Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Fanfic » Zarathos » Fatalne Pomyłki - część 01
[b]TYTUŁ:[/b] Fatalne pomyłki [b]AUTOR:[/b] Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński [b]KONTAKT:[/b] zarathos1@poczta.onet.pl [b]OCENA:[/b] ŻÓŁTA – PG-13 [b]PRAWA WŁASNOŚCI:[/b] TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE. [i]------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice ------------------------------- Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność. TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA. ---------------------------------------------------------------------------------------------------[/i] [b]Rozdział 1[/b] Mówią, że machnięcie skrzydełkami motyla w Pekinie może zmienić pogodę w Nowym Jorku. Czy jeden okręt zdoła zmienić historię świata skazanego na zagładę? Eksplozja rdzenia reaktora wstrząsnęła nadprzestrzenią. EAS Horizon, w ostatnie próbie uratowania lecących przed nim okrętów z cywilami na pokładzie zdetonował własny reaktor w nadprzestrzeni. Kapitan liczył, iż wzmocniona w nadprzestrzeni energia zniszczy Minbarskie okręty. Nie przeliczył się. Dwa okręty eksplodowały niemal natychmiast, trzy były poważnie uszkodzone. Jednak dwa ostatnie przetrwały niemal nieuszkodzone. *** * *** Alyt Faneelen zszokowany patrzył na holograficzny obraz nadprzestrzeni. Ci barbarzyńcy zdetonowali własny reaktor chcąc uniknąć pościgu. Coś takiego oznaczało nie tylko hańbę dla nich, ale co gorsza hańbiło także wojowników, którzy zginęli razem z nimi. To było niedopuszczalne... - Kapitanie – młody akolita lekko się ukłonił. – Dwa inne okręty ludzi zostały wessane przez ten... wir – oficer wskazał dłonią na obraz pomarańczowego wiru powoli krążącego wokół środka ciężkości, jakim był punkt eksplozji ludzkiego okrętu. - No i dobrze. Spotkał ich taki los, na jaki zasłużyli - Ale kapitanie! Wykryliśmy ślady jonowe ludzkich okrętów wewnątrz wiru, oni - Przeżyli? – bardziej stwierdził niż zapytał Faneelen. - Tak. Sensory wskazują, że wir ma około piętnastu milionów kilometrów głębokości. Ślady jonowe są wykrywalne na całej jego długości. Faneelen nie zastanawiał się. Jeżeli ci ludzie jeszcze żyli, jego obowiązkiem było zemścić się za śmierć towarzyszy. - Kurs na ten wir. Dostosować naszą prędkość do ostatnio zarejestrowanej ludzkiej prędkości. - Ale... – porucznik przerwał widząc wyraz twarzy swojego kapitana – tak jest. Kapitan Miguel Fernandez martwymi oczami wpatrywał się w sufit nad sobą. Wypływająca z rozbitej czaszki krew formowała niewielkie kulki pływające swobodnie w pobliżu kapitana niczym upiorne konfetti. Jednak na ustach martwego człowieka widniał uśmiech. Uśmiech spowodowany ostatnią rzeczą, jaką dowódca EAS Youth America zobaczył przed śmiercią. Eksplozją minbarskiego krążownika. Obok niego na wpół klęczała, na wpół wisiała sylwetka pierwszego oficera, komandor Aiien Teer. Po poparzonej twarzy kobiety płynęły łzy. Żalu, wściekłości, rozpaczy. Pięć minut temu ich okręty zostały wessane przez jakiś rodzaj wiru, który nieomal ich zabił. A raczej pozabijał większość. Wolała sobie nie wyobrażać, jak wyglądała sytuacja na większym, ale mniej solidnym pasażerskim liniowcu. Gdy przechodzili przez wir, widziała jak potężne wręgi wyginają się na jej oczach. Widziała jak jedna z nich eksploduje a odłamki masakrują większość załogi mostka. Skrzywiła się. Wspomnienie przywołało nową falę bólu w naszpikowanym odłamkami ramieniu. Nadal znajdowali się w nadprzestrzeni. Co gorsza poza zasięgiem boi nawigacyjnych. No chyba, że ich czujniki nawigacyjne też były zniszczone. Co zresztą wychodziło na jedno. Ponieważ nawigator i sternik byli martwi, ignorując ból poszybowała w stronę kontroli systemów napędowych. Ich jedyną szansą na przeżycie, było opuszczenie nadprzestrzeni. Wcisnęła przyciski aktywujące silniki skokowe i zaczęła modlić się, żeby były jeszcze sprawne. USS Rogue, krążownik klasy Excelsior, kończył właśnie roczny patrol granicy romulańskiej, gdy na mostku rozbrzmiały alarmy. - Sir – oficer operacyjny najwyraźniej nie dowierzał własnym oczom, bo jego głos nie miał w sobie nic ze zwyczajnej pewności – anomalia podprzestrzenna formuje się dwa miliony kilometrów od nas. - Monitor – kapitan Jerzy Styczyński wstał z fotela i podszedł do ekranu. Widniejący na nim wir pomarańczowej energii wyglądał jak tunel podprzestrzenny... ale tunele otwierają się zazwyczaj, gdy coś przez nie przelatuje – Hm. Możemy skanować do wnętrza tego cuda? - Aye... wykrywam pole grawitacyjne o niskim natężeniu i... okręty. Przechodzą! - Żółty alarm – Styczyński usiadł na swoim stanowisku a chwilę potem światła na okręcie zmieniły zabarwienie na żółte. - Pola podniesione. Torpedy załadowane, energia doprowadzona do banków fazerów . – zameldował potężnie zbudowany oficer taktyczny. Zrobili, co mogli, teraz pozostało czekać. Pomijając fakt, że jakieś okręty miały przelecieć przez ten tunel, odkrycie czegoś, co mogło być stabilnym tunelem nadprzestrzennym było sensacją naukowa stulecia... oficer taktyczny aż sapnął, gdy zobaczył odczyty okrętów. Jeden z nich miał ponad sześć kilometrów długości, towarzysząca mu jednostka półtora kilometra. Jurek odwrócił się do niego zaniepokojony reakcją oficera taktycznego, który nawet się nie pocił walcząc z klingońskimi czy romulanskimi pancernikami. - Joe’y, co jest? - Te okręty są gigantyczne, sir. Większy ma ponad sześć kilometrów długości. - Naukowy, pełen skan tych okrętów. Chcę wiedzieć, z czym mamy do czynienia. Przez chwile na mostku słychać było tylko cykanie instrumentów wypluwających kolejne dane. - No cóż. Jak na takie duże okręty, to za nowoczesne one nie są... cholera kapitanie, stare NX-y są lepsze niż te pudła. - To znaczy? – Jurek był wyraźnie zirytowany - Pomijając fakt, że są potężnie poturbowane, pewnie przez przelot tunelem, ich źródła energii opierają się na fuzji atomowej. Silniki jonowe, brak sztucznej grawitacji na pokładzie. Duży statek jest chyba okrętem kolonizacyjnym, wykrywam ponad dwadzieścia tysięcy form życia, większość w opłakanym stanie. Mniejszy to chyba okręt wojenny. Sporo uzbrojenia. Większość jednak oparta na miotaczach masy i laserach cząsteczkowych. Także silnie uszkodzony. Nie widzę na żadnym z okrętów śladu napędu warp. Oni chyba wykryli tunel w swoim macierzystym układzie, i postanowili skolonizować to, co będzie na drugim końcu. - To mogą mieć problem – wtrącił oficer naukowy – nie ma śladów korytarza. Chyba ta strona nie jest stabilna. Jeżeli nie mają napędu warp to czeka ich długa droga do najbliższej planety. Swoją drogą ciekawe, kto to jest. Zakłócenia od ich uszkodzonego napędu zakłócają czujniki tak, że nie mogę rozpoznać rasy. - Co robimy? - Nic. – kapitan od chwili, w której usłyszał o braku napędu warp wiedział, co muszą zrobić – obowiązuje pierwsza dyrektywa. Jakieś podejrzenia, że nas wykryli? - Nie sir – taktyczny westchnął ciężko – ich sensory bazują na tachionach oraz promieniowaniu elektromagnetycznym. Przy ich obecnej mocy nie byliby w stanie przeniknąć nawet pól nawigacyjnych. Z podniesionymi osłonami jesteśmy dla nich niewidzialni. - Znakomicie. Wyślijcie dane Flocie. Sternik, kurs na punkt spotkaniowy z Zionem. Warp 6. Federacyjny okręt zgrabnie zawrócił i przyspieszając do prędkości warp 6 pozostawił uszkodzone okręty, nieświadome tego, że ktoś je badał, daleko za sobą. Aiien usiadła na fotelu dowódcy i zakryła twarz dłońmi. Nie wiedzieli gdzie byli, nie wiedzieli jak wrócić. Napęd skokowy na obu okrętach nie działał, a każda próba komunikacji mogła ściągnąć im na głową Minbari. Jedynym cieniem szczęścia, jaki mieli było to, że wg sensorów optycznych byli ‘tylko’ dwanaście minut świetlnych od planety. Najwyraźniej takie z atmosferą nadającą się do życia. Dwieście szesnaście milionów kilometrów z silnikami mogącymi wyciągnąć, co najwyżej .25 g zapowiadało 10 dni podróży. Niby nic, ale nie gdy się leci na okrętach grożących rozpadnięciem się w każdej chwili. Drzwi na mostek otworzyły się i do środka wpłynął jeden z niewielu starszych oficerów pozostałych przy życiu. - Pani kapitan? – doktor podpłynął do skulonej oficer i położył jej rękę na ramieniu – Musimy lecieć. Więcej już nie możemy zrobić. Teer drgnęła słysząc głos doktora, ale nadal nie mogła wyrzucić sprzed oczu widoku umierającego kapitana. - Pani kapitan! – Greg Hobbes potrząsnął silnie kapitan, za co zapłacił przejażdżką pod sufit - Cholera. Jak ja nie cierpię zerowej grawitacji – zaklął. A potem uśmiechnął się lekko słysząc chichot kapitan. - Ma pan rację doktorze – otarła łzy z twarzy i odepchnęła się od fotela. Zajęła miejsce za sterami i przekazała współrzędne na Midasa. Potem wstukała kurs na komputerze Youth America te same dany i uruchomiła silniki. Okręt szarpnął, ale po chwili ustabilizował się i powoli zaczął przyspieszać w kierunku niewidocznej planety. Rogue wyszedł z warp i teraz z minimalną prędkością zbliżał się do olbrzymiej, wyglądającej jak grzyb, bazy gwiezdnej. Pancerne wrota rozsuwały się, aby wpuścić powracający do bazy okręt. - No to jak, Steve, co szykujesz sobie na urlop? – Jurek spojrzał w stronę swojego pierwszego oficera. - To, co zwykle szefie. Spokojne dwa miesiące z rodziną, na Ziemi z daleka od wszystkiego, co może być bardziej ekscytujące niż Judy. - Z tym chyba nie będziesz miał problemów – Jurek uśmiechnął się porozumiewawczo. Judy była swego czasu najładniejszą dziewczyną na uniwerku, oboje mieli z nią związane wspomnienia. Koniec końców wybrała Steva, czemu zresztą Jurek się nie dziwił. Kto by chciał takiego zimnokrwistego drania jak on. Steve walnął go w ramię - Ty sobie za dużo nie wyobrażaj. To teraz moja żona – oboje zanieśli się śmiechem. Reszta załogi dyskretnie uśmiechała się. Judy matkowała im przez parę miesięcy spędzonych w doku przy wymianie systemów i dobrze rozumieli ekscytację PO wizją nadchodzącego urlopu. - Sir – oficer łącznościowy przerwał im – baza nas wywołuje. Priorytet żółty. Oboje spojrzeli na siebie niepewnie. To oznaczało najwyższy priorytet w czasach pokoju. - Monitor – nakazał PO. Na ekranie pojawiła się pomarszczona twarz admirała Nagumo. - Kapitanie. Odebraliśmy sygnał o pomoc od tych pańskich okrętów. Okręty rasy określanej przez nich jako Minbari są o piętnaście minut drogi od nich i mają ich zaatakować. - Ale Pierwsza Dyrektywa zabrania nam mieszania się w sprawy innych ras. Szczególnie pre-warp. - Problem w tym, że oni nie są pre-warp. Te... minbarskie okręty wyszły z czegoś, co oni określają nadprzestrzenią. - Nadprzestrzeń... - Grawitacyjna warstwa podprzestrzeni – powiedział naukowy przypominając sobie odczyty sensorów z wnętrza korytarza. - Właśnie. Nasi naukowcy mówią to samo. W każdym bądź razie to nie jest cywilizacja pre-warp. Co więcej atak na jednostki, nawet obce, przebywające na terytorium Federacji, to wrogi akt. Niech pan powstrzyma tych Minbari. I doprowadzi te okręty tu do bazy. Wyślemy cztery holowniki. - Co z Zionem? - Także tam leci. Z taką prędkością, żeby dolecieć do miejsca akcji razem z wami. To na wypadek gdyby ci Minbari okazali się wrogo nastawieni. - Dobra, admirale. Mam dobry humor i zrobię to dla pana – Jurek lekko skrzywił wargi – Rogue, koniec. Sternik, słyszałeś pana admirała? - Tak, sir. - To jazda. Maksymalna awaryjna po gotowości. Excelsior zatrzymał się, zgrabnie obrócił wokół swojej osi i wystrzelił naprzód z pełną impulsową. Parę sekund później ponownie zmienił kurs i przyspieszył do prędkości warp. Kapitan Teer mogła tylko kląć i płakać widząc minbarskie krążowniki lecące w jej stronę z pełną prędkością i aktywnym uzbrojeniem. Jej wezwania o pomoc pozostały bez odpowiedzi. Zresztą, kto mógłby jej pomóc. Sojusz nie był w stanie pokonać jednej fregaty minbarskiej, co dopiero mówić o dwóch krążownikach. Jej, jej ludziom, załodze i pasażerom Midasa pozostało najwyżej dwie minuty życia. Zakładając, że Minbari będą litościwi i zniszczą cały okręt, a nie tylko silniki i podtrzymywanie życia... jeszcze minuta... Panel komunikatora cicho bipnął. Przez chwilę wahała się, ale potem aktywowała. Mieli tylko dźwięk, jakby nie chcieli poniżać się pokazywaniem swojej twarzy. Wsłuchała się w słowa przebijające się przez trzaski zakłóceń: - ... ński z Federacyjnego okrętu Rogue do obcych okrętów. Naruszyliście przestrzeń Federacji Zjednoczonych Planet. Natychmiast dezaktywujecie uzbrojenie i wyłączycie silniki. Macie pięć sekund na potwierdzenie inaczej wasza obecność będzie uznana za akt agresji przeciw Federacji i zmusi nas do podjęcia stosownych kroków. Teer patrzyła na sensory ale niczego nie widziała. Zresztą nie dziwiło jej to. Głos brzmiał z angielska, ale równie dobrze mógł to być zaawansowany system tłumaczący. Ostatecznie nigdy nie słyszała o grupie kolonii nazywających się Federacją Zjednoczonych Planet. No i żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie przemawiałby tak do Minbari. Faneelen słuchał w zdumieniu głosu obcego. Mówił po angielsku, a to nic nie znaczyło. Urządzenia tłumaczące znane były Minbari, a ponieważ ludzkie okręty były tu szybciej, mogli się z nimi porozumieć. Niepokojące było to, ze dopóki obcy się nie odezwali, ich okręty nie były widoczne na skanerach! Nawet teraz technicy ledwo mogli je namierzyć. To było niepokojące. I nieistotne. Przybył tu by zniszczyć ludzi i nikt, a szczególnie dziwaczna rasa latająca na patykach nie będzie mu mówiła co ma robić. Był wojownikiem klanu WindSword i nie będzie tolerował gróźb pod swoim adresem. Nakazał Drala’Zha wzięcie kursu na obcych i jeżeli będą próbowali przeszkadzać – zniszczenie ich. Jego okręt kontynuował pościg. - Słyszeli nas? – Jurek zapytał oficera łączności po raz trzeci. - Tak, sir. Mam sygnał zwrotny z ich nadajnika. Odebrali nas. - To czemu ta przerośnięta kosmiczna ryba leci w naszym kierunku? – zapytał wskazując na monitor. Nikt nie odpowiedział. Wszyscy zdawali sobie sprawę co robi ten okręt. Ma się upewnić, że nie będą przeszkadzać. - Dobra, PO, sygnał na Zion. Niech zajmą się tą rybka, my zabierzemy się za tych którzy chcą wykończyć naszych gości. Niech strzelają tylko gdy zostaną zaatakowani. Joe, to dotyczy też ciebie. - Aye sir. - Sternik, kurs na gości, ustawcie nas tak, żeby minbarczyk nie mógł strzelać. - Aye Exclesior przyspieszył z Centaurem na ogonie. W oka mgnieniu oba okręty osiągnęły pełną prędkość impulsową. Gdy przelatywali obok lecącego w ich stronę okrętu Centaur gwałtownie wykręcił. W samą porę. Seria zielonych pocisków przeszyła przestrzeń. W tym samym momencie trzy grube wiązki energii uderzyły w uciekający liniowiec przeszywając go na wylot. Załogi Federacyjnych okrętów zamarły, widząc takie barbarzyństwo. - Załadować torpedy – nakazał zimnym głosem Styczyński – Pełna moc. Celować w uzbrojenie. - Gotowe – po chwili odpowiedział Joe. - Ognia Dwa czerwone punkciki oderwały się od Federacyjnego okrętu i przyspieszając do prędkości relatywistycznych uderzyły w dziób niebieskiego okrętu. Dwie torpedy nie wystarczyłyby, żeby uszkodzić pola nawet na starszych okrętach. Mimo iż oznaczało to wyzwolenie energii zdolnej wyrwać w płaszczy planetarnym prawie stukilometrowej średnicy lej. Jednak niechroniony polem i nieodporny na efekty fazowe pancerz Sharlina wyparował. Eksplozja pochłonęła prawie połowę ogromnego okrętu pozostawiając martwy wrak. Excelsior wykonał gwałtowny zwrot i skierował się na drugi okręt, jednak i tam bitwa już się kończyła. Z wypalonymi w kadłubie dziurami minbarski krążownik znikał w wejściu do nadprzestrzeni.
Login:
Hasło: