oddelegowano do nadzorowania projektów związanych z połączeniem się z jej galaktyką, a Scorpion odleciał na patrol. Wrócił dopiero teraz. I Aiien bardzo się z tego cieszyła. Tak bardzo, że dziwiła się samej sobie. – Do zobaczenia po drugiej stronie lustra. - Jak sobie życzysz Alicjo – ukłonił się i zniknął a jego sylwetkę zastąpiło logo Sojuszu Ziemskiego. - Lubi go pani? – na wpół zapytał, na wpół stwierdził Green - Tak – odpowiedziała Aiien bez zastanowienia – I to nie pańska sprawa poruczniku. - Aye – odpowiedział – sternik, naładować napęd skokowy. - Gotowe – padła po paru sekundach odpowiedź - Skok – nakazała Aiien. Przed Novą przestrzeń eksplodowała wirem pomarańczowej energii. Olbrzymi okręt śmiało w niego wleciał. Aiien skrzywiła się widząc czerwono-czarną przestrzeń jaka otoczyła okręt gdy zamknęły się za nim wrota skokowe. Znów w nadprzestrzeni. Tymczasem w rzeczywistej przestrzeni kapitan Styczyński uważnie spoglądał na monitor. - Sternik, ścigamy maleństwo. Dostosować kurs i prędkość. – nakazał, gdy Nova zniknęła w nadprzestrzeni. - Tak jest – Sovereign przyspieszył gwałtownie i zniknął w błysku błękitnego światła. Przy prędkości warp 5.6 – maksymalnej z jaką mogła się poruszać Nova, podróż miała potrwać dziesięć dni. *** * *** [u]Dziesięć dni później[/u] - Kapitanie. Zbliżamy się do układu Eridani. Mamy już boję nawigacyjną na sensorach. - Znakomicie – John Sheridan wstał i podszedł do nawigatora. Przechylił się przez jego ramię i zerknął na wskazania sensorów. Jeszcze parę minut i będą mogli zmienić kurs. Polecieć w głąb nadprzestrzeni. Poza zasięg sygnałów z boi. - Sir, jesteśmy na pozycji. - Sygnał do floty. Kurs na współrzędne Omega. Wykonać. W nadprzestrzeni armada 12 okrętów zmieniła kurs. Za 15 minut mieli znaleźć się na pozycji. Zakładając, że kapitan Teer się nie pomyliła. Albo nie było to pułapką. John wiedział, że dowództwo uznało, iż możliwość uzyskania sprzymierzeńców, albo chociaż miejsca gdzie będzie można swobodnie się osiedlać, jest warta ryzyka utraty 12 najnowocześniejszych okrętów Sojuszu. Sheridan podzielał ich zdanie. Jednak mimo to nie mógł wyzbyć się wrażenia, że coś jest nie w porządku. Przeczucie zmaterializowało się, gdy wir pomarańczowych błyskawic był już widoczny. A dookoła niego pięć minbarskich Tinashi i dwa dziwaczne okręty z wyglądy przypominające latające robactwo. John wiedział, że muszą się przedrzeć. Że on musi się przedrzeć. Ma na pokładzie ambasadora. Inne okręty były im przydzielone na taką ewentualność. I były zbędne. - Komandorze – odwrócił się do pierwszego oficera – Sygnał do floty. Manewr delta. Wykonać po gotowości. - Tak jest. Młody oficer wiedział równie dobrze jak jego dowódca, że reszta floty najprawdopodobniej tego nie przetrwa. Jednak bezpośredni atak był jedynym wyjściem. Mógł ich osłonić na czas wystarczający do przejścia przez anomalię. I tylko to się liczyło. Ludzkie okręty wystrzeliły jak tylko znalazły się w zasięgu. Walka w nadprzestrzeni była ryzykowna. Najmniejsza eksplozja mogła zmienić się w ogniste piekło które pochłonie tak ofiarę jak i myśliwego. Ale tutaj także nie mieli wyjścia. Czerwone wiązki laserów cząsteczkowych i białe pociski cząsteczkowe poleciały w stronę Minbari. Ludzie nie potrafili wycelować, ale przy takiej nawale ognie chociaż część pocisków musiała trafić. I faktycznie trafienia wyrywały fragmenty pancerzy z minbarskich okrętów. W końcu Minbari odpowiedzieli ogniem. Jedna z Novych eksplodowała trafiona pięcioma wiązkami neutronowymi. Po chwili detonowały jeszcze dwa okręty. I znów jeden. Ale i ludziom udało się zniszczyć jedną z wrogich fregat. I kolejną. Szczęśliwe trafienie w napęd grawitacyjny przechyliło naglę szalę zwycięstwa na ludzi. Minbari wycofali się, przepuszczając resztki ludzkiej flotylli. Jednak gdy ludzka flota przeszła przez anomalię, owadopodobne okręty ruszyły za nimi. - Przeszliśmy, sir! – zameldował oficer nawigacyjny. - Znakomicie. Skok do rzeczywistej prze... – jeden z okrętów nagle eksplodował trafione dwiema wiązkami. Sheridan rzucił się do czujników. Dwa nieznane okręty wyleciały z anomalii. Ich broń energetyczna była tak skuteczna jak minbarska. – Skok, natychmiast! – nakazał Sheridan obserwując śmierć kolejnych jednostek. Zostały jeszcze cztery, trzy... nagle przed ludzkimi okrętami pokazało się przejście do rzeczywistej przestrzeni. Zanurkowały w nie uciekając przed śmiercią. - Wezwanie o pomoc na wszystkich kanałach. Miejmy nadzieję, że ci Vorlonowie są rzeczywiście tak potężni jak Teer myśli. I że będą chcieli nam pomóc. Scorpion i Youth America były oddalone o 15 minut lotu, gdy do w biurze Styczyńskiego pisnął komunikator. - Sir! Mamy wezwanie o pomoc. To okręty Sojuszu Ziemskiego. - Kurs na źródło sygnału, maksymalna warpowa! – rzucił do komunikatora i wstał z fotela. Gdy wyszedł na mostek Scorpion leciał z prędkością niewiele mniejsza od prędkości sygnałów radia podprzestrzennego zostawiając YA daleko za sobą. - Czerwony alarm! – na okręcie rozbłysły czerwone światła i zawyła ponura syrena alarmowa. Po chwili światła ściemniały gdy okręt przeszedł w tryb bojowy. - Jesteśmy na miejscu – zameldował sternik - Impulsowa. Skanery? - Trzy okręty. Technologia Sojuszu. Ale różnią się od Novych. Mają sekcję rotacyjną, prawdopodobnie do symulacji grawitacji. - Wywołać ich. Sheridan wiedział, że okręty które ich ścigały są tuż za nimi i jeżeli Vorlonowie szybko nie odpowiedzą... - Kapitanie. Coś nas wywołuje! - Coś? - Nie widzę żadnych jednostek na skanerach! – w głosie młodej porucznik słychać było panikę. - Niech się pani uspokoi. Skoro nas wywołują, to raczej nie będą strzelać – logiczny wywód kapitana chyba trochę uspokoił porucznik, bo odpowiedziała już spokojniejszym głosem - Tak jest. To tylko głos. - Na głośniki – chwilę później na mostku Novy rozbrzmiał silny głos podobny do ludzkiego, gdyby nie całkowity brak emocji - Kapitan Styczyński z okrętu Scorpion do okrętów Sojuszu. Naruszyliście terytorium Federacji. Podajcie powody, dla których tu jesteście, albo uznamy wasze działania za wrogi akt. - Tu kapitan John Sheridan, EAS Nova II. Kapitanie, przybyliśmy na te współrzędne z zaproszenia kapitan Aiien Teer, której kolonia znajduje się w tym układzie. Prosimy o... - Sir! Obce okręty przeszły do rzeczywistej przestrzeni. Namierzają Faraona! Na mostku Scorpiona Styczyński zacisnął dłonie w pięści gdy dwa bio-okrętu otworzyły ogień. Wiązki energii z łatwością przecięły kadłub jednego z ludzkich okrętów. - Manewr ataku alfa. Taktyczny, namierzyć ich. Torpedy fotonowe, pełna salwa w jednego. Drugiego chce złapać żywcem, tylko fazery. - Aye... gotowe. - Ognia. Sheridan już miał nakazać opuszczenie okrętu, gdy nagły ruch na ekranie zwrócił jego uwagę. Nie wiadomo skąd przed dziobem jego okrętu pojawił się dziwaczny okręt. Chwilę później wystrzelił dwa czerwone pociski które z zawrotną prędkością pomknęły w stronę jednego z owadopodobnych okrętów. Obcy wykonali jakiś dziwaczny manewr, niemożliwy teoretycznie do wykonania, jednak nagle pociski Vorlonów rozpadły się na dwanaście podpocisków z których każdy poleciał w stronę obcego okrętu. Żaden nie trafił, jednak w czterech zadziałały zapalniki zbliżeniowe i nagle okrętami ludzi szarpnęła gwałtowna eksplozja. Na oficerów posypały się iskry w przeładowanych łącz. - Okręt wroga zniszczony. U drugiego wykrywam impuls podprzestrzenny. Chyba chce skoczyć do nadprzestrzeni! - Fazery. Ognia! Pomarańczowe wiązki energii musnęły pola bio-okręt. Na moment rozmyły się pod wpływem działania pola rozpraszającego, jednak potężne fazery Sovereigna nie łatwo było zatrzymać. Na kadłubie bio-okrętu pojawiły się czarne plamy zdezintegrowanej tkanki. Po chwili jeszcze dwie wiązki trafiły w okręt odcinając jedną z macek uzbrojenia i odsłaniając żywą tkankę ukrytą pod pancerzem. Obcy okręt zamarł. Leciał jeszcze siłą inercji, dopóki nie chwyciła go błękitna wiązka promieni trakcyjnych. - Mamy go sir! - Znakomicie. Powiadomcie flotę o incydencie. Żółty alarm aż do wlotu na orbitę. Będę u siebie. Przełączcie tam Sheridana. - Aye sir... *** * *** - Satai – Deleen drgnęła, gdy jej asystent odezwał się. Myślała właśnie o tym, do czego szykowała się jej racja. O wymordowaniu ludzkiej rasy. I o tym, jak temu zapobiec. Zgadzała się, że jeżeli ludzie zawiążą sojusz z obcymi po drugiej stronie wiru, wojna może stać się dłuższa i bardziej krwawa. I Minbari mogą stracić tysiące okrętów i miliony istnień zanim się zakończy. Co więcej, wynik nie będzie znany. Dlatego zgodziła się na ten atak. Jeżeli wyeliminują Ziemię i kolonie w ojczystym układzie słonecznym ludzi, ci nie będą mieli jak walczyć dalej. Nawet przy pomocy obcych. To była konieczność. - Satai! - Tak, Ferenir? - Rada cię wzywa. – Deleen westchnęła. Wiedziała po co. Za parę chwil armada wyjdzie z nadprzestrzeni. Po tysiąc okrętów na każdą planetę układu i każdą bazę kosmiczną. Oraz okręty do niszczenia wrót skokowych. Ludzki układ słoneczny miał być wymazany z mapy galaktyki. Wstała, zarzuciła szatę Satai i poszła w stronę sali Rady. Sali swojego przeznaczenia. Gdy doszła, holograficzna kurtyna była już opuszczona. - Czekaliśmy tylko na ciebie, Deleen. - Jestem. Zróbmy co mamy zrobić. - Sama... - Wiem! Zgodziłam się. To konieczność. Ale to nie znaczy, że mi się podoba. – odpowiedziała jednocześnie myśląc o słowach Vorlona: „Prawda przemawia za siebie” Nagle niebo nad planetami układu Sol rozbłysło. Tysiące wrót skokowych, z których każde oznaczały pojawienie się jednego minbarskiego okrętu wojennego zmieniło noc kosmosu w dzień...
Login:
Hasło: