Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Fatalne Pomyłki - część 03
[b]TYTUŁ:[/b] Fatalne pomyłki [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [i]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice ------------------------------- Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. ---------------------------------------------------------------------------------------------------[/i] [b]Rozdział 3[/b] Gdy prom opuścił górne warstwy atmosfery, Aiien przeszła ze swojego miejsca do kokpitu. Chciała obejrzeć, jak będzie wyglądało miejsce, gdzie być może przyjdzie im spędzić resztę życia. Widok był oszałamiający. Nieskończone morze i wyspa na samym środku. Olbrzymie plaże, las, nawet niewysokie góry. Prawdziwa rajska wyspa. Co ją jednak najbardziej zachwyciło, był widok baraków w wystarczającej liczbie, aby pomieścić wszystkich jej ludzi. Zachwyt rósł, gdy prom zbliżał się do powierzchni, a baraki wyglądał na coraz bardziej solidne. Ba, wyglądały jak niewielkie, luksusowe domki. Nagle zobaczyła figurki swoich wybawców. Wyglądały zadziwiająco ludzko. Gdy prom wreszcie osiadł na ziemi, ciekawa kapitan włączyła skanery. Wynik sprawił, że zakryła dłonią usta i szybko pobiegła w stronę wyjścia. Niecierpliwie czekała, aż rampa opadnie. Gdy tylko sygnał oznajmił, że można bezpiecznie wychodzić, zeszła na dół. Obrzuciła wzrokiem stojącą naprzeciw niej istotę. Potem jeszcze raz i jeszcze raz. - Pan, pan jest człowiekiem – zdołała w końcu z siebie wydusić. Stojąca naprzeciw niej istota popatrzyła się zdziwiona i pokiwała głową. Nie wyglądała na zaskoczoną jej widokiem. - Tak, jestem człowiekiem. Spotkaliście już – stojący obok niego oficer aż westchnął. Kapitan zdziwione popatrzył na niego, a ten bez słowa podał mu trikoder. Jurek zerknął na ekran i zamarł. Odczyt stojącej przed nim istoty jasno mówił, iż kobieta jest człowiekiem. Dzikie myśli przez chwilę krążyły po głowie kapitana, jednak nie był aż tak zdziwiony jak Aiien. Federacja wielokrotnie spotykała ludzkie cywilizacje rozwijające się niezależnie od ziemskiej czy wszechświaty równoległe. Mimo wszystko był lekko zaskoczony. W końcu podniósł głowę i spojrzał pytająco na stojącą przed nim kobietę. Ta skinęła głową i podeszła do niego - Komandor-kapitan Aiien Teer – podała mu rękę, którą on uścisnął - Kapitan Jerzy Styczyński, Federacyjny okręt USS Rogue. - Jesteście jakąś zaginioną kolonią? – zapytała Aiien ciekawa. Była niemal pewna, że to koloniści z jakiegoś z okrętów-śpiochów który jakimś cudem trafił aż tutaj. Gdziekolwiek by to nie było. Jeżeli tak było, to ci ludzie byli pod jurysdykcją Sojuszu. Przez chwilę zakręciło jej się w głowie gdy pomyślała o implikacjach. I technologii jaka teraz napłynie do Sojuszu. Jurek, jakby wiedział, co się dzieje w głowie pani kapitan spoważniał - Będziemy musieli sporo sobie wyjaśnić – chłodny głos kapitana podziałał na Aiien jak prysznic. Nagle zdała sobie sprawę, że ci ludzie mogą po prostu zignorować żądania rządu Ziemskiego. I Ziemia nie będzie miała nic, co mogłoby ich zmusić do oddania technologii. Co więcej, jeżeli uznają, iż Sojusz może wtrącać się w nie swoje sprawy i zechcą zlikwidować jego potencjalne źródło informacji... poczuła dreszcz strachu. Spojrzała w oczy kapitanowi Federacji. Zimne, szare oczy patrzyły na nią uważnie, ale bez gniewu. Lekko odetchnęła - Oczywiście. Kapitanie, jeżeli nie ma pan nic przeciwko – skinęła w stronę promu – to rozpoczniemy wyładunek. Jeżeli mógłby pan, albo pańscy ludzie, pokazać, gdzie możemy założyć szpital polowy. Mamy sporo rannych. *** * *** Deleen wolnym krokiem szła przez korytarze Valen’zha – okrętu flagowego Federacji Minbarskiej. W jej głowie krążyły rozmaite myśli. Zastanawiała się, jak przerwać tą okrutną wojnę, jaką sama wywołała. Myślała o radzie, jaka dali jej Vorlonowie. I o ostatnim meldunku z Draal’zha. O ucieczce ludzkiego okrętu i odkryciu nowej rasy na końcu wiru nadprzestrzennego. Rasy tak potężnej, że bez trudu pokonała dwa minbarskie krążowniki. Wojownicy się do tego nie przyznawali, ale byli przerażeni. Widziała to w ich ruchach, w ich słowach. Pierwszy raz od tysiąca lat Minbari napotkali rasę która mogłaby im zagrozić. Nawet tysiąc lat temu, gdy w galaktyce byli inni, równie potężni jak oni, w zasadzie jedynymi rasami, mogącymi zaszkodzić Minbarczykom byli Pierwsi. Implikacje tego faktu przerażały nawet ją. Jeżeli Pierwsi wezmą pod opiekę ludzi... Drzwi do komnaty Szarej Rady rozsunęły się cicho. Deleen weszła i stanęła na swoim miejscu. Teraz miały rozstrzygnąć się losy wojny. Losy ludzi. I być może losy jej rasy. Sinoval, zaproszony na radę dowódca Minbarskiej floty stał pośrodku kręgu. On też zabrał głos jako pierwszy. - Musimy skończyć tą wojnę - Tak. Skończyć – potwierdziła Deleen. Jednak nie łudziła się. Sinoval chciał zakończyć rzeź, kończąc z ludzkością. Ona chciała po prostu zatrzymać swój lud. Sinoval spojrzał na nią i roześmiał się ironicznie. - Moja flota może uderzyć na Ziemię. Nawet teraz. Musimy przygotować się do wzięcia odwetu na tych, którzy odważyli się chronić ludzi. - Oszalałeś – jeden z robotników był zszokowany – Widziałeś, z jaką łatwością ci obcy zniszczyli jeden z naszych okrętów. I poważnie uszkodzili drugi. Okrętami wielokrotnie mniejszymi od naszych. Być może nawet patrolowcami. A ty chcesz z nimi walczyć? Oszalałeś Sinoval. - Dwa okręty. Może mają och tylko parę? Gdyby byli potęgą, usłyszelibyśmy o nich. Nie. To tylko pozostałości po jakieś starej rasie. Może nawet sojusznicy Cieni, których tak się obawiasz, Deleen. Inaczej dlaczego chroniliby ludzi i walczyli z nami – dodał zanim ktokolwiek zdołał przerwać. – Jeżeli tak jest, musimy ich ukarać. Teraz. - Nie. Chcesz walczyć na dwa fronty – Satai z kasty wojowników pokiwał głowa – to nierozsądne. Musimy się przygotować. Jeżeli ci obcy będą chcieli pomóc Ludziom, musimy być gotowi. Potrzebujemy czasu. - Jak chcesz, Satai. A więc przygotujemy się. Dwa miesiące na zgromadzenie floty. Wystarczająco dużej, aby poradzić sobie za jednym zamachem z ludźmi. I z obcymi, gdyby przybyli. Floty, która da nam możliwość zaatakowania ich terytoriów, gdy już skończymy z ludźmi... *** * *** Dwa tygodnie po lądowaniu Aiien roześmiana wybiegła spod prysznica. Naga zatańczyła na środku braku, będącego jej mieszkaniem. Kimkolwiek byli ludzie mieszkający po tej stronie wszechświata... galaktyki... no, gdziekolwiek teraz byli, byli wspaniali. Gdy rozmawiała z nimi po raz pierwszy, spodziewała się co najwyżej śmierci. Gdy powiedzieli jej, że wraz z załogą wyląduje na pozbawionej inteligentnego życia planecie, spodziewała się obozu jenieckiego. Potem, gdy okazało się, że jej tajemniczymi wybawicielami są ludzie, znów śmierci. Ostatecznie jaki człowiek, nawet kolonia dysponująca tak wspaniałą technologią, zaryzykuje wojny z Minbari. Ale ci ludzie dali im warunki, o jakich w kosmosie, a nawet na większości koloni mogli tylko pomarzyć. Woda, dach nad głową, wspaniałe jedzenie, ubrania. Wszystko, czego potrzebowali uchodźcy. Jedyne czego jej nie dali, to informacje. No ale w sumie, nie mogła ich za to winić. Sama na ich miejscu nie pisnęłaby słówka. Jednak... Nie – pokręciła głową. Mieli rację. Tak czy tak to był obóz jeniecki. Luksusowy, ale jednak. Jeżeli czegoś potrzebowali, nawet bardziej egzotycznych rzeczy – dostarczali jej bez pytania w dowolnych ilościach i paru rodzajach do wyboru. Ale niczego nie wytwarzali sami. Byli zależni od tych ludzi. I odcięci od swojego okrętu. A to nie podobało jej się w ogóle. Gdy tamten kapitan... Styczyński, odlatywał, powiedział jej na pożegnanie, że zabierają jej promy i okręt ze sobą. Nie mogą pozwolić, aby pałętała się im w ich przestrzeni. Zresztą i tak do niczego by jej się nie przydał. Bezpieczeństwo gwarantowały wg niego dwa okręty patrolowe stacjonujące na orbicie i parę platform obronnych. Miała nadzieję, że gdy przylecą Minabri, to wyst... - Cześć! – znajomy głos sprawił, że krzyknęła. Poczuła się jak idiotka, stojąc na środku pokoju i wrzeszcząc jak jakaś nastolatka, ale nic nie mogła na to poradzić. Po chwili opanowała się o odwróciła w stronę z której dochodził głos. Widząc znajomego kapitana osłoniła jedną ręką piersi, drugą zakryła łono i czerwona, po części ze wstydu, po części ze wściekłości warknęła - Nie uczą was pukać? - Przepraszam – uśmiechnął się. Aiien nie zdołała się opanować i też się uśmiechnęła. Wyglądał jak psiak widzący wieeeelką kość i zastanawiający się, jak się do niej dobrać. – Ale kręciłaś się po pokoju, więc sądziłem, że jesteś... ubrana. - Nie jestem. A teraz paszoł won. On roześmiał się i podszedł do drzwi. Rozsunęły się z sykiem i zablokowały w pozycji otwartej z cichym trzaśnięciem. Gdy wyszedł, zatrzasnęły się ponownie. Aiien jeszcze przez chwilę zastanawiała się, co on tu robił. Ostatecznie jako kapitan miał ciekawsze rzeczy do roboty niż odwiedzanie jeńców. W końcu zrezygnowała z domysłów pocieszając się, że gdyby mieli coś złego na myśli, to wszedłby tu w oto... zamarła z bluzką w ręku. Nie słyszała jak wchodził. Fakt, kręciła się w kółko jak idiotka, ale usłyszałaby klekot uszczelniających się drzwi. Więc co. Wlazł oknem? Szybko skończyła się ubierać, zaczesała włosy i wyszła przed barak. Kapitan obrany w biały mundur uśmiechnął się na jej widok - Tylko nie zacznij się oblizywać – mruknęła. - Oblizywać? – zapytał wysoki, szczupły oficer stojący u jego boku. - Pani kapitan wyglądała nader... apetycznie, gdy do niej wpadłem – uśmiech kapitana stał się jeszcze szerszy. Jednak oficer jakby nie złapał dowcipu bo tylko uniósł jedną brew w geście zdziwienia. - Nieważne, Esvik. Pani kapitan – spoważniał – Rada Federacji naradziła się, co do dalszych losów pani i pani ludzi Kapitan zamarła i z ciekawością, ale i lekiem popatrzyła na Styczyńskiego. - Parę osób chcę z panią porozmawiać. A ja mam panią zawieść na... – zawahał się – na stolicę Federacji. - Pan? A dlaczego nie mogę lecieć własnym okrętem? - Ja. I pani okrętu tu nie ma. Zresztą do lotów po naszym terytorium by się nie nadawał. Nie mamy boi nawigacyjnych rozmieszczonych w przestrzeni To wprawiło ją chyba w największe zdumienie ze wszystkiego, co spotkało ją dotychczas. Jeżeli nie mają boi, to jakim cudem latają między gwiazdami? - Ponieważ i tak mam się przesiąść na nowy okręt, uznano że równie dobrze mogę odprowadzić mój stary do doków. I zabrać po drodze panią. – skinęła głową. Praktyczne. Ale jednocześnie nie doceniano ich zbytnio, skoro miała polecieć okrętem patrolowym. Kolejne tygodnie, jeżeli nie miesiące w nieważkości. A już zdążyła przyzwyczaić się do grawitacji i stałego gruntu pod nogami. - Kiedy wyruszamy? - Jak tylko zakończy pani swoje sprawy tutaj. Najlepiej jak najszybciej. Skinął dłonią w stronę lądowiska – Ja i Esvik będziemy na panią czekać w promie. - Dobrze. Poinformuje doktora, i zaraz do panów przyjdę. Mam coś zabrać? - Nie. Chyba że pani chce. Excelsiory nie są szczytem wygód, ale maja dość rozsądne kwatery dla gości. I replikatory. - Replikatory? - Jedne z cudów techniki, z jakim będzie musiała się pani zapoznać. Proszę się pospieszyć. Mnie i mojej załodze raczej się spieszy – uśmiechnął się, a ona odwzajemniła uśmiech. Rozumiała go znakomicie. Jej też grunt palił się pod nogami, gdy miała przesiąść się z Hyperiona na Novę. Podreptała w stronę baraku doktora, starając się zwalczyć uczucie zazdrości. Jakże by chciała dostać własny, nowy okręt... Wnętrze promu wyglądało... dziwnie. Żadnych drążków, przepustnic. Blat pilota wyglądał bardziej jak fragment laboratorium niż systemy kontrolne promu. Oba wolne fotele zajmowali kapitan i jego oficer, usiadła więc na ławeczce z tyłu i rozejrzała się za pasami. Nie było. Wychyliła się w stronę kabiny pilotów chcąc zapytać o nie i zamarła. Prom był już w powietrzu. Co więcej, sądząc po kolorze nieba, zaraz opuszczą atmosferę. A ona nawet tego nie poczuła. Nagle wpadła w panikę. Nie ma zamiaru obijać się o burty podczas manewrów - Kapitanie! Gdzie są pasy? Esvik odwrócił się do niej zdziwiony. - Pasy? - No, pasy bezpieczeństwa? Nie mam zamiaru obijać się jak wejdziemy w stan nieważkości. - Nieważkości – tym razem oboje byli wyraźnie zdziwieni. „Ciekawe czym” – zastanowiła się i po chwili otrzymała odpowiedź – Kapitanie. Oni nie znają sztucznej grawitacji. - Racja – Styczyński pokiwał głową. A Aiien wydawało się, że jej szczęka uderzyła w podłogę. Sztuczna grawitacja na promie? Z tego co wiedziała, nawet Minbari nie posiadali grawitacji na swoich promach i myśliwcach. A tu na takim maleństwie... Gdy zobaczyła białą, kruchą sylwetkę okrętu, który uratował jej życie, poczuła, jak coś ją ściska w dołku. Promu podleciał bliżej i kapitan, widząc jej wzruszenie, powoli obleciał okręt dookoła. Widok ludzkich znaków na kadłubie sprawił, że po policzkach popłynęły jej łzy. Jeden taki okręt oddałby nieocenione usługi w walce z Minbari. Uratowałby miliony istnień. Gdy w końcu wylądowali, obecność ciążenia na okręcie nie zdziwiła jej w ogóle. Gdy czekała na zewnątrz promu na obu oficerów, starając się ignorować ciekawskie spojrzenia pracującej w hangarze załogi rozmyślała o swoim szczęściu. Miała go więcej niż rozumu. Bo gdyby rozum rządził, to ona była by teraz minbarskim tostem. Albo podzieliłaby los kapitana. Esvik przeszedł i stanął obok niej. Przyjrzała mu się ciekawie. Spiczaste uszy nadawały mu wygląd elfa. „Obcy?” Zastanowiła się. Chyba nie. Ludzie nie dopuściliby obcych do służby na swoich okrętach. - Dlaczego nie? - Bo to ryzyko, że obcy... – zatrzymała się w pół słowa. Przez chwilę trawiła to, co się stało – Jesteś telepatą! – krzyknęła w końcu oskarżająco. - Owszem – pokiwał głową. - Co dlaczego nie? I o co chodzi z tą telepatią? – głos Styczyńskiego sprawił, że nie powiedziała tego, co miała już na końcu języka. - Pani kapitan stwierdziła, że ludzie nigdy by nie dopuściliby do służby w swojej flocie obcego. I nienawidzi telepatów. - Hm – Styczyński zastanowił się nad odpowiedzią – Pani kapitan. Wiemy, z analizy danych komputerowych z pani okrętu, że społeczeństwo, w jakim pani żyła, jest skrajnie ksenofobiczne. I to nie tylko w stosunku do obcych, ale także własnego gatunku. Jednak teraz jest pani na terytorium Federacji. Tutaj nikt nikogo nie dyskryminuje. Bez względu na to do jakiego należy gatunku, jakie ma uzdolnienia czy jaki kolor włosów nosi. Napotka pani wielu obcych na pokładzie Rogue. I ma się pani do nich odnosić z takim samym szacunkiem jak do ludzi. Rozumiemy się? Głos kapitana był twardy i tak zimny, że Aiien tylko słabo skinęła głową. Kapitan, wciąż lekko wzburzony ruszył w kierunku olbrzymich drzwi, najwidoczniej wyjścia z hangaru. Kiwnął na nią dłonią i Aiien posłusznie ruszyła za nim...
Login:
Hasło: