Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Fatalne Pomyłki - część 02
[b]TYTUŁ:[/b] Fatalne pomyłki [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [i]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice ------------------------------- Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. ---------------------------------------------------------------------------------------------------[/i] [b]Rozdział 2[/b] And so, it begins. Powiedzieć, że komandor, a w zasadzie już kapitan, Aiien Teer była zszokowana, to mało. Przed paroma minutami, jej świat rozleciał się na kawałki. Śmierć tysięcy uchodźców w akcie zemsty minbarskiego kapitana nie było dla niej zbyt szokujące. Ludzie ginęli od ponad roku w wojnie, której nie mogli wygrać, a poza tym sądziła, że jej okręt zostanie rozstrzelany jako następny. Zszokowało ją to, co stało się chwilę później. A raczej to, co zdążyła zobaczyć. Dwa małe, czerwone pociski wystrzeliły z dziwacznego, niewidocznego na sensorach okrętu. Patrząca z nadzieją kapitan poczuła jak nadzieja ją opuszcza. Pociski były mniejsze i ciemniejsze niż pociski z lekkich działek cząsteczkowych. Taką bronią nie pokona się Minbari. Tak sądziła dopóki pociski nie uderzyły w krążownik. Eksplozje były niewielkie tak jak się spodziewała. Ale nie spodziewała się ich skutku. Fala energii wyzwolona przez pociski dosłownie pożarła pancerz i wnętrzności okrętu z łatwością ognia trawiącego bibułę. Zanim energia rozproszyła się, zdążyła strawić ponad połowę potężnego krążownika. Teer nigdy nie sądziła, że zobaczy w działaniu broń, mogącą zrobić coś takiego Minbari, nie sądziła, że... - Kapitan Jerzy Styczyński do obcych okrętów. – ten sam, zimny i pewny siebie głos, który groził Minbari rozbrzmiał we wszystkich głośnikach mostka przerywając rozmyślania Aiien - Wkroczyliście na terytorium Federacji Zjednoczonych Planet. Natychmiast wyłączycie silniki i będziecie oczekiwać na przybycie okrętów holowniczych. Inaczej uznamy waszą obecność za wrogi akt. Powtarzam tu kapitan... Kapitan rzuciła się do systemów komunikacyjnych. Jeżeli ci obcy wystrzelą, z jej okrętu nie zostanie nawet tyle, żeby go zapakować do pudełka od zapałek - Tu koma... kapitan Aiien Teer do okrętu obcych! Poddajemy się! Nie strzelajcie! – niemal błagała patrząc na wskazania sensorów optycznych. Dwa okręty powoli zbliżały się do jej jednostki. – Jesteśmy uszkodzeni. Wyłączenie silników może nam trochę zająć. Proszę, nie strzelajcie – zakończyła pełnym rezygnacji szeptem. Teraz mogła mieć już tylko nadzieję, że ci obcy będą lepsi od Minbari. - ... silników może trochę zająć. Proszę, nie strzelajcie – kapitan Styczyński słuchał zmęczonego, pełnego rezygnacji głosu z lekkim zaciekawieniem. Obca istota brzmiała niemal jak człowiek. Spojrzał na oficera naukowego. Ten skinął głową potwierdzając. - Zgoda. – potwierdził i wyłączył system łączności. – Dobra, panowie i panie. Chcę usłyszeć wasze opinie. Przez moment nikt się nie odzywał. Wszyscy wiedzieli, że to, co powiedzą może mieć wielkie znaczenie do dalszych kontaktów Federacji z tą rasą. A Pierwszy Kontakt był zawsze delikatną sprawą. W końcu oficer taktyczny zebrał się na odwagę - No cóż, kapitanie – reszta załogi odetchnęła, że to nie oni muszą mówić jako pierwsi – z mojego punktu widzenia, ci – zawahał się – no ktokolwiek tam jest, nie stanowi zagrożenia dla Federacji. Ich broń jest tak prymitywna, że można w ogóle zapomnieć, że ją mają. Z bronią ręczną jest pewnie tak samo. - A ci drudzy? - No właśnie, sir. To już inna sprawa. Co prawda w porównaniu z nami są nadal prymitywni, ale już nie tak bardzo – zawahał się chwilę – jeżeli miałbym określać ich poziom technologii, to powiedziałbym, że są na poziomie pierwszych Constitutionów, może trochę niżej. - Tym bardziej, że używają uzbrojenia przystosowanego do walki z okrętami im podobnymi – dopowiedział naukowy – czyli bez pól, bazujących tylko na pancerzu. - Właśnie, kapitanie. Ich największe działo nie spowodowało nawet minimalnej reakcji pól Ziona. To miotacz antymaterii. - Miotacz antymaterii – Jurek zastanowił się – czyli tak długo, jak mamy pola, nic nam nie zrobi? - Zgadza się. Jak je stracimy, to będzie mniej więcej odpowiednik torpedy fotonowej. - A pozostałe uzbrojenie? - Już bardziej użyteczne. Ale nadal bazujące na miotaczach cząsteczkowych – działa neutronowe głównie, poza tym działa elektromagnetyczne. Z grubsza rzecz biorąc odpowiedniki naszych fazerów typu V, no może wczesnych VI-tek. - A nasza zdolność oddziaływania na nich? - Sam pan widział – oficer taktyczny uśmiechnął się szeroko. Kołyszący się niedaleko wrak mówił wszystko. - Taaa... czyli militarnie nie mamy się czego obawiać. To znaczy, że można zając trochę bardziej agresywną pozycję przy kontakcie. Naukowy? - Nic sir. Ten ich reaktor jest tak dziurawy, że można zapomnieć o dokładnych skanach wnętrza. Medyczni będą mieli sporo roboty z obrażeniami popromiennymi. – naukowy zerknął na swoje ekrany – Poza tym nic ciekawego. Prymitywny silnik jonowy, nie mają nawet systemów kompresji cząsteczkowej, dlatego są takie duże. No i każdy musi być zasilany z własnego reaktora. Komunikacja w zasadzie tylko EM, standardowa skala. No i tachiony do łączności dalekiego zasięgu. W sumie niezły system, zasięg około 25 lat świetlnych bez zaburzeń czasowych. Żadnych śladów systemów podprzestrzennych co jest równoznaczne z brakiem skanerów innych niż rzeczywistej prędkości. Wątpię, czy są w stanie skanować dalej niż dziesięć sekund świetlnych bez ogłupiania systemów komputerowych dylatacją czasową. No i brak napędu warp. Co prawda ich wersja napędu FTL może być bardziej efektywna niż warp, ale jakoś wątpię. - Może precyzyjniej, hm – kapitan westchnął. Ze wszystkimi naukowcami ten sam problem. Uważają, że reszta świata nie potrafi nic więcej niż się podpisać i policzyć do dziesięciu. - Z tego co pamiętam z badań, jeszcze przed napędem warp5, proponowano użyć grawitacyjnej warstwy nadprzestrzeni do lotów z prędkościami nadświetlnymi. Jednak zanim skonstruowano coś więcej niż system przesyłania cząsteczek, Archer i Cochrane zbudowali działający napęd Warp5 i projekt zarzucono. Jeżeli dobrze pamiętam obliczenia, to maksymalna prędkość wynosiła warp 6 dla tamtych czasów. - Tamtych czasów? – odezwał się milczący oficer łączności - Tak. Statek podróżuje przez całkowite przeniesienie się do tamtego medium. Prędkość zależy od wydajności napędu podświetlnego. - Dobra. W takim razie jakie rekomendacje... Naukowy, to w końcu pańska działka. Niech pan nie będzie taki nieśmiały. Wszyscy parsknęli śmiechem. Każdy na okręcie wiedział, że ich oficer naukowy jest nieśmiały, co szczególnie objawiało się w kontaktach z płcią przeciwną. Świadkowie mogli liczyć na wspaniały pokaz czerwienienia. Wręcz podręcznikowy. Młody oficer pokiwał głową z zażenowaniem co jeszcze powiększyło ogólną wesołość - Ponieważ ich technologia jest tak zacofana w stosunku do naszej, proponowałbym utrzymanie ich od nas możliwie długo z daleka. Zabranie ich do bazy nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem sytuacji. Pomijając fakt, że są tak poharatani, że mogą tej podróży nie przeżyć. - Tia... czyli? - Lecieli w stronę planety klaso O. W sumie niegłupi pomysł. Atmosfera klasy M, parę wysp... możemy ich tam doholować bez obaw. Mamy promy więc ewentualnie możemy zawieść ich na dół. Na pokładzie jest też podstawowy ekwipunek kolonialny, jakieś baraki, generatory, taki rzeczy. Spokojnie przeżyją zanim nie postanowimy co dalej. - Tak, Mały, masz rację. Nagumo się znów wścieknie, że ignoruje jego rozkazy, ale pal go sześć. Dobra, piękna pani – zwrócił się do oficera łączności – wywołaj tą krypę. - Aye... odpowiadają. - Tu kapitan Styczyński. Jak widzę – zerknął na czujniki – wyłączyliście napęd. Dobrze. Początkowo chcieliśmy was zabrać do naszej bazy, ale to przestało być aktualne. - I co teraz, sir – odpowiedział głos młodej... kobiety. Chyba. Brzmiał jakby obca pogodziła się z tym, że zaraz zginie. - Niedaleko jest planeta klasy O. Spora część powierzchni to woda, ale jest jedna duża wyspa. Ulokujemy was tam, zanim nie zostaną podjęte decyzje odnośnie waszej przyszłości w Federacji. - ... Ulokujemy was tam, zanim nie zostaną podjęte decyzje odnośnie waszej przyszłości w Federacji. Kapitan odetchnęła z ulgą. Jej załoga przeżyje. Gdy Styczyński odezwał się ponownie, a zwłaszcza jak powiedział, że odholowanie ich do bazy nie wchodzi w grę, zdążyła pożegnać się z życiem... Styczyński... bardzo ludzko brzmiące nazwisko. Ale to musi być przypadek. - Kapitanie? - Tak? - Dziękuje... – głos się jej załamał. Po chwili zdołała się opanować – Dziękuje. - Proszę bardzo – głos obcego zabrzmiał nieomal ciepło – Ziost odholuje was do planety, my polecimy przygotować tą wyspę... Aha. Wasze promy działają? - Tak, kapitanie – już spokojna Aiien instynktownie pokiwała głową, mimo, że Styczyński jej nie widział – nasze lądowniki są sprawne. - Znakomicie. Hol potrwa jakieś cztery godziny, ze względu na stan waszego okrętu. Do zobaczenia. Rogue, koniec. Kanał komunikacyjny zamilkł, a Aiien głęboko odetchnęła. Żyli. I przynajmniej na razie nie mieli się czym martwić. Odepchnęła się od fotela i poszybowała w stronę wyjścia z mostka. Musiała poinformować resztę oficerów i doktora. No i pasażerów. Podpłynęła do drzwi i wcisnęła przycisk otwierania. Rozsunęły się z jękiem. Aiien szarpnęła się w tył, niemal zapominając, że jest w stanie nieważkości. Do trupów załogi na mostku zdążyła się przyzwyczaić. Ale olbrzymie balony krwi pływające w powietrzu i widok straszliwie zmasakrowanych ciał przeraził ją. „Ilu przeżyło” pomyślała „Czy ja mam jeszcze załogę”. W końcu przemogła się i wyleciała na korytarz. Szybkie, pewne ruchy przeniosły ją do sekcji medycznej. Jako jedna z najlepiej chronionych na okręcie, oprócz mostka, przetrwała stosunkowo nienaruszona. Jednak i tutaj śmierć zabrała żniwo. Spod rzuconego na ścianę łóżka wystawały nogi jednej z sanitariuszek. Aiien szybko odwróciła wzrok i poszukała doktora. Podleciała do niego i oparła mu rękę na ramieniu. - Tak, pani kapitan? – zapytał spokojnie, nie przerywając opatrywania kolejnego rannego. - Midas został zniszczony – zobaczyła jak doktor opuszcza ręce. Na Midasie ewakuowana była jego matka. - Jak? – cicho zapytał wracając do zabiegu. Pacjenci przede wszystkim. - Minbari. - A my? – aż obejrzał się ze zdziwienia. Minbari oszczędzili ich okręt. Niebywałe. - Pojawiły się okręty obcych i zniszczyli jedne krążownik, a drugi przegnali. – uśmiechnęła się mimowolnie widząc jak oczy doktora rozszerzają ją gwałtownie. – Zaraz jedne z okrętów odholuje nas na orbitę planety, do której zmierzaliśmy. Będziemy tam za cztery godziny. - I co dalej? - Nie wiem. Oni zresztą też nie. Ale mają przygotować dla nas warunki do życia, więc chyba nie zamierzają nas zabić. - Obóz jeniecki i tak jest lepszy niż śmierć. Albo ten wrak. – doktor zastanowił się chwilę – Możemy liczyć na pomoc medyczną? - Nie wiem doktorze. I na razie wolałaby nie pytać. - Tak? Dlaczego? - Jeden z tych okrętów odparował pół Sharlina jednym strzałem. Wolałabym ich nie irytować. - Pół Sharlina... – doktor był więcej niż zachwycony. Przynajmniej jego matka została pomszczona – Ma pani rację. Ale... - Wiem doktorze – przerwała – Jak tylko dolecimy, zapytam ich kapitana. Może chociaż dadzą trochę lekarstw. – doktor skinął głową – Idę poinformować resztę, żeby przygotowali się do ewakuacji. Powodzenia doktorze. Rogue od dwóch godzin przygotowywał miejsce dla obcych, gdy na orbitę wszedł kontenerowiec klasy Shelley. Niewiele mniejszy od Excelsiora okręt zgłosił Styczyńskiemu, że przywiózł modułową kolonie przeznaczoną dla światów klasy O i rozpoczął rozładunek. Na powierzchni pojawili się inżynierowie którzy z pomocą olbrzymich robotów ustawiali kolejne baraki, podłączali je do zasilania. Inni robotnicy przygotowywali wnętrza. Dzięki tej pomocy, obóz dla dwudziestu tysięcy osób był gotowy gdy Zion i okręt obcych weszli na orbitę. Parę minut później od obcego statku oderwał się prom który powoli opadał na powierzchnię planety. Jurek, wraz ze swoim pierwszym oficerem i oficerem naukowym stali cierpliwie w pobliżu miejsca przeznaczonego jako lądowisko dla promów. Gdy obcy pojawili się, byli zaskoczeni jego wielkością. Sądząc na oko, był co najmniej 5 razy większy niż największy z promów Excelsiora. Gdy wylądował olbrzymia jednostka zajmowała prawie całe lądowisko. Kapitan obciągnął mundur i z zaciekawieniem patrzył na rozchylający się dziób. Gdy pojawiła się na nim młoda kobieta podszedł do niej i wyciągnął rękę - Witam na terytorium Federacji. – powiedział z uśmiechem – Jestem kapitan Jerzy Styczyński. Jednak kobieta nie zareagowała patrząc na twarz kapitana z szeroko otwartymi ustami. Najwyraźniej nie mogła uwierzyć w to co widzi, chociaż kapitan nie bardzo mógł zorientować się o co chodzi. Ostatecznie sama była humanoidem, więc chyba nie o jego wygląd? - Pan, pan jest człowiekiem – zdołała w końcu z siebie wydusić...
Login:
Hasło: