Nowa gra w świecie Stargate! [wideo]

Wytwórnia MGM oraz Arkalis Interactive ogłosili premierę najnowszej interaktywnej gry przeznaczonej na urządzenia mobilne. IGN donosi, że pierwszy epizod gry swoją premierę będzie mieć w marcu 2013 roku. Trailer przedstawia śliczne animacje z bardzo realnymi podobiznami całej drużyny SG-1. Nie jest to co prawda gameplay, co nie zmienia faktu, że filmy... Więcej...

chevron
Jaki był koniec SGU? Przeczytaj felieton!
Jaki był koniec SGU? Przeczytaj felieton!

Za nami ostatni odcinek "Stargate Universe". No ale właśnie, czy aby ostatni? Finał według wielu osób był bardzo dobrze napisany i przemyślany, co więcej zostawia możliwość kontynuacji w przyszłości. Poniżej przedstawiamy Wam swobodną opinię jednego z naszych kolegów - Sakramentosa, który napisał bardzo Ciekawy tekst o zakończeniu "SGU". Jest on również dostępny na naszym forum, serdecznie zapraszamy do lektury. Poniżej wiele SPOILERÓW!!


Eleganckie zakończenie sezonu i serialu. Ładna klamra kompozycyjna - wygaszenie statku, tak jak na początku był on uruchamiany. Krótka piłka z wszystkim - akcja, dialogami, problemami, dylematami i w sumie dobrze, to jest właśnie stargatowy styl prowadzenia narracji. W efekcie mnóstwo dobrych pomysłów przetoczyło się przez ekran. Takich jak sposób na walkę z dronami, taktyka kamikaze jako broń obosieczna, manewr z oszukaniem dron, hibernacja załogi i tak dalej. Cały czas, od lat, powtarzana ta sama formuła. Gdy już tylko rozwiążesz jakiś problem, niech coś się schrzani i pójdzie nie tak, jak trzeba. W ostatniej chwili rozwiąż problem poprzez stworzenie nowego. Proste i skuteczne.


Bardzo dobry pomysł na zakończenie serialu w gole. Można to zamknąć i brak kontynuacji nie będzie doskwierał, i choć widać ze historia została urwana bez jakiejś konkluzji, to nie jest to paskudny cliffhanger, które ostatnio (4-5 sezon SGA, 1-2 sezon SGU) zupełnie twórcom nie wychodziły, bo były kretyńsko rozwiązywane. A tutaj mamy gładkie zakończenie. Tak się właśnie powinno kończyć sezony jak książki. Nie można pozostawiać historii dyndającej bez zakończenia.


Swoją drogą taki typ endingu przypominał mi nieco koniec SG-1, tylko ze tam pokazali co się działo przez lata na statku. A na początku była gęsta akcja. Tutaj podobnie taka sama konstrukcja, potrzebny czas; kupienie tego czasu dużym kosztem... Przez cala druga polowe, gdy jasne się stało do czego to zmierza obawiałem się ze zaraz cos wrzuca, ze zdąża z "prawdziwym" cliffem. Ze np. Young się obudzi, rozgląda się po statku a nigdzie nikogo nie ma czy cos w tym rodzaju, a Destiny jest atakowane i wtedy CIACH. Albo Eli stoi, uśmiecha się patrząc na Destiny prujące przez FTL i nagle dostaje od kogoś w łeb. Ale na cale szczęście tego nie było.


Widać wyraźnie powtarzający się przez te sezony motyw pościgu za Destiny i próbowania przez różne gatunki przechwycenia statku. Pytanie, czy miał być to motyw pośredni, który miał być rozwiązany w kolejnym sezonie, czy może motyw główny którego kulminacja miała nastąpić w finale to pozostanie już zagadką.

Destiny sobie leci i będzie lecieć trzy lata... a trzy lata to dużo czasu. W końcu po trzech latach od kasacji Enterprise, kiedy uważano ze Star Trek umarł definitywnie, Paramount podjął decyzje o jego wskrzeszeniu. Co prawda w formie hiper-bombastycznej i przekombinowanej, ale mimo wszystko dosyć wiernej duchowi oryginału (z pominięciem Gniewu Khana) i dający nadzieje na kontynuacje franczyzy w formie ekranowej. Osobiście wolałbym by taki los Stargate nie spotkał, wolałbym po prostu kontynuacje SGU, zmierzanie do naturalnego końca tej historii a potem cos nowego z tego świata, ale nie mam na to wpływu.


Raczej w przeciągu tego czasu jakiś wysiłek pro-stargateowy ma szanse powstać. Wystarczy spojrzeć na Farscape, który doczekał się skróconej wersji 5 sezonu w postaci mini-serii a następnie jest popychany łokciem przez O'Banona w formie komiksowo-webisodowej. I choć idzie mu jak po grudzie, to nie wszystko jest stracone. Może, gdyby nie zrobili mini-serii Farscape nie byłby tak nieruchawy-podobnie było z Firefly, który wyprodukował film kinowy i zdechł w jego efekcie bo nie było już sensu opowiadać historii dalej. I być może gdyby SGU zrobiło paskudnego cliffa miałoby większe perspektywy na wskrzeszenie. Może. Pożyjemy, zobaczymy.


Przede wszystkim zaś przez te 3 lata realia telewizji maja szanse się zasadniczo zmienić. To będzie rok 2014, wiec może już powstanie internetowa platforma telewizyjna z prawdziwego zdarzenia.


Bardzo dobry odcinek, zasługujący na 9.5. Byłoby 10, ale trudno jest mi uwierzyć ze mając tyle czasu na przemyślenia i wiedząc jak wygląda życie i użycie Destiny nikt tam nie pomyślał, ze drony mogą zacząć być używane jako pociski. W kosmosie wszystko jest bronią. Nie tylko sama bron, ale napęd statku czy on sam. Takie są prawa fizyki i to podstawa wszelkich rozwiązań taktyczno-strategicznych w przestrzeni. A oni o tym nie wiedzieli? Widz może zostać zmanipulowany i o tym nie pomyśleć na czas, ale ponoć żywi ludzie biorący udział w tych zdarzeniach? Niemożliwe. Ładny koniec serialu, otwarty a jednocześnie w pewnym sensie zamknięty. A wiec-elegancko. I o to chodzi.


Autor: Sakramentos

chevron
Komentarze
refuse7
11.05.2011, 11:16:04
J. Mallozzi chce jeszcze w tym tygodniu opublikować co mieli zaplanowane na trzeci sezon... wiec raczej po tym SG:U będzie raczej na pewno zakończone
gomes994
11.05.2011, 13:48:05
hmmm jestem ciekaw co mieli zaplanowane na 3 sezon i mam nadzieje ze kiedys dokoncza SGU
Kaizon
11.05.2011, 22:03:26
Co do finału, to kichaaaaaaa (( Przynajmniej skończył się tak, że można by było zacząć następny sezon

"Three Years Later"

Eli: Rush pobudka!
Rush: Co się stało, kiedy tak schudłeś?
Eli: Jakieś skurczybyki z nowej galaktyki nas atakują! Jakbyś nie jadł przez trzy lata, to też byś tak wyglądał
Sverting
12.05.2011, 16:58:02
Ogólnie dziwi mnie, że jeszcze nie wystąpił nikt z pomysłem zapisania otwartej petycji, lub listu otwartego w tej sprawie do syfy.
gomes994
12.05.2011, 17:54:28
nom nie glupi pomysl
robski
12.05.2011, 21:01:19
Tak - finał był świetny i ... niezwykle otwarty. Powrót został zaplanowany za trzy lata, ale ... został Eli i właściwie w jego rękach jest powrót. Kim on jest? Może jakiś symbol? Eli to chłopak wychowany na tym, co cała "machina" "wrzuciła do sieci". To on sprawił, że podróż "SGU" się zaczęła. On wymyślił "zamrożenie", a nie desperackie rzucenie się w walkę z "maszynami" (zimne, bezduszne, kierujące się wyliczeniami i z jakiegoś, nie wiadomo jakiego, powodu nastawione na zniszczenie SGU - czy to zmaganie nie przypomina czasem trochę walki autorów o pozostanie filmu na scenie?), która wygląda na przegraną. I .. to on jest jedyną szansą na powrót - dziś?, jutro?, za dwa tygodnie?, za trzy lata?... W tym zakończeniu wszystkie drogi zostały otwarte - żadna nie jest zamknięta.
Czy SGU nie jest pewnego rodzaju opowiadaniem o tworzeniu się społeczności (pomysłodawców, scenarzystów, realizatorów, aktorów, fanów?) w trakcie drogi, jaką przez lata jest cały projekt SG? Czy ich zmagania się i ich krzepnięcie nie jest czasem symbolicznym opowiadaniem o nas wszystkich?
Czy Eli nie jest symbolem "fanów"? Może rzeczywiście czas aby uwierzyć, że "jestem mądrzejszy od Rusha" i "zmierzyć się z prawdziwym problemem"? Może właśnie tak...
Wiem - poniosło mnie w tej interpretacji, ale taka mi się nasunęła i dzielę się nią.
Pozdrowienia dla wszystkich!

Komentarz został edytowany przez użytkownika robski dnia 12.05.2011, 21:04:00
Brok
16.05.2011, 20:08:38
jestem jak najbardziej za ....
zaloguj się aby dodać nowy komentarz...
Login:
Hasło: